Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Ludzie i style

Dziki i robot

Edward Warchocki goni dziki. Czyli jak wpadliśmy w zbiorową cyberpsychozę

Edward Warchocki Edward Warchocki Grzegorz Wajda / Reporter
Sukces polskich wynalazców: przerobili chińskiego androida na stuprocentowego Polaka.

Oto świat rodem z gorzkich fantazji Philipa K. Dicka – irytujący robot zaprogramowany w celach marketingowych przemierza ulice polskich miast: tańczy, śpiewa, kibicuje, straszy dziki i konwersuje. To właśnie filmik, na którym „Edward Warchocki” goni stadko dzikich zwierząt, wołając: „Sio!”, stał się wiralem, o którym piszą światowe media.

Dlaczego? Jest prawdziwy, co w czasach podobnych filmów (np. króliki na trampolinie) generowanych przez AI jest rzadkością. Do tego używa uniwersalnego języka slapsticku, podobnie jak pies przebrany za pająka z historycznego już wirala internetowego błazna Sylwestra Wardęgi. No i bohater jest androidem. Ale inne maszyny rozwożą jedzenie, witają klientów (jak słynny Kerfuś) albo pracują w fabrykach, a Edward Warchocki to model rozrywkowy – proponuje wprawdzie, że zaniesie zakupy staruszce, ale w praktyce jest imprezową atrakcją. I „influencerem”, choć przecież sam sobie konta na TikToku nie założył. Stoi za nim polska firma MERA Robotics, czyli Radosław Grzelaczyk i Bartosz Idzik. Ten pierwszy nabył chińskiego robota Unitree G1, ten drugi zmodyfikował jego oprogramowanie.

Czytaj też: Oto nowa klasa robotnicza: humanoidy. Zabiorą nam pracę? To już nie jest science fiction

Obecność Edwarda w przestrzeni publicznej sprawia wrażenie zbiorowej cyberpsychozy. Wystarczyło, że ChatGPT zyskał ciało i zupełnie zmieniło się podejście do niego. Oczywiście treści na TikToku „influencera” są dobierane tak, by budować pozytywny przekaz. Ale ciepło na Warchockiego reagują kibice, celebryci, przechodnie, a nawet politycy.

Polityka 18.2026 (3562) z dnia 28.04.2026; Ludzie i Style; s. 119
Oryginalny tytuł tekstu: "Dziki i robot"
Reklama