Poczciwa Roomba nie wzbudza większych emocji. To zwykły krążek, który błąka się po mieszkaniu i zjada kurze. Czasem zrobi psikusa i narobi problemów, jeśli wjedzie w psią kupę, ale to przygody, z którymi opiekuni zwierząt są pogodzeni. Emocje pojawiają się, kiedy do takiego jeżdżącego podestu doczepi się ciało robota. Tak było z patrolującym supermarkety Kerfusiem, który stał się postacią na tyle kultową, że w sklepie pojawiły się związane z nim gadżety – koszulki, maskotki, a nawet kartonowa maska.
Czytaj też: Kerfuś. Dlaczego robot sprzedający chipsy budzi tyle emocji?
Robot z horroru
Sklepowy robot rozczulał, ale czy mógł budzić strach? Poprosiłem ChatGPT o scenariusz horroru pt. „Kerfuś”:
Scena 1: Supermarket późnym wieczorem. Automatyczny robot Kerfuś sunie między półkami, jego ekran wyświetla uśmiech. Klientka głaszcze go po plastikowej głowie. Wtem ekran miga, a oczy robota świecą na czerwono.
Scena 2: Ochroniarz słyszy dziwny dźwięk. Odwraca się – Kerfuś stoi nieruchomo. Nagle z pełną prędkością uderza w jego nogi. Ochroniarz upada, a Kerfuś wgryza się w jego szyję mechanicznymi szczękami.
Scena 3: Światła gasną. Klienci zostają uwięzieni. Przez głośniki słychać syntetyczny głos: „Zapraszam do kas. Na zawsze”. Kerfuś klonuje się – z magazynu wyjeżdżają dziesiątki robotów.
Scena 4: Grupa ocalałych dociera do wyjścia, ale drzwi są zamknięte. Kerfuś stoi przed nimi i mówi: „Promocja na śmierć”. Z głośników płynie wesoła muzyczka. Ekran gaśnie. Krzyk.
Jak wiadomo, sztuczna inteligencja, pisząc teksty, sięga po rzeczy, które powstały wcześniej. Daje więc wgląd w coś w rodzaju zbiorowej podświadomości. Widać tu charakterystyczne przekonania i utrwalone motywy – jak to, że złym robotom oczy świecą się na czerwono. Interesujące jest też wyposażenie koszmarnej wersji Kerfusia w „mechaniczne szczęki” – których uroczy kotbot przecież nie posiada. Po tym można poznać, że to nie zwykły technothriller, straszący współczesną techniką, ale właśnie horror, w którym pojawiają się rzeczy nadnaturalne. Takimi przegięciami rzeczywistości operuje serial „Czarne lustro”.
Duch w maszynie
Hasło „Czarne lustro” pojawia się za każdym razem, gdy ktoś tworzy opowieść o zagrożeniu techniką. Takim serialem jest niemiecka produkcja „Cassandra” (Netflix). Sześcioodcinkowy serial jest pełen niespodzianek. Chociaż niektóre nadciągające zwroty akcji są oczywiste od samego początku, to już droga do nich okazuje się zaskakująca.
Początkowo wszystko wydaje się znane, oto do „pierwszego niemieckiego inteligentnego domu” z lat 70. wprowadza się współczesna rodzina. W piwnicy domownicy znajdują wielki komputer i zepsutego robota; po naprawieniu maszyny przez ciekawskiego nastolatka budzi się tytułowa Cassandra, obdarzona osobowością cybernetyczna gosposia. Zaczynają się dziać, co za niespodzianka, dziwne rzeczy.
Serial zachwyca retrofuturystycznymi projektami; sama Cassandra przypomina stare roboty, które witają zwiedzających w Muzeum Komunikacji w Berlinie. Zupełnie inaczej wyglądają nowoczesne roboty domowe z serialu „Sunny” (Apple TV+). To ekranizacja powieści „The Dark Manual” irlandzkiego pisarza Colina O’Sullivana, której akcja dzieje się w retrofuturystycznej Japonii (wizji bliżej do „Wyspy psów” niż cyberpunkowych produkcji). Tytułowy Sunny to robot należący do Suzie Sakamato, Amerykanki, której syn i japoński mąż zaginęli po katastrofie lotniczej. Sunny stara się pomóc w czasie kryzysu i żałoby, ale skrywa mroczny sekret. Zaczynają się dziać, co za niespodzianka, dziwne rzeczy.
Czytaj też: Kim jest Charlie Brooker, twórca serialu „Czarne lustro”
Domowa inwazja
W obu serialach źródłem lęku są domowe roboty. To zupełnie inny strach niż przed Terminatorem czy cybernetycznym psem Boston Robotics (zainspirował odcinek „Metalhead” z serialu „Czarne lustro”), któremu wystarczy doczepić karabin, żeby przerażał; tak jak przerażał przechodniów, patrolując park w czasie pandemii. Ale roboty domowe są przyjazne, uśmiechają się. Tylko czy można zaufać zaprogramowanemu uśmiechowi maszyny, wpuścić do domu, gdzie jesteśmy pozbawieni wszelkich zabezpieczeń? Naruszeniem domowego miru straszą dzieła typu „domowa inwazja” („home-invasion”), w których sadystyczni bandyci znęcają się nad domownikami. Czy warto się bać ataku ze strony robotów?
Nie boimy się aż tak przecież mieszkać z prawdziwymi drapieżnikami (psami, kotami, mężczyznami). Robot przeraża, bo jest symbolem niepojętej techniki, niczym komputery z „Dekalogu 1” Krzysztofa Kieślowskiego; Bóg komputer mówiący przedziwnym językiem (dziś widać, że do nastraszenia publiczności w latach 80. wystarczyło pokazać nazwy fontów z edytora tekstu). Przeraża, bo w każdej chwili może zostać przeprogramowany. W prawdziwym świecie takie roboty są niepraktyczne, zarówno Sunny, jak i Cassandra miałaby spory problem z poruszaniem się po małych mieszkaniach. Tam, gdzie bez problemu wciska się Roomba. Ale, jak już wspomniałem, robot-odkurzacz nie budzi takich emocji, chociaż są znane przypadki, że niechcący próbował komuś spaść na głowę z niezabezpieczonej antresoli.
Czytaj też: Robot, twój brat. Budzi większe zaufanie, jeśli jest podobny do człowieka
Co widać w czarnym lustrze
Spełnienie marzenia o androidach-niewolnikach obiecują hochsztaplerzy pokroju Elona Muska. Ich sprzęt zabija nie z powodu „buntu robotów”, ale kiepskiej inżynierii. Jedni chcą robota, żeby mieć nad czymś kontrolę (incele śnią o elektrycznych kobietach), inni pragną, żeby coś się nimi zaopiekowało. W dowcipny sposób opowiadał o tym czechosłowacki film „Elektroniczne babcie” („Babičky dobíjejte přesně!”) z 1984 r.
W krążącym po sieci dowcipie rysunkowym po wyłączeniu gry na ekranie przenośnej konsoli osoba widzi odbicie swojej smutnej twarz. I to właśnie pokazuje każde „Czarne lustro” – człowieka. Serialowe roboty są tylko pretekstem, żeby opowiedzieć o ludziach, stracie, pragnieniach, przemocy i nadziei. Zarówno „Cassandra”, jak i „Sunny” bardzo przypominają anime; zwłaszcza niemiecka produkcja, w której kumulują się melodramatyczne wątki. Można na to kręcić nosem, ale lepiej poddać się konwencji. Główna metafora – oto gospodyni domowa, która sama jest domem – jest bardzo mocna.