Politycy zainteresowali się kulturą

Wujkowie Samo Dobro
Wybory prezydenckie w stolicy mogą zdecydować o kształcie polskiej kultury i losie artystów spoza nurtu narodowo-katolickiego. Kultura jest ważnym tematem kampanii.
Wizualizacja Muzeum Sztuki Nowoczesnej i TR Warszawa na pl. Defilad.
Thomas Phifer & Partners

Wizualizacja Muzeum Sztuki Nowoczesnej i TR Warszawa na pl. Defilad.

Wizualizacja sali koncertowej Sinfonii Varsovii na Pradze Południe.
Atelier Thomas Pucher

Wizualizacja sali koncertowej Sinfonii Varsovii na Pradze Południe.

Dostępność kultury to dziś programowy fetysz, ale też realny problem – w rozwarstwionym społeczeństwie wielu nie stać na uczestnictwo, wielu też nie ma kompetencji, by w kulturze uczestniczyć.
Andrzej Hulimka/Forum

Dostępność kultury to dziś programowy fetysz, ale też realny problem – w rozwarstwionym społeczeństwie wielu nie stać na uczestnictwo, wielu też nie ma kompetencji, by w kulturze uczestniczyć.

To pewna nowość. Przez dziesięciolecia wolnej Polski politycy widzieli w kulturze głównie obciążenie w budżecie i fanaberię garstki wyborców. Co bardziej znani ludzie kultury przydawali się podczas kampanii wyborczych, ale potem byli raczej postrzegani jako petenci, beneficjenci budżetówki, wiecznie niezadowoleni z wysokości przyznawanych środków. Za rządów PO utarło się, że pokazanie się w teatrze czy z książką raczej odejmuje, niż dodaje w sondażach. I było to na długo, zanim ruszyła antyelitarna kampania PiS.

Rządy PiS pokazały, że wizja kultury to także wizja modelu życia społecznego. I że jako część ideologii jest ważna dla wyborców i, ostatecznie, wyniku wyborów. Dlatego partie i komitety wyborcze opozycyjne wobec PiS w ruszającej właśnie z siłą walce o elektorat sięgają chętniej – jak się wydaje – po kulturę. A znaczenie samorządu jest tym większe, że może być przez jakiś czas jedynym oparciem dla ludzi o innych niż narodowo-katolickie potrzebach ideologiczno-kulturalnych.

Najmocniej widać to oczywiście w stolicy. Miasto ma największy budżet, także na kulturę (w ubiegłym roku było to 555 mln zł), utrzymuje największą liczbę teatrów (18 scen). To tu wreszcie w ubiegłym roku odbyła się najgłośniejsza premiera teatralna ostatnich lat, piętnująca bezkarność (nie tylko w kwestii pedofilii) kleru w Polsce, słabość państwa wobec Kościoła i brak lewicowego oporu wobec narzucanej ideologii. Czyli premiera „Klątwy”.

Liberalna

Ostatnie wydarzenia pokazały jednak, że w relacjach warszawskich polityków i samorządowców z ludźmi kultury (czy rozrywki) do porozumienia daleko i łatwo wejść na minę. Przekonali się o tym boleśnie Jan Śpiewak, kandydat komitetu Wygra Warszawa, i Rafał Trzaskowski z Koalicji Obywatelskiej. Pierwszy jeszcze niedawno kpił, że drugiemu fotel europarlamentarzysty zapewniła kampania z udziałem gwiazd: Grzegorza Turnaua i Michała Żebrowskiego, a w ubiegłym tygodniu sam ściskał dłoń stołecznej gwiazdy rapu i telewizji Macieja Gnatowskiego, szerzej znanego jako Wujek Samo Zło. Miałby startować z ramienia komitetu Śpiewaka do rady dzielnicy Wola, a następnie zajmować się tam problemem dopalaczy. Internauci natychmiast przypomnieli Wujkowi, że jeszcze niedawno popierał Patryka Jakiego. Zdjęcie, na którym ściskają sobie ręce z wiceministrem sprawiedliwości PiS, Wujek podpisał: „Ja i przyszły prezydent stolicy”. Sieć nie zapomniała mu także niegdysiejszych okrzyków przez megafon w stronę uczestników wiecu KOD: „Słuchajcie, nie pomogą wam te flagi niebieskie z gwiazdkami. Tu jest Polska i zawsze była. Tutaj będą rządzić Polacy”.

W tym czasie Trzaskowski otrzymał parę ciosów od ludzi kultury, których sam zaprosił na spotkanie: Agnieszki Holland, Zygmunta Miłoszewskiego, Joanny Kos-Krauze i Andrzeja Saramonowicza. Nagrane po nim wideo zrobiło furorę na prawicowych portalach internetowych. Rozpoczyna je Holland słowami: „Mieliśmy do Platformy wiele pretensji, my, ludzie kultury, szczególnie o to, że kulturę olewała”.

Kolejnego zdania wygłoszonego przez reżyserkę prawicowe media już nie cytowały, a brzmiało: „Zastanawiam się, czy nie jest lepiej dla nas, jak rządzi formacja, która kulturę olewa, niż taka, która kulturą się zbytnio zajmuje”. W kolejnych wystąpieniach ton narzekania miesza się z bardzo ostrożnie wyrażaną nadzieją, że „Rafał Trzaskowski to pierwszy prezydent (mam nadzieję) od wielu lat, który jest człowiekiem kultury, kultura jest dla niego ważna, w związku z czym będzie potrafił zarządzać nią, współorganizować w taki sposób, że my, mieszkańcy Warszawy, będziemy z tego zadowoleni” (Saramonowicz). Sam Trzaskowski przysłuchuje się tym połajankom z kamienną twarzą, po czym podsumowuje: „Najważniejsze, że byliśmy w stanie rozmawiać w sposób absolutnie otwarty i dojść do kilku konkluzji: że Warszawa ma bardzo różnorodną ofertę kulturalną i to musi podtrzymać. Że powinna poszukać swojej specyfiki, jeśli chodzi o kulturę. Że powinna ją tworzyć dla wszystkich nas, warszawiaków, by każdy mógł z kultury korzystać”. Amen.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj