Międzynarodowe Czytanie

Fragment książki: „Tak umierają demokracje”

Ci, którzy demaskują nadużycia rządu, bywają lekceważeni, gdyż powszechnie uznaje się, że przesadzają lub podnoszą fałszywy alarm. Dokonująca się erozja demokracji jest dla wielu niemalże niedostrzegalna.

Wraz z warszawskim Teatrem Studio redakcja „Polityki” proponuje swoistą alternatywę – lub uzupełnienie – do czytanych podczas Narodowego Czytania „nowel polskich”. Wyboru książek dokonało jury, w którego skład weszli: filozofka Agata Bielik-Robson, pisarka Małgorzata Rejmer, zastępca dyrektora Teatru Studio Tomasz Plata oraz nasi redakcyjni koledzy Justyna Sobolewska i Edwin Bendyk. Jedną z naszych propozycji jest książka „Tak umierają demokracje”, której fragment publikujemy poniżej.

***

Okładka książki „Tak umierają demokracje”mat. pr.Okładka książki „Tak umierają demokracje”

Tak dziś umierają demokracje. Bezczelne dyktatorstwo – w postaci faszyzmu, komunizmu czy władzy wojskowej – zniknęło ze znacznej części mapy świata. Wojskowe zamachy stanu czy inne gwałtowne przejęcia władzy są rzadko spotykane. Większość państw przeprowadza regularne wybory. Demokracje nadal umierają, jednak na inne sposoby. Od zakończenia zimnej wojny większość załamań demokracji była wywoływana nie przez generałów i żołnierzy, a przez same rządy wybrane w demokratycznych wyborach. Podobnie jak Chávez w Wenezueli demokratycznie wybrani przywódcy obalali instytucje demokratyczne w Gruzji, na Węgrzech, w Nikaragui, Peru, Filipinach, Polsce, Rosji, na Sri Lance, w Turcji i na Ukrainie. Obecnie demokracja jest sprzeniewierzana wskutek decyzji dokonywanych przy urnach wyborczych.

Załamanie demokracji na drodze wyborczej jest zwodnicze i niebezpieczne. W przypadku klasycznego zamachu stanu, jak to miało miejsce w Chile za czasów Pinocheta, śmierć demokracji jest natychmiastowa i oczywista dla wszystkich. Pałac prezydencki płonie. Prezydent zostaje zabity, uwięziony lub zesłany za granicę. Konstytucja zostaje zawieszona lub wyrzucona do kosza. W przypadku drogi wyborczej żaden z tych elementów już nie występuje. Na ulice nie wyjeżdżają czołgi. Konstytucje i inne symboliczne instytucje demokratyczne pozostają na swoim miejscu. Ludzie wciąż mogą głosować. Demokratycznie wybrani autokraci utrzymują pozory demokracji, jednocześnie podkopując jej istotę.

Wiele rządowych prób obalenia demokracji ma charakter „legalny” – w takim sensie, że są zatwierdzane ustawodawczo lub uznawane przez sądy. Mogą być nawet przedstawiane jako próba ulepszenia demokracji – na drodze poprawy wydajności sądownictwa, walki z korupcją czy też uporządkowania przebiegu wyborów.

Prasa wciąż jest wydawana, jednak dziennikarze są przekupywani lub zmuszani do autocenzury na skutek zastraszania. Obywatele wciąż mogą krytykować rząd, jednak często w rezultacie borykają się z problemami związanymi z podatkami lub innymi kwestiami prawnymi, co z kolei wywołuje popłoch w społeczeństwie. Ludzie nie od razu zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje. Wielu nadal wierzy, że żyją w ustroju demokratycznym. Gdy w 2011 roku w ankiecie przeprowadzonej przez chilijski ośrodek badawczy Latinobarómetro poproszono Wenezuelczyków o dokonanie oceny własnego państwa w skali od 1 („zupełnie niedemokratyczne”) do 10 („w pełni demokratyczne”), 51 procent respondentów przyznało swojemu państwu 8 lub więcej punktów.

Ponieważ nie ma jednego przełomowego momentu – żadnego zamachu stanu, żadnego wprowadzenia stanu wojennego czy zawieszenia konstytucji – który sugerowałby, że reżim ewidentnie „przekroczył granicę” i stał się dyktaturą, nic nie jest w stanie uruchomić w społeczeństwie syreny alarmowej. Ci, którzy demaskują nadużycia rządu, bywają lekceważeni, gdyż powszechnie uznaje się, że przesadzają lub podnoszą fałszywy alarm. Dokonująca się erozja demokracji jest dla wielu niemalże niedostrzegalna.

Jak bardzo narażona na ten rodzaj zejścia na złą drogę jest Ameryka? Fundamenty naszej demokracji są bez wątpienia mocniejsze niż w Wenezueli, Turcji czy na Węgrzech. Czy są jednak wystarczająco mocne?

By odpowiedzieć na to pytanie, niezbędne jest zapomnienie na chwilę o nagłówkach gazet codziennych i wiadomościach z ostatniej chwili i poszerzenie naszej perspektywy. To doświadczenia innych krajów demokratycznych z całego świata na przestrzeni dziejów stanowią dla nas cenną lekcję. Przyglądanie się innym demokracjom w stanie kryzysu pozwala nam lepiej zrozumieć wyzwania, przed jakimi stoi obecnie nasza własna demokracja. Dla przykładu, historyczne doświadczenia innych narodów służą nam za papierek lakmusowy, pomagający rozpoznać potencjalnych autokratów zanim dojdą do władzy. Możemy uczyć się na błędach popełnionych przez byłych przywódców demokratycznych, gdy to uchylali drzwi, wpuszczając w nie potencjalnych autokratów – i odwrotnie, wyciągać nauczkę ze sposobów, w jakie inne demokracje zapobiegły dojściu ekstremistów do władzy. Podejście komparatystyczne ujawnia także sposób, w jaki demokratycznie wybrani autokraci w różnych zakątkach świata wykorzystują nadzwyczaj podobne strategie w celu obalenia instytucji demokratycznych. W miarę jak schematy te stają się wyraźne kroki podejmowane w celu zniszczenia demokracji są coraz bardziej jednoznaczne – i łatwiej je pokonać. Wiedza o tym, jak obywatele w innych krajach demokratycznych z sukcesem stawili opór autokratom wybranym na drodze wyborów demokratycznych, czy też zrozumienie, dlaczego tragicznie polegli oni w swoich staraniach, są niezbędne tym, którzy pragną dziś bronić demokracji w USA.

Wiemy, że demagodzy o skrajnych poglądach od czasu do czasu wyłaniają się w każdym społeczeństwie, nawet w zdrowych demokracjach. W Stanach Zjednoczonych także mieliśmy z nimi do czynienia – jako przykład możemy podać choćby Henry′ego Forda, Hueya Longa, Josepha McCarty′ego czy George′a Wallace′a. Niezbędnym testem dla demokracji jest nie to, czy podobne jednostki się pojawiają, ale przede wszystkim to, czy przywódcy polityczni (w szczególności partie polityczne) podejmują działania, by zapobiec dojściu przez nich do władzy – blokując im dostęp do partyjnych list wyborczych, odmawiając im wsparcia lub dostosowania się do nich, a gdy to konieczne, łączyć dla dobra sprawy siły z rywalami w celu poparcia kandydatów demokratycznych. Izolacja cieszących się popularnością ekstremistów wymaga politycznej odwagi. Jednak gdy strach, oportunizm czy błędna ocena sprawiają, że partie o ugruntowanej pozycji wprowadzają radykałów do głównego nurtu, demokracja jest w niebezpieczeństwie.

Steven Levitsky, Daniel Ziblatt, „Tak umierają demokracje”, przeł. Olga Łabendowicz, Fundacja Liberté!

Przeczytaj inne fragmenty z dwudziestki wybranych przez nas książek »

.mat. pr..

Reklama

Czytaj także

Kraj

Na kogo Ziobro zbiera haki

To sojusz taktyczny. O przyjaźni między Zbigniewem Ziobrą i Jackiem Kurskim nie ma mowy. W tle jest wspólny interes polityczny i – jak mówią dobrze poinformowani – haki.

Anna Dąbrowska, Paweł Reszka
12.08.2020
Reklama