Kultura

Rzecz bez precedensu. Konkurs Chopinowski przesunięty o rok

Fortepian. Filharmonia Narodowa w Warszawie Fortepian. Filharmonia Narodowa w Warszawie Olga Świątecka / Forum
Informacja o przełożeniu największej tegorocznej polskiej imprezy w dziedzinie muzyki poważnej była do przewidzenia. Zorganizowanie jej jest nawet za kilka miesięcy niemożliwe.

Zgodnie z komunikatem podanym dziś przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, organizatora konkursu, decyzję podjął minister kultury Piotr Gliński wspólnie z dyrektorem NIFC Arturem Szklenerem w następstwie konsultacji z resortem zdrowia i Głównym Inspektorem Sanitarnym.

„Pragniemy zapewnić wszystkich zainteresowanych, że dokładamy wszelkich starań, aby osiemnasta edycja Konkursu Chopinowskiego była dokładnie taka, jak oczekiwaliśmy, by wpisała się we wspaniałą, budowaną przez dekady tradycję tego wydarzenia. W Narodowym Instytucie Fryderyka Chopina trwają obecnie intensywne prace nad przeniesieniem Konkursu na rok 2021” – mówi dyrektor Artur Szklener w dalszej części komunikatu. Zapewniono też, że lista pianistów dopuszczonych do eliminacji nie ulegnie zmianie, zaś bilety zakupione na przesłuchania konkursowe zachowują ważność. Więcej informacji zostanie podanych 14 maja.

Czytaj też: Lato bez Open’era. Wirus zadaje cios branży koncertowej

Organizacyjnie niemożliwe przedsięwzięcie

Początkowo pandemia spowodowała jedynie, że eliminacje, do których miało w kwietniu stanąć 164 pianistów z 33 krajów, zostały przełożone na wrzesień, czyli na miesiąc przed przewidywanym terminem konkursu. Ta koncepcja oparta była jednak na nader optymistycznych założeniach. Rozwój pandemii jest wciąż zbyt wielką niewiadomą i choć poszczególne kraje zaczynają odmrażanie gospodarki, to już wiadomo, że trzeba to robić z maksymalną ostrożnością. Daleko jeszcze także do przywrócenia regularnego międzynarodowego ruchu lotniczego (same linie są w opłakanym stanie). Co więcej, właśnie Polska jest w tej chwili jednym z państw, w których wciąż mamy wzrost zachorowań.

W tej sytuacji nawet gdyby we wrześniu było już lepiej, to z jednej strony ciągle mamy niebezpieczeństwo jesiennego powrotu koronawirusa, nakładającego się na typowy dla tego okresu powrót fali przeziębień i grypy, a z drugiej strony – wciąż będą trudności z przyjazdem niemal setki młodych pianistów. Szanse więc stają się nierówne. Nie mówiąc już o problemie z jury, którego członkowie są w większości w grupie ryzyka. Miejmy nadzieję, że do terminu przyszłego konkursu zostanie wynaleziona i zacznie być bardziej powszechnie stosowana szczepionka – jeśli nie, to i przyszłoroczny termin może być ryzykowny.

Czytaj też: Wyścig po szczepionkę na SARS-CoV-2 trwa. Oto faworyci

Co to oznacza dla Konkursu Chopinowskiego?

To sytuacja bezprecedensowa. Konkursy Chopinowskie odbywają się w Warszawie od 1927 r. co pięć lat. Zmiana nastąpiła tylko raz, z powodu II wojny światowej – po 1937 r. trzeba było czekać do następnego aż 12 lat. Pierwszy powojenny konkurs odbył się w 1949 r., w stulecie śmierci Chopina, kolejny – po sześciu latach, potem już rytm był regularny i dopiero w tym roku nastąpiła wymuszona losem zmiana.

Nie wiadomo jeszcze, jak wpłynie ona na listę kandydatów. Nie wiadomo, jak będzie z jurorami. Czy wszystko w tym nowym terminie będzie mogło się odbyć bez przeszkód? To jedna wielka zagadka. Konkurs Chopinowski nie jest pierwszym odwołanym w tym roku – również Konkurs im. Artura Rubinsteina w Tel Awiwie (którego poprzednią edycję wygrał Szymon Nehring), przewidziany na maj, został odłożony na nieokreślony jeszcze czas.

Życie koncertowe również uległo zawieszeniu na nie wiadomo jak długo. Może młodzi pianiści przez ten czas jeszcze bardziej doszlifują swoje umiejętności i tym lepiej się wykażą? A może wielu z nich zrezygnuje, szukając w tym trudnym czasie innej drogi życiowej?

Oby nowy termin znów nie okazał się zbyt optymistyczny.

Czytaj też: „Sytuacja jest dramatyczna”. Twórcy w obliczu pandemii

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną