Moje miasto

Piękności i SZKARADY

Subiektywny ranking architektury

Filharmonia w Szczecinie Filharmonia w Szczecinie Robert Stachnik / Reporter
Współczesna polska architektura i polityka przestrzenna są jak doktor Jekyll i pan Hyde – raz pokazują nam piękne, raz paskudne oblicze.

PRL i III RP. estetyka miejska i wiejska. wpływy zachodu i wschodu. bogactwo i bieda. Postawa otwarta i zamknięta. To, co tradycyjnie polskie, i to, co napłynęło ze świata. Polskie miasta są polem nieustannego ścierania się przeciwstawnych żywiołów kreujących urbanistyczno-architektoniczny krajobraz. Wybraliśmy najciekawsze, szczególnie silnie kształtujące obraz miast przykłady sukcesów i porażek, układając z nich subiektywny ranking.

1. IKONY

W ostatnich dekadach świat oszalał na punkcie ikon architektury i każde miasto z jakimi takimi aspiracjami chce mieć własną, najlepiej sygnowaną przez branżową gwiazdę typu Hadid, Gehry, Himmelb(l)au czy Herzog&deMeuron. Niektóre z tego typu realizacji rzeczywiście zachwycają, inne budzą wątpliwości brakiem pokory. Poniżej te, które od początku zwróciły na siebie uwagę, a i upływający czas powinien je pozytywnie zweryfikować.

1.

Filharmonia w SzczecinieRobert Stachnik/ReporterFilharmonia w Szczecinie

Filharmonia w Szczecinie. Bez wątpienia ikona. I to nie tego jednego miasta, ale i całej współczesnej architektury polskiej, choć zaprojektowana przez Hiszpanów. A to za sprawą uhonorowania obiektu arcyprestiżową nagrodą Miesa van der Rohe. Warto za każdym razem od początku zachwycać się idealnym wyważeniem między nowoczesnością a szacunkiem dla historii miejsca, rozrzeźbieniem a surowością bryły, zimną elegancją budynku a emanującą z niego duchowością.

2.

Teatr Szekspirowski w GdańskuWojciech Stróżyk/ReporterTeatr Szekspirowski w Gdańsku
Europejskie Centrum Solidarności w GdańskuWojciech Stróżyk/ReporterEuropejskie Centrum Solidarności w Gdańsku
Muzeum II Wojny Światowej w GdańskuGerard/ReporterMuzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Gdański trójkąt. Gdańsk stosunkowo późno włączył się do wyścigu nowych ikon. Jednak uczynił to w sposób wyrazisty. W 2014 r. miasto wzbogaciło się o monumentalną i niezwykłą bryłę Teatru Szekspirowskiego oraz dyskretnie, ale bezpośrednio nawiązującą do tradycji miejsca (stocznia) siedzibę Europejskiego Centrum Solidarności. Zaś w 2017 r. podwoje otworzyło Muzeum II Wojny Światowej, z ekspresyjnie zaprojektowanym gmachem głównym. Czas pokaże, który z tych obiektów uznany zostanie ostatecznie za architektoniczną ikonę Gdańska. Na razie stanowią intrygujący triumwirat.

3.

Biurowiec Bałtyk w PoznaniuJameson Kergozou de la Boessiere/Alamy Stock Photo/BEWBiurowiec Bałtyk w Poznaniu

Biurowiec Bałtyk w Poznaniu. Niektórzy narzekają, że ukończony w ubiegłym roku budynek nazbyt zdominował okolicę. Może. Ale trzeba też przyznać, że to ikona wręcz wzorcowa. Po pierwsze, z architektonicznego punktu widzenia – widać w gmachu najwyższą jakość słynnego holenderskiego biura MVRDV, na którego deskach kreślarskich (a właściwie komputerach) się zrodził. Po drugie, Bałtyk widać z dala, a w zależności od której strony wjeżdża się do centrum miasta, jawi się zupełnie inaczej; raz jako przysadzista piramida, kiedy indziej jak niemal zawieszona w powietrzu wieża. Jeżeli dodać do tego, że zupełnie inaczej wygląda w słońcu, deszczu, śniegu, o poranku i zmierzchu, to otrzymamy prawdziwą ikonę o wielu twarzach. I last but not least wreszcie pojawiła się godna alternatywa dla antyikony, jaką jest zamek Przemysła (patrz: kategoria „Aroganci”).

2. MIMETYŚCI

Czyli obiekty, które mimo niezaprzeczalnego piękna potrafią schować swe ego i dopasować się do otoczenia, zintegrować się z – niekiedy bardzo niełatwym i niechętnym nowościom – sąsiedztwem. W czasach mody na ikony to model wymagający od architektów pokory, ale nagrodą jest uznanie wszystkich, którzy dostrzegają coś więcej ponad efekt „wow”. Współprojektant opisanego poniżej obiektu w Katowicach Jordi Badia w miesięczniku „Architektura Murator” napisał: „Strategia projektowa nie polega na tym, by zbudować ikonę, ale by zbudować i uzupełnić fragment miasta”.

1.

Rewitalizacja stołecznej hali targowej KoszykiWojciech Kryński/ForumRewitalizacja stołecznej hali targowej Koszyki

Pracownia JEMS Architekci. Wyróżnienie za całokształt. To biuro architektoniczne, które potrafi najwyższą jakość projektową połączyć ze skromnością i szacunkiem wobec otoczenia. Takie realizacje, jak nowy gmach Biblioteki im. Raczyńskich w Poznaniu, siedziba ASP na warszawskim Powiślu czy rewitalizacja stołecznej hali targowej Koszyki, pokazują, że pięknie wcale nie oznacza szokująco, a kontekst, choć wiąże ręce, jest wyzwaniem daleko większym niż swawolne hulanie z pomysłami.

2.

Małopolski Ogród Sztuk w KrakowieMichał Łepecki/Agencja GazetaMałopolski Ogród Sztuk w Krakowie

Małopolski Ogród Sztuk w Krakowie. Doskonały przykład na to, jak nie tracąc nic z twórczej swobody, dopasować się do historycznych wymogów dzielnicy. A zadanie nie było łatwe, bo obejmowało ciasną i historycznie (XIX i początek XX w.) wyraźnie zdefiniowaną tkankę miejską. Nietypowy, załamany kształt działki dodatkowo utrudniał zadanie. Budynek, choć na wskroś nowoczesny, fantastycznie wpisuje się w sąsiedztwo i może stanowić podręcznikowy przykład architektury tworzonej z szacunkiem dla otoczenia.

3.

Wydział Radia i TV Uniwersytetu Śląskiego w KatowicachDawid Chalimoniuk/EAST NEWSWydział Radia i TV Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Wydział Radia i TV Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Przykład w pewnym sensie podobny do krakowskiego. Tu jednak budynek wciśnięto na plac (a właściwie rozległe podwórko) przy wąziutkiej ulicy Pawła, w otoczenie dość nijakich, choć niepozbawionych swoistej aury, przedwojennych kamienic. Mądre wykorzystanie tradycyjnej cegły i drewna sprawiło, że budynek, choć nie ukrywa swej nowoczesności, równocześnie doskonale podąża za rytmem, poetyką najbliższych okolic. Kto chce, odnajdzie w nim śląskie reminiscencje, a kto chce – ducha południa Europy (główni projektanci pochodzą z Barcelony). Katowice zawsze wybierały architekturę ikoniczną, odcinającą się od otoczenia. Tym razem otrzymaliśmy coś przeciwnego.

3. AROGANCI

Najczęściej to po prostu nieudane ikony. Motywacja w obu przypadkach jest podobna: wyraziście zaistnieć w przestrzeni miasta. Ale Arogantom zawsze czegoś brakuje. A to właściwej miastu i otoczeniu skali, a to proporcji, a to wyrafinowania, a to oryginalności, a to zwykłego dobrego smaku i szacunku dla kontekstów. Dość, że zamiast znaczącymi symbolami i obiektami zachwytów stają się przedmiotem kpin i krytyk. A nawet oburzenia i złości, bo potrafią nieodwracalnie zepsuć pejzaż miasta. Aroganckie mogą być pomniki, rewitalizacje, obiekty inżynieryjne czy drogowe, rozwiązania urbanistyczne, a nawet przystanki (np. węzeł przesiadkowy w Łodzi ochrzczony Stajnią Jednorożców). Jednak głównie są to budynki.

1.

Sea Tower w GdyniMarek Michalak/EAST NEWSSea Tower w Gdyni

Sea Tower w Gdyni. Najbardziej spektakularny przypadek nieliczenia się z otoczeniem. W tym sensie ten wieżowiec tworzy dobrą komitywę z takimi realizacjami, jak Sky Tower we Wrocławiu czy Pazim w Szczecinie. Jest jednak z nich najgorszy, bo łączy wszystkie cechy butnego destruktora: jest szpetny, a nadto ustawiony niemal w centrum miasta, na które kładzie się długim, ponurym cieniem. Dodatkowo stanowi prowokacyjne wyzwanie wobec wspaniałej, przedwojennej modernistycznej architektury Gdyni. Co ciekawe, firma Invest Komfort, która owego kolosa wzniosła, buduje w Trójmieście bardzo eleganckie, kameralne i dyskretne osiedla mieszkaniowe.

2.

Świątynia Opatrzności w WilanowieRobert Neumann/ForumŚwiątynia Opatrzności w Wilanowie

Świątynia Opatrzności w Wilanowie. W konkursie na jej projekt, zorganizowanym w 1999 r., do realizacji wybrano wizję Marka Budzyńskiego. Uduchowioną, świetlistą, niezwykłą. Ale klerowi się nie podobała, bo – podobno – nazbyt przypominała pogański kurhan. Ogłoszono więc drugi konkurs i błędu przy wyborze już nie popełniono. Zwyciężył projekt prosty, ale pozbawiony finezji, za to górujący bezwstydnie (75 m wysokości) nad wyciszonym estetycznie Wilanowem. „Wyciskarka do cytrusów”, bo tak złośliwie go nazwano, to kwintesencja Kościoła butnego nieliczącego się z nikim i niczym. To urbanistyczny guz na miejskiej tkance, tak jak jeszcze gorsza bazylika w Licheniu na krajobrazie naturalnym.

3.

Zamek Przemysła w PoznaniuSebastian Czopik/ReporterZamek Przemysła w Poznaniu

Zamek Przemysła w Poznaniu. Nie pomogły protesty i apele. Wydawałoby się absurdalny pomysł doczekał się realizacji: nad Starym Miastem w Poznaniu stanęła w latach 2011–13 dziwaczna retrowersja Zamku Przemysła z XII w. Budowla, którą można by zatytułować „Jak mały Jasio wyobraża sobie dawne czasy”. W mieście, które nie może pochwalić się nadmiarem dobrej współczesnej architektury, wystawiono fantazyjny kloc, a upór kilku zdeterminowanych amatorów zaklinania przeszłości okazał się silniejszy od zdrowego rozsądku i nowoczesnego myślenia o jakości urbanistycznej miasta. Co najgorsze, trzeba dodać: na wieki wieków. Bo trudno się spodziewać jakiegoś nowego najazdu brandenburskiego.

4. MIEJSCA TRZECIE

Tego terminu pierwszy raz użył amerykański socjolog Ray Oldenburg na określenie tych miejsc w mieście, które nie są ani domem, ani pracą. W ostatnich dwu dekadach Polacy pokochali miejsca trzecie i spędzają w nich coraz więcej wolnego czasu. Ów trend doskonale wyczuwają samorządy, które na potęgę (choć niekiedy bez głowy) organizują przestrzenie publiczne sprzyjające rekreacji, spotkaniom, wypoczynkowi. Doszło do tego, że nawet prywatny inwestor stołecznego wieżowca Warsaw Spire zbudował koło niego starannie zaaranżowany na takie cele plac Europejski. Oto trzy najciekawsze realizacje.

1.

Nadbrzeża Wisły w WarszawieBartosz Krupa/EAST NEWSNadbrzeża Wisły w Warszawie

Nadbrzeża Wisły w Warszawie. Przez całe dekady narzekano, że stolica została bezpowrotnie odcięta od Wisły. Okazało się, że jednak nie ma rzeczy niemożliwych. Najpierw stworzono Park Fontann (2011), wprawdzie oddzielony od rzeki szeroką Wisłostradą, ale sprawiający, że warszawiacy nabrali nawyku bywania tu nie tylko na widowiskach multimedialnych, ale by zwyczajnie pomoczyć nogi. W 2015 r. oddano pierwszy fragment lewobrzeżnych „wypasionych” bulwarów, które ciągle są rozwijane i wydłużane. A równocześnie zagospodarowano brzeg prawy na bezpretensjonalne plaże. Dziś mieszkańcy mają do wyboru: pospacerować, a wieczorem pobalować na lewym brzegu Wisły lub powypoczywać – na jej brzegu prawym. Stolica przeprosiła się z rzeką.

