Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Nowy mural w Warszawie. Karol Modzelewski według Wilhelma Sasnala

Karol Modzelewski według Wilhelma Sasnala na warszawskich Bielanach Karol Modzelewski według Wilhelma Sasnala na warszawskich Bielanach mat. pr.
Na warszawskich Bielanach pojawił się mural autorstwa Wilhelma Sasnala. Artysta uwiecznił legendę opozycji demokratycznej.

28 kwietnia mija pięć lat od śmierci prof. Karola Modzelewskiego. Z tej okazji postanowiono uczcić wybitnego historyka i opozycjonistę doby PRL. Na kilka dni przed rocznicą w stolicy odsłonięto wyjątkowy mural.

Czarno-biała podobizna prof. Modzelewskiego pojawiła się na fasadzie budynku przy ulicy Rudnickiego 6. Wysoka na kilka pięter twarz legendy spogląda z łagodnym uśmiechem. Całość utrzymana jest w charakterystycznym komiksowym stylu, znanym już z innych murali artysty. Bohater pracy w dzielnicy Bielany mieszkał blisko ćwierć wieku, aż do śmierci wiosną 2019 r. Inicjatywa „muralowego” upamiętnienia wyszła od rodziny i przyjaciół, sami również zaproponowali lokalizację – profesor regularnie spacerował po tej okolicy, istotne były więc tutaj względy sentymentalne.

Czytaj też: Jak wymyśliłem „Solidarność”. Niepublikowana rozmowa z Karolem Modzelewskim

Dwie legendy, jeden artysta

Nie jest to pierwszy mural słynnego artysty w stolicy. W 2020 r. Sasnal stworzył stylistycznie podobny, podwójny mural z Jackiem Kuroniem w roli głównej. Pojawił się na budynku CXIX Liceum Ogólnokształcącego, którego patronem jest kolejna obok prof. Modzelewskiego czołowa postać opozycji z czasów PRL. Praca od tamtej pory znajduje się w centrum Warszawy i naprawdę świetnie zdążyła wrosnąć w tkankę miasta.

Stolica ma odtąd murale z podobiznami Kuronia i Modzelewskiego, dwóch przyjaciół i postaci, które z całą pewnością można określić – niestety w innych przypadkach często nadużywanym – mianem legend. W 1965 r. napisali „List otwarty do partii”. Później były wydarzenia marca 1968 r., działalność w opozycji demokratycznej i „Solidarność”, którą współtworzyli. Za walkę z systemem zapłacili wysoką cenę, wiele lat spędzili w więzieniach. Potem nastąpiła transformacja, a historia potoczyła się błyskawicznie. Nie zawsze w kierunku, z którego dawni opozycjoniści byli zadowoleni. W 1998 r. – i całkiem innej Polsce – razem odbierali najwyższe odznaczenie państwowe, jakim jest Order Orła Białego. Kuroń odszedł w 2004 r., prof. Modzelewski w 2019. Dzisiaj obaj spoglądają ze ścian Warszawy, a za obie realizacje odpowiada jeden artysta. Historia znalazła efektowne domknięcie.

Czytaj też: Prof. Karol Modzelewski o przyszłości polskiej polityki

Z bloku do muzeum

Przypomnijmy, że niewiele brakowało, a w Warszawie rok temu pojawiłby się jeszcze inny mural Sasnala. Zgodnie z planem artysta miał stworzyć pracę na ścianie jednego z bloków przy ulicy Anielewicza: chodziło o wizerunek kobiety prowadzonej przez żołnierza. Wszystko w czarno-białej tonacji i wielkim formacie. Mural miał być elementem obchodów 80. rocznicy powstania w getcie warszawskim, ale pomysł, który wyszedł od Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, nie wszystkim przypadł do gustu.

Protesty części mieszkańców uniemożliwiły realizację pracy w przestrzeni publicznej. Uznali go za zbyt brutalny, w wątpliwość podawali samo „przywoływanie traum sprzed lat”. Ostatecznie mural pod koniec zeszłego roku znalazł się w Polin, stał się elementem wystawy stałej. Efekt końcowy w zamkniętej przestrzeni również robi wrażenie, chociaż praca miałaby całkiem inny charakter w wersji plenerowej.

Mural Wilhelma Sasnala w Muzeum Polinmat. pr.Mural Wilhelma Sasnala w Muzeum Polin

Przede wszystkim byłaby większa, a jeżeli chodzi o murale, to rozmiar ma niebagatelne znaczenie. W realiach konfliktu za wschodnią granicą Polski praca stanowiłaby wielkiego formatu antywojenne memento. Pomijając kwestię miejsca, najważniejszy jest fakt, iż mural w ogóle powstał. To się przecież liczy. Całe szczęście, że w przypadku prof. Karola Modzelewskiego nikt nie zgłaszał sprzeciwu, a Warszawa wzbogaciła się o jeszcze jedną świetną realizację w przestrzeni publicznej. Patrząc na taką formę upamiętnienia, „poobijany jeździec” byłby z pewnością zadowolony.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną