Moje miasto

Los NA GŁOS

Dr Marcin Gerwin: jak oddać decyzje obywatelom

Dr Marcin Gerwin Dr Marcin Gerwin Krzysztof Mystkowski / KFP
Dr Marcin Gerwin o tym, jak panele obywatelskie mogą zmienić miasta i ich mieszkańców.

URSZULA SCHWARZENBERG-CZERNY: – W Warszawie można zaobserwować kryzys budżetu partycypacyjnego. W pierwszym, 4 lata temu, drogą elektroniczną głosowało 166 tys. osób, w tegorocznym tylko 88 tys.
MARCIN GERWIN: – To rzeczywiście duży spadek. Sądzę jednak, że frekwencja w głosowaniu nie jest miarą sukcesu budżetu obywatelskiego. Zagłosowało ok. 5 proc. osób uprawnionych, a jeżeli w dużym mieście ta frekwencja jest na poziomie 8–10 proc., to jest dobry wynik. Inaczej niż w przypadku wyborów.

Dlaczego frekwencja nie jest aż tak istotna?
Z mojej perspektywy najważniejsze jest to, aby budżet obywatelski przyczyniał się do poprawy jakości życia w mieście. Jeżeli się to udaje, a przy okazji jest zaangażowanych wiele osób – super. Ale realizowanie dobrych projektów przy udziale małej liczby mieszkańców również jest w porządku. W Polsce budżet obywatelski poszedł w stronę głosowania powszechnego. A tak wcale być nie musi. Kiedy proponowaliśmy w Sopocie wprowadzenie budżetu obywatelskiego – pierwszy raz w Polsce na poziomie miasta – to podstawowym elementem naszej wizji były spotkania mieszkańców, podczas których rozmawiałoby się o tym, jakie są priorytety dla miasta, jaki jest kierunek rozwoju. Pod to można przygotowywać później projekty. Model budżetu obywatelskiego, który mamy teraz w większości miast w Polsce, pełni funkcję aktywizującą mieszkańców, pozwala zgłosić projekt, zagłosować na niego, i to jest ważne i fajne. Ale nie jest to wykorzystanie w pełni potencjału, jaki niesie ze sobą budżet obywatelski.

Dlaczego nad budżetem partycypacyjnym głosuje tak mało osób, mimo że zaufanie do samorządu jest wśród Polaków na bardzo wysokim poziomie?
Ogólne zaufanie do prezydentów miast i radnych w Polsce jest rzeczywiście wyższe niż do rządu czy parlamentu. Uczestnictwo w budżecie obywatelskim to co innego. W Polsce ludzie są przyzwyczajeni do brania udziału w wyborach. Robi się to raz na kilka lat, informacje są w mediach przez wiele miesięcy. Poza tym w jednym głosowaniu decyduje się o kształcie polityki na najbliższe lata. Budżet obywatelski jest czymś nowym i w niektórych miastach może on dotyczyć jedynie drobnych wydatków i inwestycji.

Jak pan w takim razie ocenia z perspektywy czasu budżet partycypacyjny w Sopocie?
Mieszkańcy mojego miasta są akurat cały czas zainteresowani tym rozwiązaniem – frekwencja dochodzi nawet do 15 proc. Na pewno plusem jest to, że budżet obywatelski stał się stałym elementem polityki lokalnej. Brakuje natomiast dyskusji o kierunku rozwoju, możliwości wspólnego omówienia zgłoszonych projektów. Do tego jeszcze w Sopocie nie doszliśmy. Dlatego do wyboru projektów i ustalania kierunku rozwoju dobrze byłoby organizować panel obywatelski.

Jak on działa?
Wyłania się w losowy sposób grupę mieszkańców danego miasta. Tworzy się miasto w pigułce, dzięki ustaleniu kryteriów demograficznych: bierze się pod uwagę rejony miasta, w których dane osoby mieszkają, ich płeć, wiek i poziom wykształcenia. Ta grupa ma możliwość przedyskutowania zgłoszonych pomysłów, planów urzędu miasta. Do udziału, jako strony, zaprasza się organizacje pozarządowe i instytucje, swoje potrzeby i propozycje mogą przesłać także wszyscy mieszkańcy. Na tej podstawie przyjmuje się priorytety wydatków. Część pieniędzy można przeznaczyć na przykład na tereny zielone, część na projekty edukacyjne, a część na jeszcze coś innego. Pod to tworzy się konkretne propozycje rozwiązań i na koniec panel obywatelski decyduje, które będą realizowane.

Wtedy nie ma już powszechnego głosowania.
Dla osób, które zgłaszają projekty, oznacza to w praktyce, że nie trzeba organizować kampanii promocyjnej. Wystarczy przyjść na jedno spotkanie i przedstawić osobiście swoją propozycję. To wyrównuje szanse pomiędzy projektami. Do tej pory w wielu miastach było tak, że jeżeli ktoś ma dostęp do dużej bazy mailowej i wielu znajomych na Facebooku, jest w stanie wygrać w głosowaniu. Tymczasem w panelu obywatelskim wszyscy mają tyle samo czasu na prezentację swojej propozycji, można także zadawać pomysłodawcom pytania, czego dziś bardzo brakuje.

A czy panel obywatelski może podejmować decyzje o formule budżetu partycypacyjego?
Tak. Może także przejrzeć cały budżet miasta, choć jest to spore wyzwanie. W Melbourne panel zajmował się planowanymi wydatkami na następne 10 lat, na kwotę kilku miliardów dolarów australijskich. Tematem panelu mogą być także inne kwestie – edukacyjne, społeczne, niemal cokolwiek, co jest ważne dla mieszkańców. Najlepiej jednak, gdy temat dotyczy potencjalnie wszystkich mieszkańców i jest precyzyjnie określony.

W jaki sposób włącza się do panelu obywatelskiego osoby, które nie odpowiadają modelowemu wyobrażeniu o mieszkańcach dużego miasta – słabiej wykształcone czy gorzej sytuowane?
Kiedy organizuje się panel obywatelski w Gdańsku, zapraszani są mieszkańcy z każdej z 34 dzielnic. Niektóre z tych dzielnic są naprawdę małe, mają trochę ponad tysiąc mieszkańców. Wysyłamy do wszystkich dzielnic zaproszenia, losując wcześniej, do jakiej grupy demograficznej mają one trafić. Panelistki i paneliści otrzymują 600 zł diety, co jest rekompensatą np. za dojazd czy za opłacenie opieki dla dziecka na czas spotkań panelu. Dieta aktywizuje ponadto osoby, które zwykle nie biorą udziału w tego rodzaju spotkaniach. W gdańskim panelu przekrój społeczny może być bardzo zróżnicowany. Może zostać wylosowana i profesor z uniwersytetu, i bezrobotny.

Zdarza się, że biorący udział w panelu zmieniają zdanie na podejmowany temat?
Zdecydowanie. Można przyjść na panel z bardzo podstawowymi informacjami i dowiedzieć się na dany temat na tyle dużo, że pod koniec głosuje się inaczej, niż się zakładało na początku. Jest wiele badań z różnych państw na świecie, które pokazują, że deliberacja i zapoznawanie się z tematem może spowodować znaczną zmianę stanowiska grupy. Poza tym mogą to być dla mieszkańców tematy nowe. Pierwszy panel w Gdańsku dotyczył tego, jak lepiej przygotować miasto na ulewy. Przecież to techniczne zagadnienie. Zwykły mieszkaniec nie zastanawia się na co dzień nad tym, jak spowolnić spływ wody deszczowej przez Trójmiejski Park Krajobrazowy. Jeżeli eksperci zaproponują dwa konkretne, poprawne merytorycznie rozwiązania, to wyboru dokonuje gospodarz. A gospodarzem miasta są jego mieszkańcy.

Wyobraża pan sobie przeniesienie takich dyskusji do sieci?
Nie, bo to obniży ich jakość. Kontakt osobisty jest istotny, szczególnie w aspekcie zmiany postaw i poglądów.

Czy wypracowane standardy takich spotkań można by wykorzystać w skali ogólnokrajowej lub ogólnounijnej?
To już się dzieje. W tym roku, w maju, na zamówienie Komisji Europejskiej odbył się unijny panel, którego celem było ułożenie pytań do konsultacji na temat przyszłości Europy. Z kolei na poziomie państwa jest przykład Irlandii, gdzie również w tym roku panel obywatelski wypowiedział się za zniesieniem aborcji i zajmował się m.in. kwestią zmian klimatu.

A czy jest jeszcze w miastach przestrzeń na kolejne inicjatywy demokratyczne?
Przydatne są warsztaty projektowe, które można organizować na wiele różnych sposobów. Nie muszą one angażować całej społeczności, a jedynie grupę osób, które zajmują się danym tematem. Przyszłością jest także senat obywatelski, w skład którego wchodzą byli paneliści. Jego rolą jest przede wszystkim decydowanie o tematach paneli na nadchodzący rok czy zatrudnianie koordynatorów paneli.

Czy panel nie jest zbyt kosztowny?
Im miasto jest większe, tym ma większy budżet. Dla Warszawy kwota 200 tys. zł to nie jest dużo. Dla mniejszego miasta już tak i można wówczas szukać sposobów na obniżenie kosztów do około 100 tys. zł. Samo zorganizowanie losowania to nieduży wydatek: wybieramy mieszkańców elektronicznie, korzystając z rejestru wyborców, a później wysyłamy im jedynie listy.

Pojawiają się głosy, że skoro to niemały koszt dla budżetu miasta, to panel powinien też przynosić wymierne efekty?
Oczywiście, ale to się dzieje. Panel pozwala podejmować trafne decyzje w takim sensie, że odzwierciedlają to, czego mieszkańcy rzeczywiście chcą. W Gdańsku i w Lublinie zorganizowane zostały panele na temat poprawy jakości powietrza. Ich rekomendacje zdecydowanie przekraczają dotychczasowe plany urzędów miast. Paneliści zarekomendowali na przykład wprowadzenie pełnego zakazu palenia węglem w domowych piecach, czego nie zakładano wcześniej.

Jakie jeszcze rozwiązania przedstawiono urzędnikom?
W Lublinie przyjęto 55 rekomendacji, które znacząco zmieniają politykę miasta. Paneliści postawili na transport zbiorowy i rowery – wprowadzenie strefy czystego transportu w centrum miasta. Zarekomendowali dotacje na docieplanie szkół, zwiększenie powierzchni terenów zielonych, nasadzeń drzew i wiele innych. Widać, że ludzie chcą rozwiązań ekologicznych, chcą żyć w miastach, gdzie jest czyste powietrze, dużo zieleni i gdzie jest łatwo się poruszać transportem publicznym. Wprowadzenie tego wszystkiego w życie to już zadanie urzędników. Jeżeli jakieś miasto w Polsce wprowadzi jakieś rozwiązania, to inne się przyglądają, jak to działa, i potem same chcą z tego korzystać. Tak działa siła pozytywnego przykładu. Mam nadzieję, że tak będzie również z panelami obywatelskimi. Wiele miast, jak choćby Warszawa, Poznań czy Kraków, mogłoby skorzystać na ich regularnym organizowaniu. A panele przydają się szczególnie do rozstrzygania spraw kontrowersyjnych.

Dlaczego urzędy same nie zdecydowałyby się na tak przyszłościowe rozwiązania?
Mieszkańców, którzy biorą udział w panelu, nie ogranicza cykl kampanii wyborczych ani też dotychczasowy sposób funkcjonowania urzędu. Mogą myśleć w perspektywie całego swojego życia. Myślą w kategoriach, co powinno zostać zrobione, aby w mieście żyło się im lepiej. Taki zresztą jest sens demokracji – ludzie decydują o swoim życiu, o tym, jak wygląda ich miejsce, jak funkcjonuje ich społeczność. Zauważyliśmy, że panel obywatelski może być impulsem dla urzędu, by lepiej zorganizował swoją pracę. Do wykorzystania jest także lepsza współpraca z organizacjami pozarządowymi. Nie wszystko musi być realizowane bezpośrednio przez urząd, jak choćby integracja imigrantów. Urząd może zajmować się formalnościami, dokumentami, gdyż to akurat jest jego rola, jednak bieżące wsparcie mogą zapewniać organizacje pozarządowe, które specjalizują się w tym temacie.

A ruchy miejskie? Kiedyś była to w miastach poważna siła...
One ciągle istnieją, choć mam wrażenie, że coś się zmieniło. Kiedyś to były organizacje pozarządowe i grupy nieformalne, które działały na rzecz jakichś spraw w swoich miastach. Dla przykładu jako Sopocka Inicjatywa Rozwojowa z założenia nie rejestrowaliśmy się, bo chcieliśmy występować w urzędzie czy w rozmowach z radnymi jako zwykli mieszkańcy. Mieliśmy swój plan i zależało nam po prostu na tym, aby pewne rozwiązania zostały wprowadzone. W Polsce część organizacji lub ich członków zdecydowała się na udział w wyborach, w czym oczywiście nie ma nic złego, jednak zmienia to trochę charakter działania i może mieć wpływ na relacje z urzędnikami czy radnymi. Jest takie określenie ruchów miejskich, że są to pionierzy nowych idei. Można to robić na wiele sposobów, również będąc w radzie miasta, choć za idealną sytuację uznałbym taką, gdy organizacja współpracuje z urzędem, proponując nowe rozwiązania. Żeby to jednak działało, potrzebni są w urzędzie otwarci na współpracę partnerzy. Część osób z ruchów miejskich zdecydowała się na pracę w nich, co też jest na plus, bo dobrze jest, gdy są tam ludzie znający się na rzeczy. Moje odczucie jest takie, że na przestrzeni ostatnich lat ruchom miejskim udało się wpłynąć na wizję rozwoju wielu miast, zmianę sposobu patrzenia na nie. Także dzięki nim ruszyły innowacje w demokracji. Na razie na poziomie lokalnym, ale chciałbym, aby panele obywatelskie rozstrzygały także kwestie na poziomie państwa.

ROZMAWIAŁA URSZULA SCHWARZENBERG-CZERNY

***

Autorka jest dziennikarką POLITYKI.

***

Dr Marcin Gerwin jest politologiem, specjalistą do spraw zrównoważonego rozwoju i partycypacji. Współzałożyciel Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, która doprowadziła w tym mieście do ustanowienia pierwszego w Polsce budżetu partycypacyjnego. Koordynator paneli obywatelskich.

Raporty Polityki „Twoje miasto, twój wybór” (100137) z dnia 10.09.2018; Miasta obywateli; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Los NA GŁOS"


Partnerzy Moje Miasto

Kraków Szczecin Warszawa Sopot
Reklama

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama