Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Nobel dla Annie Ernaux. Wspaniale! Jej proza inspiruje i zachwyca

Annie Ernaux Annie Ernaux Donatella Giagnori / EIDON / MAXPPP / Forum
Literacki Nobel za 2022 r. powędrował do francuskiej pisarski Annie Ernaux. To wspaniała wiadomość! W „Latach” znakomicie i zachwycająco udało się jej uchwycić czas i jednocześnie pokazać krytycznie przemiany, w których się uczestniczy.

Annie Ernaux, autorka wydanej w tym roku po polsku książki „Lata”, otrzymała Nagrodę Nobla „za odwagę i chirurgiczną precyzję, z jaką odkrywa korzenie, zagubienie, wyobcowanie i zbiorowe ograniczenia osobistej pamięci” – jak czytamy w uzasadnieniu. Pisarka urodziła się w 1940 r., wychowała w robotniczej dzielnicy miasteczka Yvetot. Przez całe dorosłe życie pracowała jako nauczycielka języka francuskiego. Zadebiutowała w 1974 r. powieścią „Les Armoires vides”, jest autorką ponad 20 książek. W Polsce ukazała się jej mikropowieść „Miejsce” i w tym roku Wydawnictwo Czarne opublikowało jej znakomitą opowieść autobiograficzną „Lata” z 2008 r. w przekładzie Magdaleny Budzińskiej i Krzysztofa Jarosza, za którą otrzymała wiele międzynarodowych nagród.

Annie Ernaux i wyjątkowe „Lata”

To właśnie proza Ernaux zainspirowała znanych pisarzy francuskich: Didiera Eribona czy Eduarda Louisa, by prześwietlili swoją przeszłość, awans klasowy, powrócili krytycznie do miejsc, z których pochodzą. Wyjątkowość „Lat” Ernaux polega na tym, że nie jest to po prostu książka autobiograficzna, ale bezosobowa (!) autobiografia pokolenia, portret powojennej Francji i jednocześnie portret kobiety. „Czuje, jakby znajdowała się w kilku momentach życia naraz, jakby jedne chwile unosiły się nad drugimi. Czas, którego nie pojmuje, ogarnia jej świadomość, lecz także ciało, czas, w którym teraźniejszość i przeszłość nakładają się na siebie, nie mieszając się ze sobą, a jej samej wydaje się, że przybiera na przemian wszystkie wcielenia tych ja, którymi była. (...) Nadała mu nazwę »poczucia palimpsestu«”.

Znakomicie i zachwycająco udało się Ernaux uchwycić czas i jednocześnie pokazać krytycznie przemiany, w których się uczestniczy. Jej opis przeszłości nie jest sentymentalny. Zaznała powojennej biedy, kompleksu prowincji, „żyło się w pobliżu gówna. Wzbudzało śmiech”. Wnikliwie opisuje to, co się działo w tle codziennego życia, politykę i tę wielką zmianę, czyli narodziny społeczeństwa konsumpcyjnego: wszyscy uznali za pewnik, że „lepiej im się żyje dzięki rzeczom”. A potem był Maj ′68, który rozbudził nadzieję na rewolucję, na inną politykę.

Ale nawet opisując entuzjazm, Ernaux zachowuje często autoironiczny dystans. Choćby w opisie, jak to lewica jeździła do Europy Wschodniej trochę ponapawać się prawdziwą prostotą życia i pustymi półkami. Ale zostać by tam nie chcieli – przywozili tylko rakijkę i haftowane koszule. Francuzka świetnie opisuje późniejsze rozczarowania tego pokolenia.

„Uratować coś z czasu”

Ta książka to również portret kobiet, które walczyły o swoje prawa, ale kiedy już to się udało, miały poczucie, że rewolucja przestała być potrzebna, bo kobiety wracały do wzorców patriarchalnych. Tłem opowieści Ernaux mogłyby być filmy Agnes Vardy, zwłaszcza „Szczęście”, które z ironią przekształca słodki świat reklamy i dobrobytu, i choćby antykonsumpcjonistyczne „Rzeczy” Pereca.

„Jestem w przededniu pięćdziesiątki, byłby czas znać samego siebie” – zdanie z powieści Stendhala Annie Ernaux miała nad biurkiem. Planowała swoją książkę przez kilkadziesiąt lat i szukała dla niej formy. Chciała „uratować coś z czasu, w którym się już nigdy nie będzie”. Znalazła formę, która jest nie tylko pojemna, ale inspirująca, bo czytając Ernaux, zaczyna się opowiadać naszą historię, która przebiega inaczej, ma swoje wzniesienia nadziei i czasy zapaści, i też domaga się krytycznej analizy naszych pragnień i złudzeń.

Teraz czekamy na kolejne jej książki po polsku.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną