Dziwność życia według Tokarczuk

Dziwna zmiana
Opowiadania Olgi Tokarczuk rysują wizję przyszłości zacierającą podziały na to, co ludzkie i nieludzkie. Albo odkrywają dziwność zwykłego życia.
Olga Tokarczuk
Łukasz Giza/Agencja Gazeta

Olga Tokarczuk

materiały prasowe

Nowy zbiór opowiadań Tokarczuk ukazuje się w Polsce w momencie, kiedy jej powieść „Bieguni” (Flights), w przekładzie Jennifer Croft, jest już w finale Międzynarodowej Nagrody Bookera. Co ciekawe, ta książka sprzed 10 lat, która opowiada o tożsamości nomadycznej, bardziej pasuje dziś do świata zachodniego niż do Polski. A wtedy mówiła i o nas.

To już drugi rok z rzędu, kiedy przekłady polskiej literatury konkurują z najlepszą literaturą światową – poprzednio na długiej liście znalazły się „Guguły” Wioletty Grzegorzewskiej. To najlepsza promocja, jaką można sobie wyobrazić. W kraju mnożą się kuriozalne instytucje mające promować polską kulturę (a właściwie polską historię) za granicą. Tymczasem klucz jest prosty – ambasadorami polskiej literatury są jej zagraniczni tłumacze, dobra literatura w rękach takich fachowców zdziała więcej niż maszynki propagandowe. Bizarne doprawdy – by użyć określenia Tokarczuk – jak mało się w Polsce o tym pamięta.

Już wiele lat temu Olga Tokarczuk przekonywała, że opowiadanie jest gatunkiem przyszłości. Była też pomysłodawczynią Festiwalu Opowiadania. Dziś, po latach, opowiadanie dla wydawców przestaje być gatunkiem wstydliwym, a 2017 r. obfitował w znakomite zbiory opowiadań polskich i zagranicznych, autorów tak różnych, jak Lucia Berlin czy Wells Tower. Gatunek poszerza się – wielu autorów stworzyło swoje odmiany. U Sołtysa „Mikrotyki” to nie tylko tytuł, ale i próba określenia własnego podgatunku opowiadania, podobnie swoją formę opowiadania-monologu stworzył Grynberg w „Rejwachu”. Tokarczuk też modyfikuje gatunek opowieści niesamowitych, tworząc opowiadania bizarne, czyli dziwaczne, cudaczne. Jak twierdzi, brakowało jej takiego słowa w polszczyźnie.

Znajdziemy w tym jej nowym zbiorze najrozmaitsze bizarności, boczne odnogi wielkich narracji. Zadziwienie towarzyszy bohaterom, którzy odkrywają niespodziewaną stronę rzeczywistości. Wszystkie historie łączy też rodzaj uwagi na słowa. Na przykład „samowtór” – archaizm oznaczający bycie we dwoje. Tokarczuk wydobywa to słowo z zapomnienia i daje mu nowe życie w świecie przyszłości.

Ta książka nie ma ambicji rysowania szerokiej perspektywy przyszłości, to raczej próba badania marginesów, dostrzeżenia połączeń między zjawiskami. „Opowiadania bizarne” nie są też, jak to ze zbiorami bywa, jednolite, nie wszystkie jednakowo przekonują.

Na obrzeżach wielkich opowieści zostają małe historie. Można sobie np. wyobrazić, że to podczas pisania „Ksiąg Jakubowych” pojawił się temat polskiego kołtuna z włosów, zwanego plica polonica, opisywanego przez podróżników. Kołtun rozrósł się w osobną historię zatytułowaną „Zielone dzieci”, która rozgrywa się w XVII w. Pewien cudzoziemiec spotkał miejscowe dzieci, których związki z przyrodą okazały się większe, niż można się było spodziewać. A sam kołtun na ich głowach miał tajemnicze właściwości.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną