Kultura

O jakiej republice marzy Morawiecki?

Czarno-białe pasy, które pamiętamy z pierwszego albumu symbolizowały prostą, ideologiczną wizję świata. Czarno-białe pasy, które pamiętamy z pierwszego albumu symbolizowały prostą, ideologiczną wizję świata. Krzysztof Korczak / EAST NEWS
Autor wygłoszonej w Toruniu wiecowej mowy chyba nie zdążył się zapoznać z oryginalnym tekstem Grzegorza Ciechowskiego.

W ramach przedwyborczego objazdu kraju premier Morawiecki zatrzymał się w Toruniu i z przemówienia, jakie wygłosił, dowiedzieliśmy się, że jest fanem zespołu Republika.

Premier oznajmił: „Tu z tego miasta pochodzi jeden z moich ulubionych zespołów rockowych, bo ja pamiętam bardzo dobrze zespół Republika. Pamiętacie ten refren – „republika marzeń”. To my PiS, Zjednoczona Prawica walczymy o rzeczpospolitą naszych marzeń, o to, żeby była to rzeczpospolita dumna jak polska husaria, szczęśliwa jak uśmiech dziecka, i zwyciężymy”.

Czytaj także: Politycy zainteresowali się kulturą

Co naprawdę oznacza „republika marzeń”

Szybko zareagował na Facebooku gitarzysta Republiki i kompozytor przywołanej przez premiera piosenki Zbigniew Krzywański: „Panie Morawiecki, ciekawa interpretacja twórczości zespołu Republika. I tak cieszę się, że nie oświadczył Pan, że był założycielem naszego zespołu i pisał Pan teksty. Cała twórczość Republiki nie ma nic wspólnego z tym, co Pan mówi i robi”.

Rzeczywiście, interpretacja była zaiste ciekawa, bo wiele wskazuje, że autor wygłoszonej w Toruniu wiecowej mowy (sam premier? A może szef jego gabinetu politycznego Marek Suski?) chyba nie zdążył się zapoznać z oryginalnym tekstem Grzegorza Ciechowskiego z płyty wydanej w 1995 r., w którym rzeczona republika to metafora ciała kobiety „skolonizowanego” przez byłych kochanków ukochanej bohatera piosenki, a może też przez jego konkurentów. Nota bene motyw kolonizacji kobiecego ciała pojawiał się też w innych tekstach Ciechowskiego, który skądinąd był znakomitym autorem erotyków. Jak ma się do tego PiS, husaria i uśmiech dziecka?

Ale jest też i inna, mniej groteskowa niestosowność w słabo przemyślanym występie premiera. Otóż zespół Republika w latach 80. uczynił ze swojej nazwy rodzaj prześmiewczej alegorii państwa totalitarnego, takiego, które opisuje choćby piosenka „Kombinat” pochodząca z wczesnego okresu działalności zespołu. Ta „Republika”, wbrew swojej etymologii, była autokracją, a nie demokracją. Czarno-białe pasy, które pamiętamy z pierwszego albumu, symbolizowały prostą, ideologiczną wizję świata. Trochę taką jak w przemówieniach Jarosława Kaczyńskiego, któremu zresztą zdarzało się mylić czarne z białym. W tym sensie „republika marzeń” Mateusza Morawieckiego wpisywałaby się gładko w rzeczoną alegorię. Wszak Mateusz Morawiecki, czciciel pamięci Brygady Świętokrzyskiej, często ujawnia, że o wiele bliżej mu do wizji państwa ONR niż jakkolwiek pojętej republiki – z definicji – demokratycznej.

Wykorzystywanie symboli grozi dewastacją pamięci

Można by się śmiać z tego całego qui pro quo, gdyby nie fakt, że ilustruje ono problem wcale niebagatelny. Otóż propaganda Prawa i Sprawiedliwości i Zjednoczonej Prawicy, szczególnie wzmożona w okresie kampanijnym, stara się zaanektować możliwie jak najwięcej pozytywnych skojarzeń z obszaru kultury popularnej, by ulepić wizerunek rządzącego ugrupowania już nie tylko jako politycznego tarana rozbijającego czerwoną pajęczynę i szarą sieć, ale także jako fajną organizację, przyjazną, jak przekonuje Patryk Jaki, dla fanów futbolu i jak chciałby zasugerować Mateusz Morawiecki – także dla fanów rocka.

Jakiemu udaje się łatwiej, bo panująca nam władza lubi przypochlebiać się kibicom, zwłaszcza tym nacjonalistycznie zorientowanym. Tak czy inaczej wykorzystywanie ważnych symboli kultury popularnej, takich jak zespół Republika, grozi dewastacją pamięci społecznej i aksjologicznym chaosem. No bo czy po to rockmani starali się w ciężkich PRL-owskich warunkach przekonywać, że wolność jest lepsza od tyranii, żeby teraz ich dawna twórczość służyła za gadżet politykom, którzy marzą nie o wolności bynajmniej, ale o policyjnej skuteczności władzy przekonanej, że wie lepiej, co dobre dla narodu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną