Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Wielkie targi broni w Kielcach. Polska zbrojeniówka ściga się z czasem. To może być szczyt eldorado

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
XXXIV edycja Miedzynarodowego Salonu Przemyslu Obronnego. Na zdjęciu dron Orlik produkcji PGZ. 8 września 2026 r. XXXIV edycja Miedzynarodowego Salonu Przemyslu Obronnego. Na zdjęciu dron Orlik produkcji PGZ. 8 września 2026 r. Jacek Szydłowski / Forum
Polska zbrojeniówka musi „dowieźć” zamówienia z SAFE i wymyśleć coś, co pozwoli wspiąć się na poziom europejskich i światowych graczy. Dlatego jednocześnie buduje tradycyjne pojazdy i nowoczesne drony.

Jest wielki, kanciasty i pomalowany w zielono-brązowy kamuflaż. Waży 40 ton, mieści – oprócz załogi – aż ośmiu żołnierzy i przenosi armatę kalibru nawet 105 mm. Ciężki bojowy wóz piechoty to ważne uzupełnienie rodziny pojazdów gąsienicowych zaprojektowanych w Hucie Stalowa Wola, mający służyć jako „towarzysz broni” czołgów, samodzielnie walczyć i dostarczać żołnierzy piechoty na pole walki. Nawet w epoce dronów Polska nie rezygnuje z „pancu” i „zmechu”, bo zgodnie z doktrynami NATO przyjmuje się, że póki co tylko odpowiednio chronieni i odpowiednio uzbrojeni żołnierze mogą wykorzystać wszelkie przewagi zapewniane przez różne bezzałogowce. Bo nie jest prawdą, iż dronowe pole walki pozbawiło znaczenia czołgi i opancerzone wozy bojowe.

Polska Grupa Zbrojeniowa kilka lat temu pokazała i wdrożyła do produkcji lżejszy pojazd tego typu, słynnego już pływającego Borsuka. Ale brygady pancerne potrzebowały czegoś do uzupełnienia Abramsów, Leopardów i Czarnych Panter, a ambicją Huty było wykorzystanie wcześniejszych prac, które blokował wymóg pływalności Borsuka. Nowy pojazd pływać nie musi, więc może być lepiej opancerzony, mieć potężniejsze uzbrojenie i mocniejszy silnik.

Gdy istniał w postaci makiety, zwał się Ratelem, ale imię będzie musiał zmienić, bo okazało się, że nazwa jest już zastrzeżona przez francusko-niemiecki koncern KNDS. W dniu premiery skrywał się za zasłoną, kotara opadła dopiero po przemówieniach VIP-ów i wspólnym zdjęciu tych, którzy przyczynili się do jego powstania. „Ciężki bewup”, pełnowymiarowy i poruszający się wolno, ale o własnych siłach, to najważniejszy wyrób PGZ na 34. Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego.

SAFE

Największa i najważniejsza wystawa obronna tej części Europy jest w tym roku gigantyczna. Odzwierciedla zbrojeniowe plany Polski i regionu, wzmocnione finansowym zastrzykiem unijnych pożyczek SAFE. To słowo klucz wielu obronnych imprez w tym roku, a kieleckie targi pokazują i tłumaczą to hasło w wielu wymiarach.

Symbolem ekspansji jest imponująca hala zaprojektowana i postawiona w ciągu dwóch lat, w której miejsce ma m.in. główna ekspozycja PGZ – wystawa Kanady, wiodącego partnera zagranicznego. Targi zyskały nie tylko więcej miejsca, ale i światowy sznyt. PGZ zamiast szyldów kilkudziesięciu spółek w tym roku pokazuje swoje produkty w podziale na rodzaje zdolności wojskowych. Są więc ciężkie pojazdy pancerno-artyleryjskie, lżejsze kołowe, wyrzutnie rakiet i radary obrony powietrznej, wielkokalibrowa broń strzelecka – dziś określana jako antydronowa, karabinki oraz wszelkiego typu drony. Jest więc „szachedopodobny” dron uderzeniowy o zasięgu tysiąca kilometrów, który ma niebawem trafić na testy. A także wyrzutnia dronów-interceptorów wyglądająca jak karabin snajperski. Co ciekawe, wiele z tych produktów powstaje w oddolnych partnerstwach spółek PGZ z innowacyjnymi firmami prywatnymi.

Zwraca też uwagę, że PGZ już nie stara się robić wszystkiego po swojemu, wedle czasem wyśrubowanych i kosztownych wymagań polskiej armii. Normą są już koreańskie podwozia, pierwszy raz użyte w armatohaubicy Krab, a z czasem wprowadzone w licznych pojazdach kołowych. Do grona dostawców dołączyli Czesi, mający rynki zbytu, renomę i serwis lepsze od naszego Jelcza. Dlatego unikatowy system minowania Baobab pójdzie w świat na podwoziu Tatry. Działa to też w drugą stronę. Nasza automatyczna wieża ZSSW z armatą 30 mm i wyrzutnią Spike’ów jest doskonała, ale za droga dla wielu klientów, więc na Rosomaku zastąpi ją słowacka Turra. Kombinacji może być wiele, a SAFE daje argumenty finansowe, by kombinować.

Najliczniejsza delegacja zagraniczna przyjechała do Kielc z Kanady. To wynik polityki rządu Marka Carneya: poszukiwania partnerów średniej wielkości w sprzeciwie wobec dyktatu wielkich mocarstw, w tym USA; otwarcia się na sektor obronny w Europie po zawarciu porozumienia z Komisją Europejską i wejściu na prawach dostawcy do programu SAFE; wreszcie pokazania się Kanady jako najbardziej europejskiego z krajów Ameryki Północnej, z którym Ocean Atlantycki nas nie tyle dzieli, co łączy. Europejski zwrot ku Arktyce (za sprawą agresji Putina i pretensji terytorialnych Trumpa) wybitnie sprzyja połączeniu. Kanada nie ma tak wielkich i znanych firm jak USA, a część jej sektora obronnego w wyniku fuzji i przejęć jest w rękach Amerykanów, ale ma mniej oporów technologicznych, tożsame z Europą postrzeganie świata i zasoby naturalne porównywalne z Rosją.

Do Kielc przyjechało 500 osób z rządu, administracji, przemysłu i wojska oraz 230 podmiotów, w tym 90 z sektora zbrojeń, technologii i przemysłu ciężkiego. Szkoda, że Kanada nie za bardzo się tym umie chwalić. Ale wiadomo, że polskie cyberwojska w ramach SAFE kupiły kanadyjskie radiostacje, PGZ wykorzystuje w swoich dronach kanadyjskie kamery, a na horyzoncie jest zakup samolotów wczesnego ostrzegania Saab GlobalEye na platformie kanadyjskiego Bombardiera.

Gladius i Star

Bardzo ważni na MSPO są Polacy z Grupy WB. Ten największy prywatny podmiot sektora zbrojeniowego przez ostatnie dziesięć lat urósł od lekceważonego przez MON poddostawcy do kluczowego partnera PGZ i wojska. To koncern, który ma własne kompetencje w najważniejszych dziedzinach zdolności obronnych, proponuje nowatorskie rozwiązania oraz zwiększa obecność na rynkach eksportowych od wschodniej Azji po Amerykę Południową. Jako firma prywatna (choć z udziałem 24 proc. PFR) ma większą swobodę od PGZ i szybciej reaguje na potrzeby sił zbrojnych Polski i państw NATO. Dlatego, po utrwaleniu pozycji jako dostawcy bezzałogowców rozpoznawczych, amunicji krążącej i elektroniczno-łącznościowych systemów ich użycia, dziś inwestuje w zdolności uderzeniowe średniego zasięgu, określane jako mid-strike.

