Są takie teksty, które mimo upływu lat nie tracą swojej siły rażenia. Wręcz przeciwnie — z każdą kolejną dekadą brzmią coraz bardziej współcześnie. Do takich dramatów należy bez wątpienia „Iwona, księżniczka Burgunda” Witolda Gombrowicza, której nową inscenizację obejrzeć można od 16 maja na Scenie Głównej Teatru Ateneum w Warszawie. Spektakl wyreżyserowała Anna Augustynowicz — twórczyni od lat konsekwentnie mierząca się z klasyką i wydobywająca z niej to, co najbardziej niewygodne, niepokojące i aktualne.
Dziewczyna, która psuje cały porządek
Historia wydaje się prosta. Na królewskim dworze pojawia się Iwona — cicha, nieśmiała, wycofana dziewczyna, która nijak nie pasuje do świata eleganckich gestów, dobrze wyuczonych ról i salonowych gier. Książę Filip, trochę dla kaprysu, trochę dla prowokacji, postanawia się z nią zaręczyć. I wtedy wszystko zaczyna się rozpadać.
Bo obecność Iwony działa na dwór jak lustro. Im bardziej milczy, tym mocniej wydobywa na powierzchnię lęki, kompleksy i hipokryzję otaczających ją ludzi. Nagle okazuje się, że za królewskim splendorem kryją się frustracje, przemoc i paniczny strach przed innością.
To właśnie w tej przewrotnej konstrukcji tkwi siła dramatu Gombrowicza. Iwona prawie nic nie robi — a mimo to uruchamia lawinę zdarzeń. Jej „nieprzystawalność” staje się dla dworu nie do zniesienia.
Gombrowicz wyjątkowo współczesny
Choć dramat powstał przed wojną, trudno oprzeć się wrażeniu, że opowiada o świecie bardzo nam bliskim. O społeczeństwie, które obsesyjnie potrzebuje dopasowania i źle znosi wszystko, co wyłamuje się z przyjętych norm. O ludziach, którzy deklarują otwartość, dopóki nie muszą skonfrontować się z kimś naprawdę innym.
W inscenizacji Anny Augustynowicz „Iwona” staje się opowieścią nie tylko o dworze, ale o współczesnym świecie pełnym pozorów i społecznych masek. Reżyserka z charakterystyczną dla siebie precyzją pokazuje mechanizmy wykluczenia, przemocy symbolicznej i potrzebę kontrolowania drugiego człowieka.
Nieprzypadkowo dramat Gombrowicza od lat wraca na polskie sceny. Jego bohaterowie wciąż brzmią znajomo — zwłaszcza dziś, w rzeczywistości mediów społecznościowych, kultu wizerunku i społecznej presji, by nie odstawać od reszty.
Anna Augustynowicz i teatr bez kompromisów
Augustynowicz od lat należy do grona najważniejszych polskich reżyserek teatralnych. Jej spektakle mają wyrazistą formę, która wydobywa napięcia ukryte pod powierzchnią tekstu.
Tak jest również w „Iwonie…”. Dwór w Ateneum nie przypomina bajkowej monarchii. To mechanizm społeczny, który nie toleruje pęknięć i słabości. Im bardziej bohaterowie próbują zachować pozory normalności, tym mocniej odsłaniają własną sztuczność.
Spektakl nie ucieka też od humoru. Gombrowiczowska ironia i absurd wybrzmiewają tu wyjątkowo mocno. Śmieszność miesza się z okrucieństwem, a komedia bardzo szybko zamienia się w opowieść o przemocy wobec tych, którzy nie chcą lub nie potrafią dopasować się do reszty.
Królewska obsada
W roli tytułowej Iwony występuje Karolina Charkiewicz. Na scenie partnerują jej aktorki i aktorzy Teatru Ateneum: Przemysław Bluszcz, Maria Ciunelis, Adam Cywka, Paweł Gasztold-Wierzbicki, Katarzyna Łochowska, Maciej Musiałowski, Bartłomiej Nowosielski, Krystian Pesta, Maria Witkowska i Sylwia Zmitrowicz, a także gościnnie Katarzyna Łubik oraz Małgorzata Nowińska.
Za scenografię odpowiada Marek Braun, kostiumy przygotował Tomasz Armada, a muzykę skomponował Jacek Wierzchowski. Za reżyserię światła i projekcje odpowiada Wojciech Kapela. Całość tworzy wyrazisty, współczesny świat sceniczny, w którym dramat Gombrowicza brzmi z nową siłą.
Teatr, który zadaje niewygodne pytania
Ateneum po raz kolejny pokazuje teatr, który nie daje łatwych odpowiedzi, ale trafnie diagnozuje współczesność. Czasem wystarczy byle Iwona, by cały misternie budowany system zaczął chwiać się w posadach.
Materiał przygotowany przez Teatr Ateneum.