Międzynarodowe Czytanie

Fragment książki: „Wiek empatii. Jak natura uczy nas życzliwości”

Potrzebę równowagi w dalszych znajomościach uświadamiamy sobie szczególnie dotkliwie, gdy równowaga ta zostanie naruszona.

Wraz z warszawskim Teatrem Studio redakcja „Polityki” proponuje swoistą alternatywę – lub uzupełnienie – do czytanych podczas Narodowego Czytania „nowel polskich”. Wyboru książek dokonało jury, w którego skład weszli: filozofka Agata Bielik-Robson, pisarka Małgorzata Rejmer, zastępca dyrektora Teatru Studio Tomasz Plata oraz nasi redakcyjni koledzy Justyna Sobolewska i Edwin Bendyk. Jedną z naszych propozycji jest książka „Wiek empatii. Jak natura uczy nas życzliwości”, której fragment publikujemy poniżej.

***

Okładka książki „Wiek empatii. Jak natura uczy nas życzliwości”mat. pr.Okładka książki „Wiek empatii. Jak natura uczy nas życzliwości”

Zwierzęta również wybierają, z kim będą pracować, czasem rozwijając „systemy koleżeńskie”, których członkowie wzajemnie sobie pomagają. Nie chcę być przesadnie makabryczny, ale doskonałym przykładem są nietoperze wampiry, noc w noc dzielące się krwią z osobnikami, którym akurat nie udało się jej wyssać z niczego się niespodziewającej ofiary. Ta ostatnia to zwykle duży ssak, jak krowa czy osioł, ale od czasu do czasu również śpiący człowiek. Nietoperz A, będący członkiem takiego „kolektywu”, mógł mieć więcej szczęścia pewnej nocy i po powrocie do kolonii zwraca część krwi do pyszczka osobnika B. Następnej nocy to nietoperzowi B może się poszczęścić i wtedy zrobi to samo dla A. Wampiry nie mogą przeżyć jednego dnia bez krwi, w ten sposób dzielą się więc ryzykiem.

Szympansy idą jeszcze dalej. Samce polują na mniejsze małpy ogoniaste, co nie jest proste w trójwymiarowej przestrzeni lasu. Ponieważ łowcy są skuteczniejsi, gdy działają w zespole, wpisują się w model polowania na jelenia. Miałem kiedyś okazję doświadczyć tego na żywo, co było fascynującym spektaklem, może z wyjątkiem „prysznica obserwatorów”, który mnie spotkał – szympansy intensywnie defekują, gdy są podekscytowane. O polowaniu dowiedzieliśmy się, gdy usłyszeliśmy huczenie i wrzeszczenie szympansów, przeplatane spanikowanymi piskami małp, na które polowano. W pewnym momencie stałem pod drzewem, na którym grupa samców zebrała się wokół zwłok ich ulubionej ofiary, gerezanki. Nie narzekałem na smród, który mnie otaczał, ponieważ przyglądanie się tej scenie było naprawdę ekscytujące, zwłaszcza podziałowi mięsa. Samce rozdzieliły je między siebie i parę płodnych samic.

Zwykle jeden łowca dopada ofiarę i nie wszyscy dostają kawałek mięsa. Szansa danego samca na udział w łupach jest uzależniona od jego roli w polowaniu, co wskazuje na złożony system odwzajemniania. Nawet dominujący samiec, jeśli nie weźmie udziału w łowach, może na próżno błagać o mięso.

Wzajemność można badać w warunkach kontrolowanych, gdy szympansom w niewoli rozda się dużą ilość jedzenia, na przykład arbuza albo dobrze ulistnioną gałąź, i obserwuje, co się wydarzy. Dochodzi zaś do czegoś w stylu reagonomiki – właściciel zajmuje miejsce centralne, wokół niego lub niej tworzy się wianuszek chętnych, a dalej następne kręgi, gdy ci, którzy otrzymali pokaźny udział w łupie, dzielą się z kolejnymi. Dzieje się to, aż całe pożywienie rozstanie rozdzielone. Bywa, że żebracy jęczą i marudzą, ale agresywne konfrontacje są rzadkie. Gdy już do nich dochodzi, zwykle jest to sytuacja, w której właściciel zmusza kogoś do opuszczenia kręgu, waląc go po głowie gałęzią albo szczekając na niego piskliwie, aż ten odejdzie. Bez względu na swój status posiadacz kontroluje przepływ pożywienia. Gdy tylko szympansy wchodzą w tryb wzajemności, hierarchia społeczna zajmuje tylne siedzenie.

Jak w wielkim hicie lat osiemdziesiątych „What have you done for me lately?” (Co dla mnie ostatnio zrobiłeś?) szympansy wydają się pamiętać przysługi, takie jak iskanie. Aby sprawdzić, kto odnosi największy sukces, przeanalizowaliśmy nie mniej niż siedem tysięcy przypadków podchodzenia do właściciela pożywienia. Każdego ranka przed karmieniem nagrywaliśmy sesję spontanicznego iskania. Następnie porównaliśmy przepływ obu „walut”: pożywienia i iskania. Jeśli, przykładowo, dominujący samiec Socko iskał May, jego szanse na otrzymanie od niej paru gałęzi po południu znacząco rosły. Odkryliśmy, że zjawisko to występuje u wszystkich członków kolonii: wydaje się, że dobry uczynek nie pozostaje bez nagrody.

Tego typu układ musi opierać się na pamięci oraz mechanizmie psychologicznym, który określamy jako „wdzięczność” – ciepłe uczucie skierowane ku komuś, kto zrobił dla nas coś miłego. Co interesujące, skłonność do odpłacania za przysługi nie jest równie silna dla wszystkich relacji. Dla dobrych przyjaciół, którzy spędzają ze sobą wiele czasu, pojedyncza sesja iskania nie ma większego znaczenia. Takie osobniki w ogóle często iskają się i dzielą ze sobą, prawdopodobnie nie przywiązując wielkiej wagi do poszczególnych przypadków, gdy to się dzieje. Dopiero w wypadku mniej zażyłych relacji pojedyncza przysługa odznacza się i jest szczególnie wynagradzana. Ponieważ Socko i May nie byli szczególnie sobie bliscy, iskanie Socko zostało należycie odnotowane.

To samo zjawisko występuje również w społeczeństwach ludzkich. Kiedy na konferencji naukowej poświęconej wzajemności pewien starszy naukowiec ujawnił, że ma na komputerze arkusz kalkulacyjny, w którym odnotowuje wszystko, co zrobił dla swojej żony i co ona zrobiła dla niego, zatkało nas. Coś tu jest nie tak. Fakt, że była to jego trzecia żona, a obecnie jest już z piątą, może sugerować, że tak staranne pilnowanie przysług nie przystoi w bliskich relacjach. Małżonkowie oczywiście w jakiś sposób mierzą stopień wzajemności, ale wymiany przysług powinny się dogrywać w długiej skali czasowej, a nie metodą „wet za wet”. Bliskie, intymne związki wolimy budować na przywiązaniu i zaufaniu, a nasze wspaniałe zdolności rachunkowe angażować w relacje ze współpracownikami, sąsiadami, znajomymi znajomych i tak dalej.

Potrzebę równowagi w dalszych znajomościach uświadamiamy sobie szczególnie dotkliwie, gdy równowaga ta zostanie naruszona. Oto prawdziwa historia, która przydarzyła się mojemu szwagrowi. J. mieszka w małym nadmorskim miasteczku we Francji, gdzie zasłynął jako złota rączka – którą jest. Potrafi zbudować cały dom własnymi rękami, jest zdolnym stolarzem, hydraulikiem, murarzem, dekarzem i tak dalej. Demonstruje to stale we własnym domu, różni ludzie naturalnie proszą go więc od czasu do czasu o pomoc. Jako niezwykle uprzejmy człowiek J. zwykle udziela rad albo pomaga osobiście. Pewien sąsiad, którego J. ledwie znał, stale dopytywał go, jak zrobić okno dachowe. J. pożyczył mu drabinę, ale ponieważ sąsiad nie dawał mu spokoju, ostatecznie zaoferował osobistą pomoc.

J. spędził ze swoim sąsiadem cały dzień, od rana do wieczora, praktycznie robiąc wszystko samodzielnie (sąsiad, jak się okazało, nie umiałby wbić gwoździa). W międzyczasie przyszła żona sąsiada, ugotowała i zjadła obiad (największy posiłek we Francji) wraz ze swoim mężem, nie oferując J. nic.

Ostatecznie okno było zamontowane, a J. w ciągu całego dnia wykonał pracę, którą profesjonalista wyceniłby pewnie na ponad 600 euro. Nie poprosił o nic, jednak kiedy ten sam sąsiad kilka dni później opowiadał o kursie nurkowania i jak fajnie by było razem się na taki kurs wybrać, uznał, że to będzie pewnie doskonała okazja, aby otrzymać jakieś podziękowanie: kurs kosztował około 150 euro. J. powiedział więc, że z przyjemnością weźmie udział, ale niestety chwilowo go na to nie stać. Na tym etapie pewnie już się domyślacie: sąsiad pojechał sam.

Słuchając takich historii, czujemy zażenowanie; może nawet gniew. Pilnie śledzimy wzajemność – i słusznie, bo to kluczowa reguła organizująca społeczeństwo. Zwykle realizowana jest po cichu, ponieważ jawne wspominanie o przeszłych przysługach uważane jest za nietakt. Choć w literaturze naukowej na ten temat często mówi się o naszej tendencji do karania „oszustów” – którzy, jak sąsiad J., biorą więcej niż dają – na co dzień wymierzanie kar jest rzadkie. Co J. mógł zrobić? Rzucić kamieniem w okno? Karać łatwo, jeśli bierze się udział w eksperymencie psychologicznym w warunkach laboratoryjnych, a naprzeciwko nas siedzi ktoś kompletnie obcy, ale w małym miasteczku, gdzie wszyscy znają wszystkich, a ludzie mieszkają tam latami, czasem przez pokolenia, trzeba z ostrożnością rozdzielać akty złośliwości. Jedyną typowo ludzką opcją dostępną dla J. było plotkowanie na ten temat.

Frans de Waal, „Wiek empatii. Jak natura uczy nas życzliwości”, przeł. Łukasz Lamża, Copernicus Center Press

Przeczytaj inne fragmenty z dwudziestki wybranych przez nas książek »

.mat. pr..
Reklama

Czytaj także

Historia

Hiroszima i Nagasaki – trauma Japonii

Ameryka przeczytała opis skutków zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę dopiero w rok po fakcie. Dla Japończyków to symbol narodowego męczeństwa. Wolą jednak nie rozpamiętywać, jaka droga zaprowadziła Japonię ku tragedii.

Adam Szostkiewicz
06.08.2020
Reklama