2.

Wyspa Młyńska w BydgoszczyDymitr Kutz/ForumWyspa Młyńska w Bydgoszczy

Wyspa Młyńska w Bydgoszczy. Mimo że znajduje się dokładnie w środku miasta, to przez całe dekady służyła co najwyżej pokątnemu spożywaniu alkoholu. W 2006 r. rozpoczęto jej kompleksową odnowę. Zbudowano nowe kładki na nią prowadzące, ścieżki piesze i rowerowe, plac zabaw, łąkę rekreacyjną, wzmocniono brzegi, przez środek puszczono dodatkowy strumień, wszystko dobrze oświetlono. Odremontowano niemal wszystkie budynki i zbudowano atrakcyjną marinę. Już jest pięknie, a będzie rewelacyjnie, gdy zostanie zakończona trwająca obecnie rewitalizacja monumentalnych Młynów Rothera i ich otoczenia, z przeznaczeniem na cele kulturalne i edukacyjne. Wyspa, dotychczas rozdzielająca miasto, teraz idealnie je zespoliła w całość.

3.

Jezioro Ukiel w OlsztynieWojciech Wójcik/ForumJezioro Ukiel w Olsztynie

Olsztyński tandem. Stolica Warmii i Mazur wreszcie zrozumiała, że jej największym atutem jest przyroda. I brawurowo to wykorzystała. Na ów tandem wyśmienitych miejskich inwestycji w naturę składa się park Centralny oraz zagospodarowanie znajdującego się w granicach miasta jeziora Ukiel. Stworzenie znajdującego się w samym centrum miasta parku zajęło wiele lat. Ale efekt cieszy oko. To rozległe, mądrze zaplanowane miejsce na krótki relaks w ciągu dnia; spacer z dzieckiem, odpoczynek po pracy, poranny jogging. Z kolei imponujący projekt ukielski pomyślany został tak, by każdy znalazł tam coś dla siebie; od zaawansowanych wodniaków, przez rowerzystów, po miłośników dolce far niente. I by służył cały rok, także zimą. Park dobrze zszywa miasto, przystanie rozszerzają jego mentalne granice.

5. KULTURA

To chyba główny beneficjent budownictwa ostatnich dwu dekad. Decydujące okazało się wsparcie finansowe Unii Europejskiej, które sprawiło, że inwestorzy (głównie samorządy) mogli sobie pozwolić na międzynarodowe konkursy architektoniczne i śmiałe, nieliczące się z każdą złotówką, projekty. A równocześnie skończyły się czasy zaniedbań i deficytów dotyczące sal koncertowych, teatrów, bibliotek, filharmonii, muzeów. Czasami budowano wręcz na wyrost, ale nie ulega wątpliwości, że niemal zawsze efektownie. Niektóre miasta wykorzystały tę okazję perfekcyjnie (Katowice, Kraków, Szczecin, Gdańsk), inne raczej przespały (Warszawa, Poznań).

1.

Strefa Kultury w KatowicachWojciech Wójcik/ForumStrefa Kultury w Katowicach

Strefa Kultury w Katowicach. Potężne combo powstałe w większości na terenach po zamkniętej kopalni Katowice. Składa się nań Muzeum Śląskie (wpuszczone pod ziemię, ale i wykorzystujące część pokopalnianych, zrewitalizowanych budynków), pięknie nawiązująca do lokalnej tradycji siedziba NOSPR-u oraz imponujące Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Całość zamyka dawna ikona modernizmu – sala koncertowa Spodek. Na razie każdy z obiektów pyszni się z osobna, ale to kwestia czasu, by naprawdę „zszyły się” w jedną całość.

2.

Podgórze-Zabłocie w KrakowieAdrianna Bochenek/Agencja GazetaPodgórze-Zabłocie w Krakowie

Podgórze-Zabłocie w Krakowie. Pierwszy wyczuł potencjał tej części miasta Andrzej Starmach, który w 1997 r. przeniósł do budynku dawnego domu modlitwy Zuckera swoją galerię. Później jednak trzeba było poczekać do 2010 r., kiedy w zrewitalizowanej dawnej fabryce Schindlera otwarto poświęcone mu muzeum, zaś po sąsiedzku w eleganckich i nowoczesnych przestrzeniach zaczęło działać muzeum MOCAK. W 2014 r. nad samą Wisłą stanęła zaś architektonicznie intrygująca bryła Cricoteki. W dużym stopniu dzięki tym wszystkim placówkom zaniedbany niegdyś nadwiślański obszar ożył, a moda nań powoli zaczyna dorównywać tej kazimierzowskiej.

3.

Stacja Kultury w RumiiŁukasz Głowala/Agencja GazetaStacja Kultury w Rumii

Małe jest piękne. Przez ostatnie lata fascynowaliśmy się przede wszystkim kolejnymi otwarciami spektakularnych siedzib dużych instytucji kultury. Ale w ich cieniu powstało wiele skromniejszych, z równie ciekawymi i niebanalnymi rozwiązaniami architektonicznymi, urbanistycznymi, koncepcyjnymi. Placówek ożywiających i podnoszących estetyczny standard mniejszych miasteczek, a niekiedy poszczególnych dzielnic. Warto je doceniać i przypomnieć choć kilka z nich: Służewski Dom Kultury w Warszawie, Stacja Kultura w Rumi, Muzeum Ognia w Żorach, Pawilon Wyspiańskiego i Muzeum Czapskiego w Krakowie, Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu, Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu, Brama Poznania ICHOT czy Gdyńskie Centrum Filmowe.

6. REWITALIZACJE

W ostatnich dwu dekadach wiele cennych zabytkowych obiektów zostało bezpowrotnie utraconych (głównie budownictwo przemysłowe). Ale też na niebywałą skalę rozwinęła się rewitalizacja. Prywatni inwestorzy odnawiali stare pałacyki i zamieniali je na hotele czy centra spa, a stare dworki – na rezydencje. Przywracano do życia kamienice, a wiekowe fabryki, gazownie czy wojskowe forty zamieniały się w muzea. Z długiej listy ciekawych realizacji trzy są szczególnie imponujące.

1.

Centrum Manufaktura w ŁodziBeata Zawrzel/ReporterCentrum Manufaktura w Łodzi

Łódź. Nie ma w Polsce miasta, które tak imponująco realizowałoby proces rewitalizacji. Fakt, było się z czym zmagać, bo upadłych fabryk jest w tym mieście wyjątkowo wiele. Imponująco przerobiono dawną fabrykę Poznańskiego na centrum Manufaktura i stworzono jedne z pierwszych w Polsce klasycznych loftów – u Scheiblera. Setki mniejszych obiektów przerobiono na biura, hotele, mieszkania, restauracje. Dawna elektrownia EC1 została zamieniona w centrum nauki i techniki, a dawna fabryka Schweikerta – w kampus Politechniki Łódzkiej. Przykłady można by mnożyć. Do tego doszła systematyczna, precyzyjnie zaplanowana rewitalizacja zdegradowanego (a jakże pięknego) śródmieścia. Całkowicie odnowionych zostanie m.in. 145 kamienic i 20 ulic, a koszt całego przedsięwzięcia szacowany jest na miliard złotych!

2.

Nadodrze we WrocławiuMaciej Kulczyński/PAPNadodrze we Wrocławiu

Nadodrze we Wrocławiu. Dzielnica sąsiadująca ze ścisłym centrum, emanująca pozytywnym genius loci, a jednocześnie do niedawna zaniedbana i jakby zapomniana. 110 ha miasta zamieszkanych przez 35 tys. osób. W ten skrawek miasta wpompowano w ostatnich latach 140 mln zł. Warto było. Odremontowano kamienice i podwórka, zrewitalizowano tereny zielone, szkoły i boiska. Co najważniejsze, udało się w ów proces skutecznie i powszechnie włączyć mieszkańców, a dzielnicę wyprowadzano z cienia nie tylko na płaszczyźnie architektonicznej i urbanistycznej, ale też społecznej i kulturalnej, sprawiając, że teraz Nadodrze to wręcz hipsterska część miasta.

3.

Kopalnia Julia w WałbrzychuArno Burgi/DPA/PAPKopalnia Julia w Wałbrzychu

Kopalnia Julia w Wałbrzychu. Zamknięta w 1996 r. W 2004 r. wpisana do rejestru zabytków. Na początku tej dekady rozpoczęto jej kompleksową rewitalizację. Teraz w blisko 20 obiektach położonych na 4 ha znajdują się muzea, sale wystawiennicze, centrum ceramiki, sale konferencyjno-koncertowe, ma swoją siedzibę wiele organizacji, ośrodek kultury, zespół pieśni i tańca itd. Jakość cieszy oko, co jest zasługą mistrza od tego typu przedsięwzięć – Mirosława Nizio i jego pracowni. Kosztowało to niemało, bo 178 mln zł, ale w wyniszczonym ekonomicznie i społecznie Wałbrzychu ta inwestycja okazała się jak oaza dla dogorywającego na pustyni podróżnika.

7. PRZEŁAMYWANIE BARIER

Raz na jakiś czas pojawiają się realizacje, które rzucają wyzwanie dotychczasowym niekorzystnym, acz powszechnym tendencjom. I uzmysławiają, że można inaczej, lepiej, ciekawiej.

1.

19. Dzielnica w WarszawieAdam Stepień/Agencja Gazeta19. Dzielnica w Warszawie

19. Dzielnica w Warszawie. Po amoku powszechnego grodzenia osiedli i domów (także tych wybudowanych przez poprzednie pół wieku) nagle pojawiła się inwestycja, która poza stonowaną, wysmakowaną architekturą proponowała powrót do standardów tradycyjnego miasta. Tu chodzić może każdy, bez nieustannego korzystania z domofonów i szlabanów, tylko stwarzających pozory większego bezpieczeństwa mieszkańców. Przypomniana normalność znalazła wielu naśladowców (np. Żoliborz Artystyczny w Warszawie).

2.

Centrum Dialogu Przełomy w SzczecinieDariusz Gorajski/ForumCentrum Dialogu Przełomy w Szczecinie

Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie. Gdy większość architektów głowiła się, jak swe realizacje zamienić w widoczne z dala miejskie ikony, Robert Konieczny zaskoczył i udowodnił, że ikoniczna może być także budowla ledwie wystająca ponad poziom ziemi. Postąpił tak z szacunku dla sąsiadującego przez ulicę gmachu filharmonii, i to tak oryginalnie, że obiekt chwalono i nagradzano. To przykład, że pokora w architekturze czasami może przynieść lepsze efekty niż dumne wypinanie piersi.

3.

Blok mieszkalny Sprzeczna 4 w WarszawieFranciszek Mazur/Agencja GazetaBlok mieszkalny Sprzeczna 4 w Warszawie

Blok mieszkalny Sprzeczna 4 w Warszawie. Do wielu otoczonych złą sławą wspomnień z PRL należały także tzw. prefabrykaty dla budownictwa mieszkaniowego. Czyli gotowe większe fragmenty składane w bloki już na budowie. Lista grzechów była długa: słabe parametry izolacyjne, nieprecyzyjne wykonanie (legendarne już krzywe ściany), a przede wszystkim przekonanie, że zbudować z nich można jedynie banalne „klocki”. Dom przy Sprzecznej powraca do tej zarzuconej, choć oczywiście znacznie unowocześnionej technologii z brawurą (szybko, tanio, ładnie) i stanowi niepodważalny dowód, że warto się z nią przeprosić.

8. ZAMIESZKANIE

Od kiedy karty w budownictwie mieszkaniowym wielorodzinnym rozdają nastawieni na zysk deweloperzy, coraz trudniej wskazać realizacje wartościowe z architektonicznego, urbanistycznego i społecznego punktu widzenia. No, chyba że mówimy o niedużych, ekskluzywnych i na tyle drogich osiedlach, że można sobie było pozwolić na elegancję, oddech i inne wartości dodane. Z kolei żywiołowe budownictwo jednorodzinne uległo silnemu i trwałemu czarowi domów będących wprawdzie odreagowaniem dawnej schematycznej tzw. mazowieckiej kostki, ale przechylających się estetycznie w drugą stronę, ocierających się o kicz i mnożących dekory. Dlatego każdą jaskółkę dobrych zmian trzeba zauważyć.

1.

Realizacja Roberta KoniecznegoDawid Chalimoniuk/Agencja GazetaRealizacja Roberta Koniecznego

Realizacje Roberta Koniecznego. Architekt oraz jego pracownia KWK Promes przypominają współczesnego Don Kichota. Rolę wiatraków w tym przypadku pełni narodowy gust każący budować jednorodzinne domy w stylu dworkowo-całuśnym. Realizacje Koniecznego nie są może na każdą kieszeń, ale najważniejsze, że pokazują, jak pięknie, wygodnie i oryginalnie można żyć bez kolumienek, wykuszy, schodków i spadzistych, fikuśnie łamanych dachów. Nie proponuje architektury dla wszystkich, ale wyznacza trendy tego, co w jednorodzinnym budownictwie można uznać za dobry smak i elegancję.

2.

Nowe Żerniki we WrocławiuTomasz Pietrzyk/Agencja GazetaNowe Żerniki we Wrocławiu

Nowe Żerniki we Wrocławiu. Inspiracją dla budowy tego osiedla w 2009 r. stała się słynna wystawa WuWA z 1929 r., która wyznaczała nowe myślenie o zamieszkaniu (stąd projekt nazywany jest WuWA2). Siły zjednoczyli miejscowi architekci (SARP oraz Izba Architektów) i władze miasta tworząc projekt, który uwzględnia te potrzeby mieszkańców, o których zazwyczaj nie pamiętają deweloperzy: budowę przedszkola, szkoły, domu seniorów, domu kultury, boiska, kortów, placu zabaw i oczywiście wiele zieleni. Przedsięwzięcie, początkowo rozwijające się bardzo wolno, w ostatnich latach nabrało przyspieszenia i coraz realniej staje się kolejną wizytówką miasta.

3.

Siewierz-JeziornaDawid Chalimoniuk/Agencja GazetaSiewierz-Jeziorna

Siewierz-Jeziorna. To pierwsza w Polsce (na świecie powstały już setki) starannie zaplanowana próba realizacji osiedla w oparciu o zasady tzw. Nowego Urbanizmu (wzorcowe to np. Seaside, które zagrało w filmie „Truman Show”). Architektonicznie trudno tu mówić o nowoczesnych rozwiązaniach, ale urbanistycznie jest to miejsce zorientowane na wygodę mieszkańców. Ma wiele atutów: leży w pobliżu jeziora i lasów, jest świetnie skomunikowane z całym Śląskiem (do Katowic 20 min). Niestety, zainaugurowany w 2013 r. projekt nie rozwija się tak dynamicznie, jak się początkowo zapowiadało, ale zapewne w końcu przyspieszy, bo model zamieszkania, jaki proponuje, to świetna odtrutka na wielkomiejski chaos estetyczny i społeczny.

9. PORAŻKI

Lista niepowodzeń w walce o dobrą przestrzeń polskich miast jest długa i przykra. Od pastelozy, przez masowe grodzenie osiedli i arogancję inwestorów, po niekontrolowane rozlewanie się miast, gentryfikację ich centrów i wiele, wiele innych. Z tej listy wybrałem trzy, może nie najważniejsze, ale z pewnością charakterystyczne, a nawet symboliczne.

1.

Reklamy. W ostatnich trzech dekadach zalały nas reklamy zawieszane wszędzie i na wszystkim (już spotyka się je po wsiach, a nawet w szczerym polu). Próbowano z nimi walczyć na różne sposoby, oddolnie i odgórnie, na szczeblu centralnym i miejskim, zawsze jednak bezskutecznie. Reklamodawcy pozostają bezkarni i bezczelni. I praktycznie jedynym zwycięstwem skończyła się batalia o Stare Miasto w Krakowie (utworzono tam tzw. park kulturowy). Reklamy oszpeciły polskie miasta w stopniu nieporównywalnym z żadnym innym cywilizowanym krajem świata i, co gorsza, w tym tunelu nie widać światełka.

2.

Spuścizna socmodernizmu. Nie ma w tym kraju władz, które nie deklarowałyby swego wielkiego szacunku dla tradycji i historii oraz dla ratowania zabytków. Ale miłość do przeszłości kończy się gdzieś w okolicach 1939 r. Architektura powstała w „niesłusznym” okresie po II wojnie światowej jest lekceważona, a straty, jakie jej dotyczą – bagatelizowane, mimo że architekci podkreślają ich niekiedy wyjątkowe walory. W samej stolicy bezpowrotnie i lekką ręką pozbyliśmy się budowli-ikon socmodernizmu: kin Moskwa i Skarpa, pawilonów Emilia i Chemia, a przede wszystkim Supersamu. W Katowicach zniknął unikatowy brutalistyczny dworzec PKP. Inne umierają po cichu, niszczejąc, a te poddawane termoizolacji tracą z kolei swe podstawowe walory architektoniczne.

3.

Plac Defilad w Warszawie. Przykład jednostkowy, ale charakterystyczny. Trudno by zliczyć wizje, konkursy, koncepcje i plany jakie pojawiły się przez ostatnie 20 lat w związku z przyszłością tego centralnego miejsca w Warszawie. I co? I nic. Wiatr hula jak hulał tu za PRL, a jedynym sukcesem była likwidacja dwóch szpetnych hal targowych, które tu wyrosły. Ale co się dziwić, skoro do dziś nie udało się załatwić choćby jednej (i ponoć priorytetowej) cząstki tego problemu: budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Pierwszy konkurs ogłoszono 13 lat temu i po wielu perypetiach i nagłych zwrotach akcji do dziś nie wbito nawet łopaty w ziemię. W Chinach przez taki okres buduje się całe wielomilionowe miasta. Arcydzieło urzędniczej indolencji.

10. ROZCZAROWANIA

Można by też powiedzieć: niespełnione nadzieje. Czyli nowe fenomeny, które pojawiły się wraz z kapitalizmem i niejako obiecywały poprawę jakości przestrzeni polskich miast. Tymczasem często okazały się wirusami zarażającymi i w końcu uśmiercającymi dobry smak, tradycję, harmonię miejskiego krajobrazu.

1.

Centra handlowe. Na palcach jednej ręki policzyć można te, które dyskretnie i z wyczuciem wpasowały się w miejską tkankę. Znacznie łatwiej stworzyć długą listę tych, które arogancko rozsiadły się w miejscach, gdzie nigdy nie powinny się znaleźć (a przynajmniej w tym kształcie). Jak Galaxy w Szczecinie, MM w Poznaniu. Duże miasta jakoś jeszcze rekompensują ich natarczywość, ale w mniejszych estetyczne szkody są nieodwracalne, a za ich symbol niech posłuży Liwa w Kwidzynie.

2.

Mordor. To potoczna nazwa stołecznej biurowej dzielnicy ulokowanej wzdłuż ulicy Domaniewskiej. Z daleka wygląda przyzwoicie, ale dla jej użytkowników to horror (np. dojazd i wyjazd w godzinach szczytu oznacza stanie w gigantycznych korkach). Mordor jest symbolem, ale generalnie inwestycje biurowe w Polsce rozczarowują zachowawczą architekturą, urbanistyczną arogancją, społeczną obojętnością. Dopiero ostatnie lata przyniosły w tym zakresie pewną poprawę (np. Warsaw Spire z placem Europejskim), ale co się stało, to się nie odstanie.

3.

Dworce. Ambitny program rewitalizacji polskich dworców budził wielkie nadzieje. I rzeczywiście kilka inwestycji okazało się wyśmienitych lub przynajmniej bardzo dobrych, by wymienić Wrocław, Przemyśl, Lublin, Łódź, Tarnowskie Góry czy (na nowocześnie) Leszno lub Kutno. Ale równocześnie upowszechniła się nieznośna maniera dobudowywania do dworców narośli w postaci wielkich centrów handlowych (choć to właściwie dworce stały się ich naroślą). W ten sposób wielką szkodę uczyniono takim stacjom, jak Kraków, Katowice, Sopot, Poznań. Niefortunnie przerobiono też główną halę Dworca Centralnego w Warszawie. Z godnych wizytówek i bram do miasta stały się one często żałosnymi karykaturami.

***

Autor jest dziennikarzem POLITYKI.



Partnerzy Moje Miasto

Kraków Szczecin Warszawa
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama