Ludzie i style

Przed laptopem tylko z czerwoną szminką na ustach

Przymusowa izolacja pokazała, jak bardzo potrzebujemy kontaktu z przyjaciółmi. Przymusowa izolacja pokazała, jak bardzo potrzebujemy kontaktu z przyjaciółmi. Marek Zoellner / mat. pr.
Przymusowa izolacja pokazała, jak bardzo potrzebujemy kontaktu z przyjaciółmi. To, co do tej pory wydawało się dziwaczne, jak urodziny online, okazuje się niezłą zabawą.

Dziennikarka Anita Czupryn na cotygodniowe imprezy z przyjaciółkami nakłada najładniejszą sukienkę, a usta maluje na czerwono. Politolożka Patrycja Matusz wieczorem siada w fotelu w wygodnej bluzie i z lampką wina. Z zaprzyjaźnioną Australijką ze Sztokholmu rozmawia w sieci o tym, jak epidemia zmieniła nasz świat.

Kilkoro przyjaciół z różnych stron Polski co czwartek o godz. 19 zasiada do późnego obiadu. Izolacja wymusiła nowy sposób kontaktowania się ze znajomymi. Narzędzia wykorzystywane do tej pory najczęściej służbowo stały się środkami komunikacji społecznej, a zwykłe rozmowy telefoniczne przestały wystarczać. Dzięki Skype’owi czy Zoomowi ludzie organizują urodziny, imprezy, zajęcia jogi, a nawet śpiewają... przy wyłączonych mikrofonach.

Pizza przy wirtualnym stole

Mógł mieć czwartkowe obiady ostatni król Polski, mogą też przyjaciele, którzy trzy lata temu poznali się na lotnisku. Wszyscy lecieli do Omanu na wakacje: sędzia karnistka, agentka nieruchomości, dwie adwokatki i właściciele firmy produkującej mleko w proszku. Już trzeci raz byli razem na zimowych wakacjach – w styczniu polecieli do Dubaju.

A dwa miesiące później okazało się, że ten nasz wyjazd jest jak opowieść ze świata równoległego – opowiada Karolina Tybor, adwokatka z Wrocławia. Kiedy wirus zamknął Polaków w domach, z przyjaciółmi wymyślili sposób: obiady czwartkowe. Od miesiąca pięć rodzin z różnych stron – Rzeszowa, Wrocławia, Tychów i Strzelina – siada do stołów i stolików. Nie ustalają menu. Jest wolność. Każdy je, co lubi, albo co akurat jest pod ręką, nawet jeśli są to tylko czipsy. Karolina ostatnio w trakcie spotkania robiła pizzę.

Moi chłopcy sobie zażyczyli, więc ustawiłam telefon na blacie i kulałam tę drożdżową kulę dla nich. Uczestnicy naszej biesiady podpowiadali, z czym pizza ma być, a potem smakowali na odległość. Zupełnie tak, jakbyśmy siedzieli razem w jednej kuchni, przy jednym stole – mówi adwokatka i ze śmiechem dodaje, że zadziwiająco szybko przywykli. – U kogoś szczeka pies, ktoś wstaje do łazienki, w jednym czasie wznosimy toasty, żeby zaraza się skończyła, i planujemy, gdzie wtedy pojedziemy i co będziemy robić. Rzeczywistość wirtualna okazała się bardzo zwyczajna i jak najbardziej prawdziwa.

Na razie ustalili, że kiedy już będzie można poruszać się swobodnie, spotkają się na weekend gdzieś w centrum kraju, tak by każdemu było łatwo dojechać. I tam rozprawią się z zarazą raz a dobrze.

Święto kobiet w lockdownie

Anita Czupryn śmieje się, że rozmowy z kamerką ma przetrenowane z dziećmi: dwójka jest w Anglii, w dodatku syn ma kwarantannę. Stworzyli „koronawirus czat” i codziennie zdają sobie relacje. – Wszyscy pracujący zdalnie wiedzą, jak wygląda każdy dzień: pobudka, kawa i do komputera. Można cały dzień przesiedzieć w piżamie, bo przecież nikt nie widzi. Ale z przyjaciółkami uznałyśmy, że tak nie może być. Z tej przekory i niezgody wymyśliłyśmy cotygodniowe imprezy. Oczywiście online – mówi Anita.

Ona pracuje w redakcji „Polska The Times”, Mariola Zaczyńska jest sekretarzem redakcji „Tygodnika Siedleckiego” i pisarką, pisarką jest też Grażyna Jeromin-Gałuszka. Trójka przyjaźni się od lat, rozumie w lot, kocha abstrakcyjne poczucie humoru. W maju miały być na Korfu, planowały już zakupy: nowe buty, kiecki, kapelusze. Właśnie dostały mejla, że lot został odwołany.

Żadna z nas nie wie, jak będzie, ale jesteśmy silne. Jak się wszystko zawali, to będziemy sadzić kapustę i buraki, ale przetrwamy – zapewnia Anita, która wie, co mówi, bo przeszła kilka kursów survivalowych. Umiejętności nie przydają się podczas cotygodniowych imprez, jakie teraz urządzają. Te spotkania online to prawdziwe kobiece święto. Anita kładzie się wcześniej spać, żeby dobrze wyglądać. Pamięta o maseczce i make-upie. Z szafy wyciąga najpiękniejsze sukienki: do tej pory wystąpiła w czterech. I kropka nad „i” – czerwona szminka.

Na pierwszą imprezę Mariola nawet przykleiła sobie sztuczne rzęsy, więc było dużo śmiechu, kiedy jedna się odkleiła. Chyba najtrudniejsze było dla nas oswojenie się z kamerą. Najpierw oglądałyśmy swoje podbródki, analizowałyśmy, czy jakąś zmarszczkę widać bardziej czy mniej, ale teraz zniknęło poczucie sztuczności. Po prostu jesteśmy u siebie z wizytą, w jednym czasie w trzech miejscach – mówi Anita i dodaje, że spotkania wymyśliły po to, by ducha nie tracić. Bo jak się wspierać, to przecież właśnie w taki czas jak teraz.

Śpiewanki po nocach w izolacji

Jest ich blisko sześćdziesiątka. Wszyscy wywodzą się z harcerstwa. Od lat jeden tydzień wakacji spędzają na polu namiotowym pod Giżyckiem – „u Janka”. Tam przy ognisku śpiewają, a ci, co nie potrafią, po prostu wydają z siebie dźwięki ku radości innych. Wśród nich Tomek Kuczyński z Otwocka, związany na co dzień z branżą farmaceutyczną.

To był jakiś słabszy dzień przymusowej izolacji. A ponieważ taki był, to dla poprawy nastroju nagrałem piosenkę. I wrzuciłem na tablicę na Facebooku. Myślałem, że to będzie jednorazowy strzał, ale zaczęli się do mnie odzywać znajomi, żebym dawał ich więcej. I tak zacząłem codziennie ok. 22 wrzucać jedną piosenkę, którą gram na gitarze – opowiada Tomek, który koniec końców dał się namówić na prawdziwą imprezę śpiewaną online. Kilkadziesiąt osób spotkało się w jeden z piątków kwietnia o 22, łącząc się przez Zooma z Meksyku, Australii, Wielkiej Brytanii i Polski. Bawili się do 3.

Nie mogliśmy wszyscy śpiewać. Jak wszystkie mikrofony są włączone, to jest pogłos, więc online śpiewałem tylko ja. Reszta z wyłączonymi mikrofonami śpiewała u siebie w domach. Przed komputerami. Ale bawiliśmy się świetnie, zresztą to, że siedzieliśmy razem, gadaliśmy i śpiewaliśmy do 3 nad ranem, jest chyba najlepszym dowodem, że coś nowego się nam udało zrobić – uśmiecha się Kuczyński, pewien, że przeniesienie życia do sieci wpłynie na wydarzenia towarzyskie.

Słabszy dzień miał też wrocławianin i radiowiec Marek Zoellner, któremu nieoczekiwanie udało się zebrać online 18-osobową międzynarodową ekipę, która nagrała wspólnie przebój zespołu Voo Voo „Nim stanie się tak”.

To był drugi dzień siedzenia w domu, piątek 13. Musiałem zostać z córką, bo odwołali lekcje. Pracowałem i z każdą kolejną wiadomością docierało do mnie, że posiedzimy w tych domach znacznie dłużej niż jeden weekend – mówi. Pomysłodawca i reżyser projektu namówił do wspólnego grania i śpiewania artystów z różnych stron: bas i skrzypce z Wrocławia, ukulele z Chobieni, harmonijkę z Holandii. Nagrali piosenkę w trzy tygodnie. Do gitary prowadzącej, zarejestrowanej przez Grzegorza Olejnika z Kalisza, znanego jako Olek Blues, dochodziły po kolei nowe instrumenty i głosy. Na basie zagrał Wojtek Maziakowski, wcześniej związany z Wolną Grupą Bukowina, na harmonijce Arkadiusz „Rogal” Rogalski, a zaśpiewali m.in. Bogna Jurewicz z grupy Hello My Sunshine i Wojciech Dereń związany m.in. z Teatrem Muzycznym Capitol.

Większość z nas nie znała się wcześniej. Nazwaliśmy się Niewielka Orkiestra Siedzących na Chacie, czyli w domu, ale zarazem na czacie, czyli w internecie, na messengerach i komunikatorach. Te narzędzia do tej pory kojarzone z telekonferencjami pozwoliły nam nie tylko na rozmowy, ale też wspólną pracę i koniec końców niezłą zabawę, więc chyba z tego jednego nagrania zrodzą się kolejne – dodaje Zoellner.

