Międzynarodowe Czytanie

Fragment książki: „Dom z dwiema wieżami”

Nieszczęściem Polaka jest, według Dmowskiego, jego kobieca natura. Miękkie serce i słabość do pięknych słówek. Wiara w cywilizację. Wspaniałomyślność i szlachetne gesty. Ogłada i liberalizm. Lecz czym jest humanitaryzm?

Wraz z warszawskim Teatrem Studio redakcja „Polityki” proponuje swoistą alternatywę – lub uzupełnienie – do czytanych podczas Narodowego Czytania „nowel polskich”. Wyboru książek dokonało jury, w którego skład weszli: filozofka Agata Bielik-Robson, pisarka Małgorzata Rejmer, zastępca dyrektora Teatru Studio Tomasz Plata oraz nasi redakcyjni koledzy Justyna Sobolewska i Edwin Bendyk. Jedną z naszych propozycji jest książka „Dom z dwiema wieżami”, której fragment publikujemy poniżej.

***

Okładka książki „Dom z dwiema wieżami”mat. pr.Okładka książki „Dom z dwiema wieżami”

„Polacy” to prawie wyłącznie potomkowie ziemiaństwa, jedynej klasy uprawnionych w rzeczypospolitej szlacheckiej. Dziadek Władysław należy do tego małego narodu. Jest wprawdzie tylko konduktorem kolei transsyberyjskiej, lecz jego polskość jest solidnie zakotwiczona w późnym średniowieczu. Nad kominkiem wiszą na pewno pordzewiałe szable. Nie jest jasne, kiedy i jak rodzina straciła majątki. Złośliwcy twierdzą, że przegrano je w karty. W najlepszym razie zostały skonfiskowane za polskie rebelie. Lecz trudno sobie wyobrazić, aby ludzie z Bielewa ronili łzy, kiedy dziedzica Bielawskiego wieziono na Syberię. Polska nie była ich sprawą i być nią nie mogła. Niewolnicy nie mają ojczyzny, a to niewolnicy, dopiero co wyzwoleni, byli ludem w tej części świata. Pańszczyznę zniesiono, gdy dziadek był nastolatkiem, w roku 1864.

Do czego zmierzam? Do tego, że w roku 1901 Roman Dmowski jest narodowcem bez narodu. Lub, dokładnie rzecz biorąc, z malutkim, rozpuszczonym w morzu analfabetów mówiących pięcioma językami. Z tych dwudziestu milionów, które żyją w obrębie dawnych granic Polski, może ze dwa miliony to Polacy, w tym sensie, w jakim od ponad dwustu lat każdy smolandzki parobek czuł się Szwedem.

Jak sprawić, aby na poły zruszczeni warszawscy urzędnicy, śląscy lokalni partrioci z Beuthen, krakowscy kupcy wierni cesarzowi czy muzułmańscy Tatarzy (jak Buczyńscy, antenaci Charlesa Bronsona), przyjęli do wiadomości, że są w pierwszym rzędzie Polakami, dumnymi spadkobiercami królestwa, które ich przodkom odmawiało wszelkich praw? Jak sprawić, aby parobek poczuł, że dzieli los z dziedzicem, lecz nie ze szwagrem, który gada po białorusku i żegna się na opak?

Tako rzecze Roman Dmowski:

Nie wiesz sam, kim jesteś, magistrze Dobrowolski, służąca Jadwigo, szewcze Gontarzu... Ale masz pewnie problem z jakimś Żydem? No, zdarza się – kto nie ma... Więc jesteś Polakiem! Czy te przybłędy nie panoszą się od wieków w kraju, który jest nasz? Kiedyś zwali się Szmul i pasożytowali na tym, co zebrałeś z pola, dziś nazywają się Słonimski i wyśmiewają twoje wiersze w swoim plugawym piśmie. I jest gorzej, niż sądzisz: trzymają sztamę i knują przeciw nam, Żydzi stoją za Stalinem i Żydzi stoją za Hitlerem. I za Haroldem Wilsonem, który zmusił Polskę, by zapisała w konstytucji poszanowanie dla mniejszości. Żeby osłabić nas, rzecz jasna. Dlaczego nas nienawidzą? Czy to nie oczywiste? Bo jesteśmy szlachetni, wielkoduszni i uczciwi, jesteśmy ich przeciwieństwem. Oni nie są Polakami i nigdy nie będą, nawet jeżeli niektórzy udają. Nie, oni mają inny plan. Najpierw wezmą Warszawę, potem wezmą Berlin. A do tych z was, którzy jesteście katolikami: Oni zabili naszego Jezusa!

Tak rozumiem antysemityzm Romana Dmowskiego. Jako projekt integracyjny. John Maynard Keynes może nie całkiem błądził, określając to jako przemysł. Mógł dodać: do produkcji „prawdziwych Polaków”.

Nie jest prawdopodobne, aby Hitler czytał Dmowskiego, chociaż tak mogłoby się zdawać. Podstawową tezę w Mein Kampf, że prawo dżungli jest w stosunkach między narodami prawem najwyższym, nasz narodowy bohater głosi, kiedy mały Adolf jeszcze chodzi do szkoły. W roku 1903 Dmowski ustala to, co po dziś dzień stanowi credo polskich narodowców: że Polak może sobie jeść nożem i widelcem, używać czystej bielizny i słuchać Chopina. Jesteśmy wszak Europejczykami. Lecz gdy natkniemy się na inny sort, to mamy postępować tak jak pawian, gdy spotka szympansa. Bo między plemionami (tak, Polacy są plemieniem) obowiązuje prawo Darwina. „Jesteśmy Polakami i chcemy Polski przede wszystkim dla siebie, chcemy wtedy nawet, gdybyśmy tą Polskę mieli mieć tylko ze szkodą dla wolności ludów i dla postępu, dla cywilizacji i sprawiedliwości społecznej”, głoszą jego uczniowie w „Przeglądzie Wszechpolskim”.

Nieszczęściem Polaka jest, według Dmowskiego, jego kobieca natura. Miękkie serce i słabość do pięknych słówek. Wiara w cywilizację. Wspaniałomyślność i szlachetne gesty. Ogłada i liberalizm. Lecz czym jest humanitaryzm? Oznaką słabości. Tolerancja? Dobra dla pięknoduchów, ale zabójcza dla nacji. Jeśli ma powstać Polska, musimy wpierw nauczyć się deptać inne narody. Rozejrzyjcie się wokół po świecie, czy to nie o to chodzi? Drodzy rodacy, wstyd wam, że życzycie sobie, aby spłonął tartak Abrama i żeby sędzia Izaak Wilhelm skręcił kark. Zawiść, myślicie, to nie po chrześcijańsku. Ale mylicie się! To nie są niskie uczucia. Czujecie patriotyzm, troskę o własny naród!

Jeśli ją obrać z wszelkich dekoracji, myśl Dmowskiego można sprowadzić do następującej tezy: ponieważ jeszcze jesteśmy za słabi, by wierzgać w górę, przeciwko imperiom, wierzgajmy w dół, przeciw mniejszościom, to nabierzemy przynajmniej pewnej wprawy w walce o byt, a przy okazji staniemy się trochę bardziej polscy.

Maciej Zaremba Bielawski, „Dom z dwiema wieżami”, przeł. Mariusz Kalinowski, Wydawnictwo Karakter

Przeczytaj inne fragmenty z dwudziestki wybranych przez nas książek »

.mat. pr..
Reklama

Czytaj także

Historia

Hiroszima i Nagasaki – trauma Japonii

Ameryka przeczytała opis skutków zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę dopiero w rok po fakcie. Dla Japończyków to symbol narodowego męczeństwa. Wolą jednak nie rozpamiętywać, jaka droga zaprowadziła Japonię ku tragedii.

Adam Szostkiewicz
06.08.2020
Reklama