Międzynarodowe Czytanie

Fragment książki: „Powrót do Reims”

Znów miałem przed oczami robotnicze środowisko, w którym wyrosłem, robotniczą nędzę, którą daje się wyczytać z widocznych w tle domów, z wnętrz, ubrań, nawet ciał – ale czyż nie zapisały się one na zawsze w moim umyśle i ciele?

Wraz z warszawskim Teatrem Studio redakcja „Polityki” proponuje swoistą alternatywę – lub uzupełnienie – do czytanych podczas Narodowego Czytania „nowel polskich”. Wyboru książek dokonało jury, w którego skład weszli: filozofka Agata Bielik-Robson, pisarka Małgorzata Rejmer, zastępca dyrektora Teatru Studio Tomasz Plata oraz nasi redakcyjni koledzy Justyna Sobolewska i Edwin Bendyk. Jedną z naszych propozycji jest książka „Powrót do Reims”, której fragment publikujemy poniżej.

***

Okładka książki „Powrót do Reims”materiały prasoweOkładka książki „Powrót do Reims”

Nie pojechałem na pogrzeb ojca. Nie chciałem spotkać swoich braci, z którymi od trzydziestu lat nie miałem żadnego kontaktu. Teraz znałem ich tylko z oprawionych fotografii, porozstawianych po całym domu w Muizon. Wiedziałem więc, jak wyglądają, jak się zmienili fizycznie. Ale żeby ich odnaleźć po tylu latach, nawet w tych okolicznościach? „Ale się zmienił…”, pomyślelibyśmy o sobie nawzajem, rozpaczliwie szukając w dzisiejszych rysach twarzy tego, jacy byliśmy wczoraj, a raczej przedwczoraj, kiedy byliśmy braćmi, to znaczy kiedy byliśmy młodzi. Nazajutrz po pogrzebie pojechałem spędzić popołudnie z matką. Przegadaliśmy kilka godzin w fotelach w salonie. Wyciągnęła z szafy pudełka pełne zdjęć. Było tam oczywiście wiele moich, jako chłopca, nastolatka…

Również moich braci… Znów miałem przed oczami robotnicze środowisko, w którym wyrosłem, robotniczą nędzę, którą daje się wyczytać z widocznych w tle domów, z wnętrz, ubrań, nawet ciał – ale czyż nie zapisały się one na zawsze w moim umyśle i ciele? To niebywałe, jak ciała sfotografowane w przeszłości, może bardziej niż te, które widzimy przed sobą w jakiejś sytuacji czy działaniu, natychmiast ukazują się jako ciała społeczne, ciała klasowe. Uświadamia to nam, do jakiego stopnia fotografia jako „pamiątka” sprowadza jednostkę – mnie w tym wypadku – do jej przeszłości rodzinnej i zakotwicza ją w jej przeszłości społecznej. Sfera prywatności, nawet intymności ożywa na starych zdjęciach i wpisuje nas na powrót w ten przedział świata społecznego, z którego przychodzimy, w miejsca naznaczone przynależnością klasową, w pewną topografię, gdzie to, co wydaje się sprawą najbardziej osobistych relacji, sytuuje nas w zbiorowej historii i geografii (jak gdyby genealogia jednostki była nierozłączna z archeologią czy topologią społeczną, którą każdy nosi w sobie jako jedną ze swoich najgłębszych prawd, nawet jeśli nie jest jej świadomy).