Intelekt, ciało i internet

Prof. Patrycja Matusz, politolożka z Uniwersytetu Wrocławskiego zajmująca się m.in. badaniami imigracji i uchodźców, przyznaje, że wieczorne rozmowy przez Skype’a stały się dla niej swoistym rytuałem. Naukowcom, szczególnie takim, którzy jak ona prowadzą badania terenowe, świat stanął na głowie. Projekty są zamrożone. Konferencje odwołane. Matusz po raz pierwszy nie ma żadnych planów do października, z sześciu międzynarodowych kongresów, w których miała wziąć udział, nie odbędzie się żaden.

Więc oczywiście w ciągu dnia prowadzę zajęcia. Czasem staję się „terapeutką”, bo mam głównie zagranicznych studentów, którzy są w innym mieście, zamknięci w akademiku, bez możliwości wyjazdu do rodziny. Niektórzy bardzo ciężko to znoszą. Wieczorem mam z przyjaciółką taki mały rytuał: rozmowy przy lampce dobrego czerwonego wina – uśmiecha się.

Przyjaciółka to Australijka, która przez 10 miesięcy była na stypendium w Polsce i pracowała razem z Patrycją. I tak jej się spodobała Europa, że postanowiła tu zostać. Znalazła pracę w Sztokholmie.

Rozmawiamy oczywiście o wirusie i o tym, jak do epidemii podeszli Szwedzi, a jak to wygląda w Polsce. Ale też o tym, co ta sytuacja zmieni w nauce, co przyniesie naszym badaniom, co zmieni w nas samych, bo zmieni na pewno – mówi prof. Matusz, której izolacja pokazała, ile czasu codziennie traciła na stanie w korkach. Dwie godziny. Te dwie godziny przeznacza teraz na intelektualne ćwiczenia z przyjaciółmi.

O ćwiczeniach, i to jak najbardziej dosłownych, pamięta też Marianna Gutterwil, nauczycielka jogi. Wróciła z Indii w ostatniej chwili, tuż przed zamknięciem granic. – Prowadzę zaawansowaną grupę od kilkunastu lat. Znamy swoje historie rodzinne, z kilkoma dziewczynami byłam przez całe ich ciąże, pomagałam wrócić do formy po porodzie. I to oni się upomnieli, by dwa razy w tygodniu, tak jak w normalnym życiu, spotykać się online i ćwiczyć. Ciało też dopomina się o swoje, a joga to najlepszy sposób na utrzymanie równowagi fizycznej i duchowej – uśmiecha się Gutterwil, podkreślając, że albo narzędzia, po które sięgnęła, są tak proste, albo ona nie jest wcale taka atechniczna, jak sądziła, bo joga online okazała się zdumiewająco łatwa do zorganizowania i przeprowadzenia.

Urodziny w czasach zarazy

Sylwia Czubkowska, dziennikarka związana z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”, a obecnie z portalem Spider’s Web+ o technologiach, śmieje się, że to chyba były pierwsze w Polsce urodziny zorganizowane online w tak licznym gronie.

Jest nas dziesiątka, zaprzyjaźniona od lat. Dziennikarze, piarowcy, wszyscy high tech. Urodziny Tomka przypadają na pierwszy dzień wiosny, więc od lat są dobrą okazją do świętowania. Kiedy w tym roku okazało się, że nie można spotykać się nawet w domach, ktoś rzucił hasło, żeby te urodziny zrobić przez Messengera – opowiada Czubkowska.

Ale wcale tak prosto nie było. Najpierw żona jubilata zadzwoniła, że spotkanie będzie kwadrans później, bo Tomek bierze kąpiel, żeby ładniej wyglądać. W końcu to jego święto.

Jak to usłyszałam, to powiedziałam, że w takim razie idę zrobić kreski na oczach i podkręcić włosy. Jak impreza, to impreza. I wszystko było dobrze do momentu, kiedy nie zaczęliśmy do siebie dzwonić. Ktoś nie umiał odebrać Messengera, ktoś nie wiedział, gdzie włączyć kamerkę. Stanęło na Zoomie. Z tych urodzin zrobiły nam się długie Polaków rozmowy o epidemii, o tym, co nas czeka, jak zmienimy się my i jak zmieni się Polska – opowiada Sylwia, pewna, że zmiana nie jest jednorazowa, nie skończy się wraz z epidemią, ale zostanie z nami na stałe jako nowy sposób budowania relacji.

Anita Czupryn dodaje: – Jasne, że kiedy minie pandemia, będziemy się spotykać w domach, knajpkach, klubach. Ale kiedy ktoś nie będzie mógł z różnych powodów dotrzeć do tych knajpek czy klubów, to już wie, że może naprawdę spotkać się ze znajomymi w czasie rzeczywistym, ale poprzez świat wirtualny. To umiejętności, które nie znikną, a zostaną z nami. Pewnie na zawsze.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

Hiroszima i Nagasaki – trauma Japonii

Ameryka przeczytała opis skutków zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę dopiero w rok po fakcie. Dla Japończyków to symbol narodowego męczeństwa. Wolą jednak nie rozpamiętywać, jaka droga zaprowadziła Japonię ku tragedii.

Adam Szostkiewicz
06.08.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną