Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Emilian Kamiński. Wierzył, że teatr ma przywracać chęć do życia

Emilian Kamiński w wejściu do powstającego Teatru Kamienica. Zdjęcie z 2006 r. Emilian Kamiński w wejściu do powstającego Teatru Kamienica. Zdjęcie z 2006 r. Wojciech Surdziel / Agencja Wyborcza.pl
Kamienica, którą Emilian Kamiński prowadził z żoną, aktorką Justyną Sieńczyłło, ma profil muzyczno-komediowy, ale dla jej założyciela zawsze ważna była także tematyka patriotyczna, zwłaszcza lokalna, oraz krzewienie postaw obywatelskich.

W wieku 70 lat zmarł Emilian Kamiński, lubiany aktor, także śpiewający, reżyser, w stanie wojennym współtwórca Teatru Domowego. W 2009 r. swoją działalność zainaugurował Teatr Kamienica w Warszawie, którego był założycielem, budowniczym i dyrektorem.

Teatr ma przywracać chęć do życia

Urodzony w 1952 r. Emilian Kamiński ma w dorobku kilkadziesiąt ról na dużym i małym ekranie, w tym wiele kreacji w Teatrze Telewizji. Moje pokolenie zawojował rolą romantycznego, poczciwego, żywiołowego i bardzo przystojnego malarza Jerzego Zawidzkiego w miniserialu i filmie kinowym z lat 80. dla młodzieży w reż. Kazimierza Tarnasa według „Szaleństw panny Ewy” Kornela Makuszyńskiego. W ostatnich latach szeroka widownia oglądała go w serialu „M jak miłość” i jako gangstera Bociana w filmowej serii „U pana Boga...”.

Większość energii wkładał jednak najpierw w budowę Teatru Kamienica w piwnicach kamienicy w centrum Warszawy, a potem w walkę o przetrwanie i bezpieczeństwo sceny zatrudniającej kilkudziesięciu pracowników, mającej regularny repertuar i wierną widownię. O swoim dziele życia niedawno, z okazji przygotowywania spektakli dla uchodźców z Ukrainy, mówił: „Kiedy tworzyłem ten teatr, przyświecała mi myśl, że ma on nie odbierać ludziom chęci do życia. W trudnych czasach, w obliczu tak strasznych wydarzeń, chcemy tę chęć do życia i nadzieję wskrzesić”.

Cudownie zabawny Grabiec

Emilian Kamiński był absolwentem warszawskiej PWST, gdzie jego największymi autorytetami, a potem mentorami i przyjaciółmi, byli Aleksander Bardini i Tadeusz Łomnicki. Dyplom otrzymał w połowie lat 70. i związał się z warszawskimi scenami. Zaczynał u Łomnickiego w Teatrze Na Woli, gdzie zagrał m.in. Pawła w „Pierwszym dniu wolności” Leona Kruczkowskiego, by kolejne sześć lat, do 1983 r., spędzić pod skrzydłami Adama Hanuszkiewicza, wystawiającego w Teatrze Narodowym uwspółcześnioną klasykę.

Jego następnym aktorskim adresem było Ateneum, gdzie zadebiutował też jako reżyser spektaklem „Słodkie miasto” Stephena Poliakoffa, a także w duecie z Wojciechem Młynarskim wystawił w 1985 r. cieszący się olbrzymią popularnością spektakl „Brel” według piosenek Jacques′a Brela. Po odbudowie Teatru Narodowego wrócił na jego deski i grał tu w przedstawieniach Jerzego Grzegorzewskiego, Kazimierza Kutza, Kazimierza Dejmka czy Jana Englerta, ale był też cudownie zabawnym Grabcem w „Balladynie” Artura Tyszkiewicza.

W stanie wojennym był jednym z współtwórców i wykonawców, obok m.in. Ewy Dałkowskiej, Teatru Domowego, czyli cyklu antysystemowych spektakli wystawianych w prywatnych mieszkaniach. Pierwszą premierą było „Przywracanie porządku”, sztuka o więźniach stanu wojennego.

Czytaj też: Życie pod nazwiskiem. Łomnicki, Peszek, Seweryn

Farsy i apel katyński

Kamienica, którą Kamiński prowadził z żoną, aktorką Justyną Sieńczyłło, ma profil muzyczno-komediowy, ale dla jej założyciela zawsze ważna była także tematyka patriotyczna – zwłaszcza lokalna, warszawska – oraz krzewienie postaw obywatelskich. Stąd obok spektakli z piosenkami, fars i sztuk dla dzieci w repertuarze Kamienicy znalazł się choćby „Apel katyński”, świetne, nowoczesne i poruszające realizacje Jerzego Bielanusa „Pamiętnika z powstania warszawskiego” według Mirona Białoszewskiego czy baśniowego „Wrońca” na podstawie prozy Jacka Dukaja o stanie wojennym.

Pandemia była niezwykle trudnym czasem dla teatrów, zwłaszcza prywatnych, jak Kamienica. Dla Kamińskiego jego teatr był niezwykle ważny, ale mimo to w ubiegłym roku we „Wproście” tak wykładał swoją filozofię życiową: „Dla mnie nie ma takiego momentu, żeby życie było mniej ważne. Nie ma takich pieniędzy, kariery, takiego nieszczęścia. Cała przyroda o tym wie, zobacz, jak wszystko walczy o życie. To jest największa wartość. Dla mnie życie ma wartość nadrzędną, bo ja czuję się częścią natury. Z całą pewnością jestem bardziej częścią tego uniwersum wokół nas niż indywidualistą zamkniętym we własnym świecie”.

Kochał drzewa. Zmarł w otoczeniu rodziny w domu w Józefowie pod Warszawą.

Czytaj też: Jak samorządy finansują polskie sceny

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Kaczyński się pozbierał, złapał cugle, zagrożenie nie minęło. Czy PiS jeszcze wróci do władzy?

Mamy już niezagrożoną demokrację, ze zwyczajowymi sporami i krytyką władzy, czy nadal obowiązuje stan nadzwyczajny? Trwa właśnie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, debata na ten temat, a wynik wyborów samorządowych stał się ważnym argumentem.

Mariusz Janicki
09.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną