Czeka nas NATO 3.0? Trump okrawa Sojusz jak salami. Nie pocieszajmy się, że na razie nie u nas
Zapowiedź usunięcia z trzonowego kraju NATO ważnych oddziałów to najmocniejszy cios w zdolności obronne Sojuszu, jaki do tej pory zadał Donald Trump. Nic nam nie da pocieszanie się, że Polski te redukcje nie dotyczą.
Czytaj także: Co z miliardami na zbrojenia? Komplikacje po wecie Nawrockiego są większe, niż sądził rząd
Metoda salami
Łączenie kropek – zdarzeń i decyzji – w większy obraz nie zawsze musi wiernie oddawać realia. Takim intelektualnym rysunkom towarzyszą domysły o jakichś szachach 5D rozgrywanych w tle na pozór bezsensownych ruchów. Albo o wielkiej strategicznej grze, której głębi i słuszności nie dostrzegają opisujący rzeczywistość analitycy. Ale Donald Trump komunikuje swoje nastawienie do NATO i Europy otwarcie i bez ogródek, a ostatnie kropki składają się na obraz dokładnie to oddający: NATO nie jest Ameryce potrzebne, a Europejczycy nie są żadnymi sojusznikami ani przyjaciółmi, bo „nie pomogli” mu w wojnie z Iranem. I w ogóle to są słabi i tchórzliwi.
Ostatnie dni przyniosły ciąg kropek dla NATO bardzo złych: zeznający przed kongresowymi komisjami szefowie Pentagonu potwierdzili, że intencją obecnej administracji jest stopniowe wycofywanie się USA z Europy pod hasłem NATO 3.0. Mniej więcej w tym samym czasie Trump odbył długą rozmowę z Władimirem Putinem, której głównym tematem – choć bez szczegółów – była wojna w Ukrainie. Kilka godzin później prezydent USA zaatakował niemieckiego kanclerza Friedricha Merza za – owszem, bolesne – słowa krytyki na tle rezultatów wojny z Iranem.
Następnego dnia