Już wcześniej, odkąd zdobyłem się na ten krok i wróciłem do Reims, nie dawało mi spokoju pytanie, które po tamtym popołudniu z matką spędzonym na oglądaniu zdjęć, nazajutrz po pogrzebie ojca, miało się sformułować precyzyjniej i wyraźniej: „Dlaczego ja, który tyle pisałem o mechanizmie dominacji, nigdy nie zająłem się dominacją społeczną?”. I: „Dlaczego ja, który przypisywałem takie znaczenie uczuciu wstydu w procesie ujarzmiania i upodmiotowienia, nic prawie nie pisałem o wstydzie społecznym?”. Powinienem nawet ująć to tak: „Dlaczego ja, który tak mocno odczuwałem społeczny wstyd, odkąd zamieszkawszy w Paryżu, poznałem ludzi wywodzących się ze środowisk tak różnych od mojego, wobec których tak bardzo wstydziłem się wyznać, skąd pochodzę, dlaczego nigdy nie pomyślałem o tym, żeby poruszyć ten problem w książce lub w artykule?”. Sformułujmy to tak: łatwiej mi było pisać o wstydzie seksualnym niż o wstydzie społecznym. Jak gdyby badanie tego, jak się formuje podmiot upodrzędniony i związany z tym skomplikowany stosunek między milczeniem o sobie i „wyznaniem”, było dziś, we współczesnych ramach polityki, cenione, a nawet pożądane, gdy dotyczy seksualności, ale bardzo trudne i pozbawione wsparcia dyskursu publicznego, kiedy odnosi się do pochodzenia społecznego z ludu. Chciałbym zrozumieć dlaczego.

Ucieczka do wielkiego miasta, do stolicy, żeby żyć w zgodzie ze swoją orientacją seksualną, jest dość klasyczną i powszechną drogą młodych gejów. Poświęcony temu zjawisku rozdział w mojej książce Réflexions sur la question gay (Rozważania o kwestii gejowskiej) – podobnie zresztą jak całą jej pierwszą część – można czytać jak autobiografię przemienioną w analizę historyczną i teoretyczną lub, jeśli kto woli, jak historyczną i teoretyczną analizę zakotwiczoną w osobistym doświadczeniu. Ale taka „autobiografia” jest tylko częściowa. I patrząc na przebytą przeze mnie drogę, można by przeprowadzić inną analizę historyczną i teoretyczną. Podjęta w wieku dwudziestu lat decyzja porzucenia miasta, w którym się urodziłem i dorastałem, żeby wyjechać do Paryża, oznaczała bowiem dla mnie jednocześnie stopniową zmianę środowiska społecznego. Toteż nie byłoby przesadą twierdzenie, że wyjście z seksualnej szafy, pragnienie przyjęcia i afirmacji homoseksualności w moim przypadku zbiegło się z wejściem w to, co mógłbym określić jako szafę społeczną, to znaczy w poddanie się przymusowi innego ukrywania się, innego typu osobowości podzielonej czy z podwójną świadomością (z tym samymi oczywiście mechanizmami co w przypadku szafy seksualnej: różne uniki, bardzo nieliczni przyjaciele, którzy wiedzą, ale nie zdradzają sekretu, rozmaite rejestry dyskursu w zależności od sytuacji interlokutorów, stała kontrola nad sobą, swoimi gestami, intonacją, wyrazem twarzy, by niczego nie było widać, by się nie „zdradzić” itp.).

Kiedy po napisaniu kilku prac z dziedziny historii idei (szczególnie dwóch książek o Foucaulcie) zacząłem pisać o ujarzmianiu, postanowiłem skupić się na własnej gejowskiej przeszłości i zastanowić się nad tym, co jest przyczyną poniżenia i „wstrętu” (jak wtedy, gdy się jest „odrzuconym i wzgardzonym” przez społeczeństwo) wobec tych, którzy naruszają prawa seksualnej normatywności.

Didier Eribon, „Powrót de Reims”, przeł. Maryna Ochab, Wydawnictwo Karakter

Przeczytaj inne fragmenty z dwudziestki wybranych przez nas książek »

.mat. pr..
Reklama

Czytaj także

Historia

Hiroszima i Nagasaki – trauma Japonii

Ameryka przeczytała opis skutków zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę dopiero w rok po fakcie. Dla Japończyków to symbol narodowego męczeństwa. Wolą jednak nie rozpamiętywać, jaka droga zaprowadziła Japonię ku tragedii.

Adam Szostkiewicz
06.08.2020
Reklama