Kluczową premierą WB na MSPO jest trudno wykrywalny dron uderzeniowy Gladius-2, który przykuł uwagę kształtem, zasięgiem i rolą w systemie rozpoznawczo-uderzeniowym. Przypomina zminiaturyzowaną amerykańską „płaszczkę” Sting Ray Boeinga, ale nie wymaga lotniska ani lotniskowca – może startować z wyrzutni wcześniejszego Gladiusa, na kołowych pojazdach Waran. Gladius-2 ma 30-kilogramową głowicę, którą dostarcza na ponad 300 km dzięki silnikowi odrzutowemu, wspomaganemu przy starcie rakietowym przyspieszaczem. To pierwszy w Polsce system uderzeniowy łączący cechy stealth, dużą szybkość i zasięg rażenia.

WB pokazuje też „drona do przenoszenia dronów”, wielowirnikowiec pozwalający na zrzucanie rozpoznawczego FlyEye’a oraz nową wersję amunicji krążącej Warmate-8 z krzyżakowym usterzeniem, dającym większą prędkość lotu i precyzję, choć kosztem zasięgu. Po to, by skrócić czas między wykryciem celu a jego zaatakowaniem na dalszej odległości.

Niespodziewaną nowością WB było „odkurzenie” znanej marki pojazdów wojskowych Star. W konsorcjum ze specjalistami od zabudów ciężarówek (firmą Szczęśniak) i właścicielem marki (niemieckim MAN), pokazano opancerzonego Stara Hyperiona, który „na pace” ma kontener zarządzania systemem i analizy celów kompleksu poszukiwawczo-uderzeniowego Gladius. Dalszych planów Grupa nie ujawnia, ale rozszerzenie rodziny pojazdów Star jest niemal pewne. Tak samo jak rozbudowa „w górę” systemu Gladius, z jeszcze lepszymi osiągami.

Eldorado?

Targi to wszystko konsumują. Nie ma lepszego miejsca, jeśli ktoś chce w kilka dni wyrobić sobie pogląd. Ale jak każda soczewka, potrafią też prawdziwy obraz zniekształcać. Na MSPO wszystko jest najlepsze, bez wad, opóźnień i problemów. Wystawa ma swoje wymagania, wszyscy chcą błyszczeć, a realia zamówień i wdrażania są, jakie są. MSPO poprzedziły też nagłaśniane w mediach „afery”: o pokracznie przesłoniętą armatę przeciwdronowego systemu San, o wątpliwości dotyczące przygotowania produkcji czołgów K2PL w Gliwicach, o niewiadome dotyczące śmigłowców morskich czy szkolno-bojowych.

Czy to, co widać w Kielcach, to szczyt zbrojeniowego eldorado? Branża odnotowała, że budżet obronny Polski na 2027 r. nieznacznie spadnie i że bez pożyczkowego funduszu SAFE byłoby go trudno utrzymać. Gdy coraz więcej dostępnych środków pochłania utrzymanie już otrzymanego sprzętu i rosnącej kadrowo armii, nowe zakupy zbrojeniowe mogą tracić na dynamice. Wiele zostało zapowiedzianych i pewnie ruszą, ale nawet perspektywa końca dekady nie jest pewna. Tak samo jak to, czy polski przemysł na pytanie, co po SAFE, odpowie uzyskaniem znaczącej pozycji na europejskim i światowym rynku eksportowym. Bez tego przyszłość będzie niepewna.

Postulat, zgłaszany nieśmiało, by wzorem innych wielkich wystaw zbrojeniowych odbywać MSPO co dwa lata, nie ma szans w starciu z popytem branży, zapotrzebowaniem politycznym i marką, jaką dla Kielc stały się targi. Kieleccy hotelarze i restauratorzy mają przez tydzień prosperity, z którego żyją przez większą część roku, a władze miasta, do którego należą targi, skrupulatnie liczą rosnące zyski.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Polska w kleszczach wojen. Rosja wcisnęła gaz. Co nas czeka? Czy syreny mogą zawyć w Warszawie?

Wracających z wakacji Polaków spotkało niemiłe zderzenie z rzeczywistością. Sprawdzają się prognozy, że jesienne miesiące będą jeszcze bardziej niespokojne od wiosny i lata. Co nas teraz może czekać?

Marek Świerczyński, Polityka Insight
17.09.2026

Subskrybuj, by korzystać bez ograniczeń.
5 zł / tydzień przez miesiąc rok.

Kup dostęp
Reklama