Kultura

60. urodziny Antonio Banderasa. Z koronawirusem

Antonio Banderas Antonio Banderas Armando Arorizo / EFE / Forum
Chciał być piłkarzem, a został Matadorem, legendą Zorro, Kotem w butach ze „Shreka”, El Mariachim, Pablem Picassem, a w końcu samym Pedro Almodóvarem. Dziś kończy 60 lat.

José Antonio Domínguez Bandera (tak brzmi jego pełne imię i nazwisko) w swoje 60. urodziny ujawnił, że zakaził się koronawirusem. Urodziny spędza na kwarantannie i jak przyznaje, jest tylko nieco bardziej niż zwykle zmęczony. Życząc mu zdrowia, przypominamy jego aktorską (i nie tylko) drogę.

Młodość: piłka nożna, musical i teatr

Początkowo Banderas nie przejawiał chęci podbijania filmowego świata. Największe nadzieje wiązał z piłką nożną, którą trenował do 14. roku życia. Sportowe marzenia pokrzyżowała jednak poważna kontuzja. Nie zwlekając zbyt długo, Antonio pod wpływem emocji wywołanych musicalem „Hair” postawił przed sobą inny cel: aktorstwo. Pierwszym krokiem było zapisanie się do Szkoły Sztuk Dramatycznych w rodzimej Maladze. Wkrótce potem wyjechał do Madrytu, gdzie występował na deskach Teatru Narodowego. Ze względu na polityczną cenzurę czasów gen. Franco Banderas był kilkakrotnie aresztowany za występy. Dorabiał jako kelner, pracownik kina i model domu mody Gucci i Ralpha Laurena. Przełomowym punktem w jego wczesnej karierze okazało się zaś przypadkowe spotkanie z mało znanym wówczas reżyserem Pedro Almodóvarem.

Dojrzewanie: Banderas i Almodóvar

Banderas i Almodóvar zrobili razem osiem filmów. Pierwsze pięć w latach 80. i trzy na przestrzeni ostatnich dziesięciu (po ponad dwóch dekadach przerwy). Wszystko zaczęło się od niewinnej sytuacji w jednej z madryckich kawiarń. W wywiadzie dla „Polityki” Hiszpan zdradził, jak wyglądało to pierwsze spotkanie: „Piliśmy kawę z przyjaciółmi w modnej knajpie, którą w międzywojniu upodobali sobie lewicowi intelektualiści. W pewnym momencie zjawił się pełen wigoru, niewielkiego wzrostu, krzykliwie ubrany, bardzo dowcipny gość z odlotową aktówką i rzucił w moim kierunku uwagę, że mam fajną, romantyczną twarz i powinienem zagrać w kinie”. Ich wspólna przygoda rozpoczęła się od perwersyjnego, ironicznego filmu „Labirynt namiętności” w 1982 r. Banderas zagrał później w „Matadorze”, „Prawie pożądania”, „Kobietach na skraju załamania nerwowego” i „Zwiąż mnie”.

Kontrowersyjne, punkowe kino Almodóvara z lat 80. otwierało głowy i serca młodych hiszpańskich widzów na nowe, namiętne doznania na ekranie, poszerzało horyzonty odmienności. Autorskimi pomysłami Almodóvar chciał tchnąć życie w zblokowaną, ocenzurowaną kulturę ówczesnej Hiszpanii. Obaj z Banderasem należeli do ruchu La movida madrileña, który zrzucał płaszcz ograniczeń i zakazów po czasach gen. Franco, które trwały do późnych lat 70. Obaj prowadzili bujne życie towarzyskie, stawiając emocje i intuicję na pierwszym miejscu. Po dziesięciu latach owocnej współpracy ich drogi się rozeszły, a kojarzony z odważnymi, dzikimi rolami u hiszpańskiego reżysera-skandalisty Banderas znów wyjechał. Tym razem do Ameryki, gdzie zainteresowało się nim Hollywood.

Dorosłość: cztery pory roku w Hollywood

Po doświadczeniach u Almodóvara 30-letni Antonio wstąpił na zupełnie inną ścieżkę kariery. Na początku sam nie wiedział, w co się gra i jak się chce grać w Ameryce. Świat, który zobaczył, był dla niego czymś odwrotnym niż w Hiszpanii – począwszy od procesu produkcji, kończąc na języku, który początkowo był dla niego zaporą nie do przejścia. Zniechęcony, na krótko zdążył nawet wrócić do Hiszpanii. Kiedy jednak dostał propozycję roli u boku Toma Hanksa w filmie „Filadelfia” Jonathana Demme, jego kariera ruszyła z miejsca. Film z 1993 r., podnoszący problem dyskryminacji osób chorych na AIDS, został nominowany do Oscara w pięciu kategoriach, wygrał dwa – za pierwszoplanową rolę męską i za piosenkę Bruce’a Springsteena „Streets of Philadelphia”, którą muzyk wykonywał na gali po zapowiedzi samego Banderasa. „Filadelfia” odniosła sukces i trwale zapisała się w historii. Dzięki temu hiszpański aktor dostał następne, równie prestiżowe propozycje – m.in. rolę w filmie „Wywiad z Wampirem” rok później.

Czytaj też: Banderas. Latynos w Ameryce

Po dramatach psychologicznych, charakterystycznych dla lat 90. kina amerykańskiego, przyszedł czas na kasowe role, które wywindowały go do pozycji gwiazdy. Przypisały mu również na wiele lat łatkę macho i ikony seksapilu, co potem było raczej brzemieniem. Zaczęło się od „Desperado” (1995) u boku Salmy Hayek, choć jeszcze więcej rozgłosu przyniosła mu tytułowa rola w „Masce Zorro” (1998) u boku Catherine Zeta-Jones i Anthony′ego Hopkinsa, za którą dostał Europejską Nagrodę Filmową.

Druga połowa lat 90. była także przełomem w prywatnym życiu Banderasa. W 1996 r. poślubił Melanie Griffith, w której zakochał się już siedem lat wcześniej na gali rozdania Oscarów (był tam przy okazji „Kobiet na skraju załamania nerwowego”).

W czasach millenium Banderas zapamiętany przez widzów jako Zorro i El Mariachi grywał w mniej ambitnych filmach (m.in. kontynuacjach tych przebojów: „Pewnego razu w Meksyku: Desperado 2”, „Legenda Zorro”). Korzystając z popularności, zaczął użyczać głosu animowanym postaciom. Najsłynniejszą był Kot w butach z kultowej serii filmów „Shrek”.

Czytaj też: Hollywood w obiektywie Hollywood

Dojrzałość: najpierw ból, potem blask

Niektórzy twierdzą, że kariera Banderasa w Hollywood obniżyła jego loty. Trudno rozpatrywać to w tak prosty sposób. Sam aktor spełnił jedno ze swoich zawodowych marzeń, będąc dłuższą chwilę na szczycie. Z drugiej strony jego możliwości i potencjał grania skomplikowanych, dramatycznych postaci nie został w pełni wykorzystany. Tu z pomocą znów przyszedł Almodóvar.

Pierwszym dziełem po przerwie był uhonorowany nagrodą BAFTA, pokazywany na festiwalu w Cannes film „Skóra, w której żyję” (2011) na podstawie książki „Tarantula” francuskiego prozaika Thierry′ego Jonqueta. Rola obsesyjnego, perfekcyjnego i tajemniczego chirurga udowodniła, że w duecie Almodóvar–Banderas nie ma rdzy. Znajomość sprzed lat w połączeniu z doświadczeniem szybko ewoluowały w głęboką więź porozumienia na planie i w życiu.

Czytaj też: Jaką płeć ma reżyser? W Hollywood rządzą mężczyźni

To był jednak zaledwie zalążek „nowego etapu” w życiorysie Banderasa. Kluczowe było dla niego ostatnie pięć lat. W 2015 r. rozwiódł się ze swoją wielką miłością i związał z finansistką Nicole Kimpel. Dwa lata później przeszedł zawał serca, który diametralnie go zmienił. „Od czasu zawału czuję się tak, jakby drzwi i okna się przede mną otworzyły, zacząłem odkrywać sam siebie. Wiem, że może to zabrzmieć głupio, ale to prawdopodobnie jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie wydarzyły się w moim życiu” – mówił w wywiadzie dla „New York Timesa”. Dodał, że pojednał się sam ze sobą. Zwolnił, a co najważniejsze – znów dzięki Almodóvarowi – nauczył się przekuć cierpienie, ból i nostalgię w hipnotyzującą kreację na ekranie. Tak zrodziła się rola jego życia: Salvador Mallo, alter ego Almodóvara. Intymne wspomnienia reżysera przefiltrowane przez emocje Banderasa dały niespotykany efekt. Aktor kojarzony z kasowych ról w hollywoodzkich filmach pokazał zupełnie inne – delikatne, niemal eteryczne – oblicze. Almodóvar zaś, dotychczas prowokujący i ironiczny, ukazał się z niezwykle sentymentalnej strony.

Czytaj też: Siła pamięci, moc wyobraźni. Film Almodóvara święci triumfy w Cannes

Co dalej, Antonio Banderasie?

„New York Times” po ogłoszeniu nominacji do Oscarów z przymrużeniem oka nazwał Banderasa „najbardziej utalentowanym nowicjuszem” w stawce aktorów walczących o Nagrodę Akademii Filmowej. Statuetkę dostał jednak Joaquin Phoenix. 59-letni Banderas w 2019 r. przed tą galą był już odznaczony nagrodą za najlepszą rolę męską w Cannes, co wypełniło drugą, nieco wybrakowaną część jego osobowości – tę dramatyczną, plastyczną, wrażliwą, niedającą się tak łatwo zaszufladkować.

Banderas po „zdarzeniu sercowym” postawił też na powrót do korzeni. Wrócił niczym Odyseusz do Malagi i otworzył Teatro del Soho. To jego inwestycja w przyszłość, a zarazem nawiązanie do przeszłości, kiedy stawiał pierwsze kroki na deskach scen. Aktor chce zostawić po sobie coś trwałego. Coś, co będzie spajać kilka najważniejszych filarów jego życia. To właśnie prezent, zrodzony we własnym „Bólu i blasku”, który aktor naszykował sobie na 60. rocznicę urodzin.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną