Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kultura

Netflix traci klientów. Zmiana taktyki może go pogrążyć

Netflix ma kłopoty. Spadek kursu akcji jednego dnia o 35 proc. nie jest zjawiskiem częstym i zazwyczaj świadczy o panice wśród inwestorów. Netflix ma kłopoty. Spadek kursu akcji jednego dnia o 35 proc. nie jest zjawiskiem częstym i zazwyczaj świadczy o panice wśród inwestorów. Nadjib BR / Unsplash
Netflix zamiast zyskiwać kolejnych abonentów, zaczyna ich tracić. Czy oznacza to ostrzejszą walkę z klientami dzielącymi się swoim hasłem?

Spadek kursu akcji jednego dnia o 35 proc. nie jest zjawiskiem częstym i zazwyczaj świadczy o panice wśród inwestorów. Taki los spotkał największy serwis z serialami i filmami na świecie, który przyznał, że po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat zaczął tracić klientów. Netflix ma wciąż aż 220 mln abonentów na całym świecie, jednak sam fakt spadku ich liczby o 200 tys. w ostatnim kwartale doprowadził do ogromnej wyprzedaży akcji.

Netflix pada ofiarą cięć

Częściowo ten problem można wyjaśnić okolicznościami niezależnymi od serwisu. 700 tys. Rosjan straciło dostęp do platformy, gdy ta ogłosiła wycofanie się z lokalnego rynku po inwazji na Ukrainę. Jednak nie to przeraziło inwestorów. Kłopot Netflixa polega bowiem na tym, że klientów traci też na swoim rodzimym, amerykańskim rynku, gdzie ostatnio wprowadził podwyżki cen abonamentów.

Wydaje się, że Netflix po prostu wyczerpał proste możliwości wzrostu. Konkurencja na rynku serwisów streamingowych jest coraz ostrzejsza, a ostatnia ofensywa HBO czy Disneya pokazuje, jak wielkie środki wydaje się na produkcję filmów i seriali. Poza tym wiele osób, które ochoczo kupowały kolejne abonamenty w czasie pandemii, stwierdza, że nie ma po prostu czasu, aby ze wszystkich korzystać. Niektórzy też, z powodu ogromnej inflacji, dokonują przeglądu swoich domowych wydatków. Netflix należy do kategorii rozrywek, która zazwyczaj jako pierwsza pada ofiarą cięć.

Koniec wspólnych kont? Ryzykowny pomysł

Serwis nie zamierza się poddać. W zanadrzu ma kilka pomysłów na poprawę swojej sytuacji. Pierwszy to tańsze abonamenty z reklamami w trakcie oglądania. Eksperymentuje z nimi udanie konkurencja, a w czasach zaciskania pasa wydają się ciekawą alternatywą, która może zatrzymać przy serwisie niektórych rozważających odejście. Być może więcej środków niż dotąd trzeba inwestować w produkcje lokalne, skoro to właśnie reszta świata poza Ameryką ma wciąż rezerwy wzrostu, a do tego tam część serwisów streamingowych jeszcze nie weszła.

Jednak najważniejszy element nowej strategii jest inny i budzi ogromne kontrowersje. To ostrzejsza niż dotąd walka z tzw. współdzieleniem kont. Mówiąc wprost, chodzi o grupy znajomych, którzy dzielą się kosztami i kupują razem jeden abonament zamiast kilku. Netflix podkreśla, że wspólne konto jest dostępne tylko dla członków jednego gospodarstwa domowego. Dotąd walczył z formalnie zakazaną praktyką mało konsekwentnie, jednak teraz pewnie zmieni taktykę. Powinien uważać, bo w ten sposób zamiast zyskać nowych, może stracić część obecnych klientów. Zabicie netfliksowych spółdzielni nie oznacza, że ich członkowie wykupią automatycznie indywidualne abonamenty.

Czytaj też: HBO Max, Disney+ i inni w Polsce. Morderczy wyścig się zaczął

Netflix w starciu z delikatesami

Część problemów platformy nie jest jednak związana z kwestiami technicznymi, ale po prostu z jej ofertą. Netflix oferuje abonentom rzeczywiście ogromną liczbę premier każdego tygodnia. Tak wielką, że fizycznie nie ma wprost możliwości wszystkich obejrzeć. Jednak w tej gigantycznej masie wiele filmów i seriali nie ma, delikatnie mówiąc, specjalnej wartości. A prawdziwe hity często można znaleźć u konkurencji.

Dotąd Netflix był przyzwyczajony do statusu platformy pierwszego wyboru. Wydaje się tracić ten przywilej, a jego konkurenci próbują się wyróżnić, wysyłając do widzów inny komunikat: mniej filmów i seriali, za to lepszej jakości. W tym starciu hipermarketu, jakim jest Netflix, z delikatesami, za jakie np. chcą uchodzić Apple TV+ czy Hulu, może czaić się największe ryzyko dla amerykańskiego giganta.

Tomek Bagiński dla „Polityki”: Seriale przeżywają renesans

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną