Rozmowa z Hayao Miyazakim

Rysuj i rób, co chcesz
"Miałem dość filmów, które traktują najmłodszych z góry" - mówi japoński twórca filmów animowanych, którego najnowszy obraz „Ponyo” wychodzi u nas na DVD
Hayao Miyazaki
Mario Anzuoni / Reuters/Forum

Hayao Miyazaki

Kadr z filmu 'Ponyo'
materiały prasowe

Kadr z filmu "Ponyo"

Janusz Wróblewski: – Po tylu latach opowiadania niezwykle wyrafinowanych historii, po mrocznym „Spirited Away: W krainie bogów” czy tajemniczym „Ruchomym zamku Hauru” mało kto się spodziewał, że nakręci pan proekologiczną bajkę według „Małej Syrenki” Andersena.

Hayao Miyazaki: – Miałem dość filmów, które traktują najmłodszych z góry, wciskając im to, czego sami w żaden sposób nie są w stanie pojąć. Nazywanie jednak „Ponyo” naiwną bajką z ekologicznym przesłaniem wydaje mi się krzywdzące. To także, a może przede wszystkim, opowieść o dzikości i sile. Oraz równowadze, jaka panuje w przyrodzie.

Nawet finał pan zmienił, żeby kończyło się jak w disnejowskich kreskówkach, a nie jak u Andersena.

Czytając „Małą Syrenkę”, bardziej niż z pesymistycznym zakończeniem nie mogłem pogodzić się z tym, że tytułowa bohaterka nie ma duszy. W moim filmie ją ma. Zresztą nie tylko ona, ale i cały podmorski świat. To znacząca zmiana. Życie narodziło się przecież w wodzie. Mieszkam nad rzeką, codziennie obserwuję bezustanny cykl narodzin i śmierci. Nie mógłbym przedstawić sił natury w tak bezosobowy sposób.

W wielu mitologiach żywioł morza to symbol energii, podświadomości.

Staram się w tę otchłań zanurzać.

Co to znaczy?

Nie nakręci się dobrego filmu, posługując się wyłącznie logiką. Wolność tworzenia zyskuje się dzięki intuicji, której korzenie tkwią w podświadomości. Trzeba umieć do nich dotrzeć. I cieszyć się wielością rozmaitych impulsów, perspektyw, idei. Nie można jednak w tym poszukiwaniu pójść za daleko. Nieostrożne otwieranie klapek nieświadomości prowadzi do szaleństwa.

Ofiarą takiego działania był np. Philip K. Dick, autor „Ubika”. Tyle że on, jak wielu innych wizjonerów, wspomagał wyobraźnię środkami psychotropowymi. Pan tego nie robi?

Na szczęście nie muszę. Nie polegam nawet na snach. Czasami, gdy jestem przemęczony albo wypalony pracą, pojawiają się przywidzenia, omamy. Wchodzenie w nie to niebezpieczna gra.

Jaki był pierwszy obraz, który pojawił się w związku z „Ponyo”?

Na wzburzonym morzu w czasie ulewy statek nie może zawinąć do portu. W pewnym momencie kapitan dostrzega słabe światełko latarni morskiej położonej na klifie. Mężczyzna domyśla się, że być może ktoś z bliskich chce mu wysłać sygnał.

A potem?

Potem zobaczyłem biegnącą po falach dziewczynkę, córkę boga Słońca. To częsty motyw pojawiający się w japońskiej sztuce gdzieś od XII w. Dziewczynka to promyk światła, zawieszony pomiędzy widzialnym i niewidzialnym. Jest urzeczywistnieniem dystansu między istotą ludzką a nieznanym.

I tak się narodził scenariusz?

Ja nie piszę scenariuszy. Rozpoczynam film, nie wiedząc, w którą stronę historia się rozwinie ani jak się skończy. Nie wynika to z mojej niefrasobliwości, tylko z oszczędności. Gdyby animatorzy czekali, aż wymyślę wszystkie szczegóły, produkcja ciągnęłaby się latami. A tak zaczynają rysować, gdy nie ma nawet storyboardu i wszystko jeszcze jest w powijakach. Na bieżąco wprowadzam korekty. Przyznaję, że to dość ryzykowny sposób pracy. Nie potrafię jednak inaczej. Za stary już jestem, żeby to zmieniać.

Najważniejsze decyzje dramaturgiczne musi pan jednak podejmować stosunkowo wcześnie.

Na pomysł, aby Mała Syrenka marząca o byciu żoną księcia zamieniła się w filmie w złotą rybkę zakochaną w małym chłopcu, wpadłem, gdy głównemu rysownikowi urodziła się córeczka. Szczęśliwy przyniósł ją pewnego dnia do studia, a my śmialiśmy się patrząc, jak stara się nawiązać z nią kontakt. Nawiasem mówiąc, po dwóch latach realizacji założyliśmy w pracy miniprzedszkole, bo dzieci stale przybywało.

I nigdy pan nie przekracza terminów realizacji?

Pracuję w ten sposób, by właśnie zdążyć z terminami. Umawiając się konkretnie z producentem, że fabuła będzie trwała przypuśćmy dwie godziny, wiem dokładnie, ile czasu potrzeba na wymyślenie i narysowanie wszystkiego od a do z. To pomaga w koncentracji. Wtedy naprawdę potrafię szybko działać.

Dlaczego bohaterkami pana filmów są przeważnie małe dziewczynki?

Wyjaśnienie tej kwestii zajęłoby nam zbyt wiele czasu. Pozostańmy przy stwierdzeniu, że generalnie bardzo kocham kobiety.

Kiedy próbuję określić nastrój pana filmów, przychodzi mi do głowy słowo „nostalgia”.

Ma pan rację. Bo nie tylko dorośli odczuwają tęsknotę za tym, co utracili. Myślę, że także dzieci coś podobnego przeżywają. Tylko nie potrafią tego nazwać ani wytłumaczyć. To jeden z tych wielkich uniwersalnych stanów, które czynią nas ludźmi, a którego nie potrafimy do końca zdefiniować. W języku japońskim nie ma zresztą na to osobnego określenia. Posługujemy się obcym słowem „nostalgia”, co uświadomiłem sobie po obejrzeniu filmu Tarkowskiego pod takim właśnie tytułem.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną