Międzynarodowe Czytanie

Fragment książki: „Buntowniczki. Niezwykłe życie Mary Wollstonecraft i jej córki Mary Shelley”

Wyśmiewano je i wyzywano od dziwek. Zostały odrzucone nawet przez własne rodziny. Dla wrogów były niczym pioruny – niszczycielskie i nieprzewidywalne.

Wraz z warszawskim Teatrem Studio redakcja „Polityki” proponuje swoistą alternatywę – lub uzupełnienie – do czytanych podczas Narodowego Czytania „nowel polskich”. Wyboru książek dokonało jury, w którego skład weszli: filozofka Agata Bielik-Robson, pisarka Małgorzata Rejmer, zastępca dyrektora Teatru Studio Tomasz Plata oraz nasi redakcyjni koledzy Justyna Sobolewska i Edwin Bendyk. Jedną z naszych propozycji jest książka „Buntowniczki. Niezwykłe życie Mary Wollstonecraft i jej córki Mary Shelley”, której fragment publikujemy poniżej.

***

Okładka książki „Buntowniczki. Niezwykłe życie Mary Wollstonecraft i jej córki Mary Shelley”mat. pr.Okładka książki „Buntowniczki. Niezwykłe życie Mary Wollstonecraft i jej córki Mary Shelley”

Był 30 sierpnia 1797 roku. W Londynie walczyła o życie nowo narodzona dziewczynka. Była malutka i słaba, nie dawano jej wielkich szans. Matka próbowała urodzić łożysko, ale była już wyczerpana, wezwano więc lekarza. Przeciął pępowinę, nie myjąc rąk. Nie wiedział, że wprowadza do organizmu kobiety bakterie wywołujące jedną z najgroźniejszych chorób tamtych czasów – gorączkę połogową. Dziesięć dni później matka zmarła, ale dziecko przeżyło ku zaskoczeniu wszystkich. Przez resztę życia będzie opłakiwać utratę matki, pielęgnować jej dziedzictwo i obwiniać się za jej śmierć.

To jeden z najsłynniejszych porodów w historii literatury. Zmarła kobieta to Mary Wollstonecraft. Pięć lat wcześniej wywołała zgorszenie, publikując Wołanie o prawa kobiety – krytykę uprzedzeń i zasad, które ograniczały kobiety w XVIII wieku. Córka to legendarna Mary Shelley, która jako dziewiętnastolatka napisze Frankensteina, powieść tak słynną, że nie trzeba jej będzie przedstawiać.

A jednak nawet ci, którzy znają twórczość Mary Wollstonecraft i Mary Shelley, bywają zdziwieni, odkrywając ich bliskie pokrewieństwo. Przedwczesna śmierć Mary Wollstonecraft spowodowała, że pokolenia badaczy przeoczyły jej wpływ na córkę. Postrzegali je jako niepowiązane ze sobą przedstawicielki różnych poglądów filozoficznych i prądów literackich. Shelley pojawia się na kartach epilogów do biografii Wollstonecraft, a Wollstonecraft w przedmowach do biografii Shelley.

Buntowniczki to pierwsza książka w całości poświęcona im obu. Choć podobne studium powinno powstać już dawno temu, wiele zawdzięcza pracom wcześniejszych badaczy. Bez ich wysiłków nie byłoby możliwe zbadanie wpływu Wollstonecraft na życie i twórczość Shelley, a także obsesji Shelley na punkcie matki.

[…] Mary Wollstonecraft miała bardzo duży wpływ na życie córki. Jej radykalizm ukształtował przyszłą Mary Shelley, wzniecił w niej determinację do bycia kimś, do stworzenia własnego arcydzieła. Przez całe życie Shelley czytała książki matki, znała całe fragmenty na pamięć. Na ścianie domu, w którym spędziła dzieciństwo, wisiał ogromny portret Wollstonecraft. Dziewczynka wpatrywała się w niego godzinami, porównując się do matki w nadziei, że znajdzie jakieś podobieństwo. Według ojca Mary Shelley i jego przyjaciół, Wollstonecraft była ucieleśnieniem cnót i miłości. Chwalili jej geniusz, odwagę, inteligencję i oryginalność.

Zanurzona w ideach głoszonych przez matkę i wychowana przez ojca, który nigdy nie poradził sobie ze stratą żony, Mary Shelley pragnęła żyć według wskazań Wollstonecraft, zrealizować jej ambicje i wydobyć ją z mroków historii. Chciała być taka jak ona albo przynajmniej stać się idealną córką. Po wielokroć wymyślała sobie przeszłość i przekształcała przyszłość, próbując dokonać niemożliwego – wskrzesić zmarłą. Żyła w innych czasach, ale wciąż patrzyła za siebie, na to, czego nie mogła odzyskać, próbując odtworzyć to, co minęło.

Jeśli chodzi o Mary Wollstonecraft, choć spędziła z córką tylko dziesięć dni, sama idea posiadania dzieci wywarła na nią głęboki wpływ. Znaczną część swojej pracy wykonywała z myślą o kolejnym pokoleniu, marząc o innym życiu dla niego i myśląc o tym, jak sprawić, by odziedziczyło sprawiedliwszy świat. Najwcześniejsze teksty Wollstonecraft, napisane wcześniej niż jej słynne Wołanie, były podręcznikami do wychowania dzieci. Pisała o tym, jak uczyć dzieci i czego je uczyć, skupiając się na dziewczynkach. Skazana na potępienie przez współczesnych, zwracała się do tych, którzy przyjdą po niej. Inspirowała ją myśl o ludziach, którzy będą czytać jej książki, kiedy jej już nie będzie. Nie pomyślała, że jedną z najważniejszych czytelniczek okaże się córka, którą opuściła. […]

Zarówno matka, jak i córka próbowały wyzwolić się z żelaznego uścisku wyższych sfer. Obie z trudem starały się pogodzić pragnienie miłości i bycia z kimś z potrzebą niezależności. Zmierzyły się z krytyką po opublikowaniu prac, w których poruszały drażliwe tematy. Były odważnymi i pełnymi pasji wizjonerkami, niewiele było zasad, których nie złamały. Obie miały dzieci z mężczyznami, którzy nie byli ich mężami. Obie walczyły o sprawiedliwe traktowanie kobiet i obie napisały książki, które zrewolucjonizowały historię.

Ich osiągnięcia są tym bardziej niezwykłe, że przyszło im żyć w epoce, w której uważano kobiety za niezdolne do decydowania o sobie. Chociaż były to burzliwe czasy – za życia Wollstonecraft Stany Zjednoczone wywalczyły niepodległość, a we Francji wybuchła rewolucja, zaś Shelley dorastała w szczytowym okresie romantyzmu – większość im współczesnych uważała koncepcję praw kobiet za coś równie absurdalnego jako prawa szympansów. Prawdę mówiąc, szympansy (i inne zwierzęta) zyskały ochronę prawną w 1824, dwadzieścia lat przed uchwaleniem pierwszej ustawy, która ograniczała, choć tylko w pewnym stopniu, przemoc względem kobiet. Eksperci głosili, że kobiety to istoty słabe i irracjonalne. Dziewczęta uczono posłuszeństwa względem braci, ojców i mężów. Żony nie miały prawa do własnego mienia. Tylko w szczególnych przypadkach mogły występować o rozwód. Dzieci były własnością ojca. Bicie żony było legalne, co więcej, zachęcano mężczyzn do trzymania kobiet w ryzach i karania ich za nieposłuszeństwo. Jeśli któryś tego zaniedbał, uważano go za pantoflarza i podawano w wątpliwość jego męskość. Kobiety, które próbowały uciec od okrutnego, agresywnego męża, stawały się wyrzutkami, a mąż miał prawo je więzić.

Nic więc dziwnego, że krytycy szydzili z prac Wollstonecraft i Shelley. Wyśmiewano je i wyzywano od dziwek. Zostały odrzucone nawet przez własne rodziny. Dla wrogów były niczym pioruny – niszczycielskie i nieprzewidywalne. Wśród całej tej wrogości niezmiennie zachowywały odwagę. Ich historie są źródłem prawdziwej inspiracji. Przetrwały biedę, nienawiść, samotność i wygnanie, a także wiele codziennych zniewag – plotek, pomówień, milczenia i odwróconych pleców, żeby napisać te słowa, których pisać nie powinny i żyć życiem, którego im odmawiano. Wytrwały, marząc o czasach, które nadejdą, kiedy ich już nie będzie. O czasach, w których czytelnicy zgodzą się z ich poglądami – że kobiety i mężczyźni są równi, że wszyscy ludzie zasługują na te same prawa, że myśl i zdolność kochania mogą zmienić świat, że wrogami szczęścia są niewiedza, bieda, okrucieństwo i tyrania, i że każdy człowiek ma prawo do sprawiedliwego traktowania i wolności. Przede wszystkim do wolności. Wolność miała dla nich obu szczególne znaczenie, otwierała wrota zmian.

Charlotte Gordon, „Buntowniczki. Niezwykłe życie Mary Wollstonecraft i jej córki Mary Shelley”, przeł. Paulina Surniak, Wydawnictwo Poznańskie

Przeczytaj inne fragmenty z dwudziestki wybranych przez nas książek »

.mat. pr..
Reklama

Czytaj także

Historia

Hiroszima i Nagasaki – trauma Japonii

Ameryka przeczytała opis skutków zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę dopiero w rok po fakcie. Dla Japończyków to symbol narodowego męczeństwa. Wolą jednak nie rozpamiętywać, jaka droga zaprowadziła Japonię ku tragedii.

Adam Szostkiewicz
06.08.2020
Reklama