Moje miasto

INSTRUKCJA OBSŁUGI

INSTRUKCJA OBSŁUGI

Organizacja wyborów samorządowych jest trudniejszym wyzwaniem niż wybory do Sejmu, Senatu, wybory europarlamentarne czy prezydenckie. Organizacja wyborów samorządowych jest trudniejszym wyzwaniem niż wybory do Sejmu, Senatu, wybory europarlamentarne czy prezydenckie. Beata Zawrzel / Reporter
Polityka

Wybory samorządowe są najtrudniejszym pod względem organizacyjnym głosowaniem w Polsce. Startuje w nich ponad 200 tys. kandydatów do ubiegających się o funkcje w samorządach gminnym, powiatowym i wojewódzkim. Tysiące różnych wzorów kart wyborczych, które muszą być bezbłędnie przygotowanie i wydrukowane, a potem odpowiednio rozdystrybuowane pomiędzy obwodowe komisje wyborcze. Organizacja tego wydarzenia jest trudniejszym wyzwaniem niż wybory do Sejmu, Senatu, wybory europarlamentarne czy prezydenckie.

Tegoroczne wybory samorządowe zbiegły się z wprowadzeniem nowych przepisów, które zmieniły Kodeks wyborczy, a także ustawę o samorządzie gminnym, ustawę o samorządzie wojewódzkim i ustawę o ustroju miasta stołecznego Warszawy.

Dla POLITYKI nowelizację prawa i inne aspekty ważne dla uczestników tych wyborów analizują eksperci wyborczy Fundacji Batorego: dr Adam Gendźwiłł, adiunkt w Zakładzie Rozwoju i Polityki Lokalnej na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, i dr hab. Jacek Haman, Zakład Statystyki, Demografii i Socjologii Matematycznej, Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

1.

Nadal będziemy wybierać te same organy: sejmik województwa, radę gminy lub radę miasta, wyjątkowo w Warszawie radę dzielnicy, a także wójta, burmistrza lub prezydenta, wszędzie poza największymi miastami również radę powiatu ziemskiego. W zależności od tego, w jakiej gminie mieszkamy, dostaniemy trzy albo cztery karty wyborcze, które będą miały różne kolory, dla odróżnienia, że dotyczą różnych wyborów.

Nadal część wyborów będzie się odbywała w systemie proporcjonalnym, a w części będzie obowiązywała reguła większościowa. W regule większościowej prowadzone będą wybory wójta, burmistrza i prezydenta, gdzie obowiązuje zasada większości bezwzględnej. Oznacza to, że trzeba zdobyć co najmniej połowę głosów plus jeden. Jeżeli taki wynik nie zostanie osiągnięty w pierwszej turze, dwa tygodnie później odbędzie się druga. – Natomiast, żeby zostać radnym w gminie do 20 tys. mieszkańców, trzeba być najlepszym w jednomandatowym okręgu wyborczym. Niezależnie od liczby kandydatów, niezależnie od poparcia, trzeba mieć po prostu najlepszy wynik – tłumaczy dr Adam Gendźwiłł z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nowością dla wyborców z miast liczących powyżej 20 tys. mieszkańców będzie to, że na kartach wyborczych oprócz nazwy listy będą mogły pojawić się też identyfikujące ją emblematy graficzne, dodatkowe symbole. – To może z jednej strony wyborcom pomóc, ale z drugiej może być też źródłem nieczystej rywalizacji między komitetami – ocenia dr Gendźwiłł.

2.

W wyborach w 2014 r., w wyniku ówczesnej nowelizacji Kodeksu wyborczego, komisje obwodowe nie musiały już raportować, z jakiego powodu uznały głos za nieważny. Nikt nie spodziewał się, że będzie to miało znaczenie w sytuacji, gdy 18 proc. oddanych głosów w wyborach do sejmików wojewódzkich było nieważnych. Z raportu Fundacji Batorego (który powstał po analizie zarchiwizowanych kart wyborczych z losowo wybranych obwodów) wynika, że za wzrost odsetka głosów nieważnych w wyborach do sejmików był odpowiedzialny wyraźny przyrost głosów wielokrzyżykowych, a nie głosów pustych, czyli kart wrzuconych bez krzyżyka. Prawdopodobnie przyczyną takiego stanu rzeczy były projekt kart wyborczych przygotowanych w formie książeczki i niewystarczające instrukcje wyjaśniające, jak oddać ważny głos. Niektórzy wyborcy konsekwentnie od początku do końca stawiali po jednym krzyżyku na każdej liście (stronie). Byli tacy, którzy po dwóch, trzech stronach orientowali się, że coś jest nie tak, i przestawali je stawiać. Były też karty, które zostały uznane jako głos ważny, mimo że były nieważne – po prostu członkowie komisji wyborczej przestawali sprawdzać książeczkę po pierwszym napotkanym krzyżyku, choć powinni przejrzeć cały dokument. Należy pamiętać, że w województwie mazowieckim w wyborach do sejmiku w 2014 r. uczestniczyło nawet dwadzieścia list, co przekładało się na grube książeczki wymagające czasochłonnego sprawdzania.

Państwowa Komisja Wyborcza wyciągnęła z tej sytuacji wnioski i więcej uwagi poświęca teraz projektowi karty wyborczej. Problem jest jednak nie tylko z tym, gdzie i w jakiej ilości popełniają błędy głosujący na kartach wyborczych, ale także z tym, jakie stawiają na nich znaki. W obecnym Kodeksie wyborczym dopisywanie dodatkowych nazwisk albo komentarza na karcie do głosowania pozostaje legalne, ale staje się również kontrowersyjne – gdy będzie towarzyszyć oddawanym głosom, będzie rodziło problemy interpretacyjne w obwodowych komisjach wyborczych.

Zmienia się bowiem definicja znaku „X” na kartach do głosowania: za ważne uznane zostaną także znaki składające się z więcej niż dwóch przecinających się linii. – Kwestia krzyżyka jest drugorzędna, bo głosy, na których są znaki inne niż „oczywisty krzyżyk”, to tak naprawdę ułamek procentu – ocenia dr hab. Jacek Haman. – Ale rzeczywiście nowa definicja jest gorsza, wbrew pozorom mniej jednoznaczna niż stara, zresztą zapisana nie w ustawie, ale w instrukcjach Państwowej Komisji Wyborczej. W sporadycznych sytuacjach może ona prowadzić do zamieszania; tu dużo będzie zależeć od rozsądku członków komisji obwodowych. Tę opinię podziela dr Gendźwiłł: – Również liczę na zdolność do wypracowania porozumienia w komisjach. Albo na czytelne instrukcje ze strony Państwowej Komisji Wyborczej na określenie kryteriów uznawania głosów za ważne czy nieważne.

3.

Niektórzy i tak celowo – na znak protestu – oddawać będą puste kartki. Albo ukwiecać będą karty do głosowania epitetami, rysunkami lub intrygującymi dopiskami. – Dla mnie najciekawszy przykład to karta, na której oprócz krzyżyka było napisane mniej więcej tak: „Oświadczam, że oddaję głos na kandydata numer tyle i tyle z listy numer taki i taki. Tylko to jest moja preferencja wyborcza, każda inna zaznaczona na tej karcie będzie próbą sfałszowania mojego głosu”. I podpis. To coś mówi nam o wyborach, o tym, na ile ufamy sobie wzajemnie – opowiada dr Gendźwiłł.

Ta nieufność spowodowała, że w nowelizacji uniemożliwiono głosowanie korespondencyjne, co ogranicza udział w wyborach osobom starszym i z niepełnosprawnościami. Wnioskodawcy niekorzystnej zmiany argumentowali skalą wykorzystania tego przepisu i brakiem „przejrzystości”, kto korzysta z takiej możliwości. Nieprędko doczekamy się także w Polsce możliwości głosowania elektronicznego. – Pamiętamy jeszcze opowieść o ruskich serwerach z 2014 r. – tłumaczy dr Gendźwiłł. Jego zdaniem po katastrofie systemu informatycznego w 2014 r., po nieudanym ogłaszaniu wyników i po głośnej działalności Ruchu Kontroli Wyborów pozostała nieufność do procesu wyborczego. Nowelizacja przepisów zakłada za to działanie dwóch komisji wyborczych w każdym lokalu wyborczym: jedna ma prowadzić głosowanie, a druga zająć się ustalaniem wyników.

Według ostrożnych kalkulacji w Polsce będzie potrzebnych przynajmniej 250 tys. członków obwodowych komisji wyborczych. Obwody głosowania będą mogły być większe, więc komisji może będzie mniej niż w 2014 r. Komisje, choć dwie na obwód, będą mogły być też mniej liczne i nie będą jednak korzystać ze wsparcia systemu informatycznego podczas liczenia głosów. Będą musiały podpisać protokół papierowy, a dopiero później wprowadzić go do systemu elektronicznego, choć nie był on do tej pory jedynie maszynką do przesyłania wyników, ale pomagał weryfikować poprawność rachunkową liczenia głosów.

4.

W poprzednich wyborach zdarzały się błędy w komisjach wyborczych, kwalifikowanie głosów ważnych jako nieważne i nieważnych jako ważne, jednak według wyników badań zespołu ekspertów Fundacji Batorego ich udział w skali kraju był na poziomie marginalnym, sięgającym ułamka procent głosów. Co więcej były to błędy wzajemnie się znoszące, bo ich przypadkowość nie pozwalała na przechył w jedną stronę, zwłaszcza w skali kraju. – Jeśli ktoś ma na to ochotę, to najlepiej włączyć się w kontrolę procesu wyborczego w roli członka komisji obwodowej, męża zaufania kandydata lub społecznego obserwatora z ramienia jednej z wielu organizacji, które planują w tym roku akcję obserwacyjną – mówi dr hab. Haman.

Do tej pracy zwykle nie ma nadmiaru chętnych – warto się zatem skontaktować z którymś z komitetów wyborczych i zgłosić gotowość do pracy w komisji lub jako mąż zaufania. – W ten sposób będzie można dla kontroli wyborów zrobić najwięcej. Dostanie się także bardziej szczegółowy instruktaż, jak należy to robić, bo często działania same z siebie legalne mogłyby doprowadzić do niepotrzebnego konfliktu z komisją – tłumaczy dalej dr hab. Haman.

Można też skontaktować się z którąś z organizacji społecznych. I przez nie każdy ma prawo uczestniczenia w pracach obwodowej komisji wyborczej, dokumentowania ich i zgłaszania uwag do protokołu – zapewnia to instytucja społecznego obserwatora wprowadzona nowymi przepisami.

Obywatele mogą także brać udział w kampanii wyborczej. Nie w czasie ciszy wyborczej i nie w lokalu wyborczym. – Ale nowe regulacje kodeksowe dopuszczają, by członkowie obwodowych komisji wyborczych również prowadzili agitację, natomiast oczywiście nie w dniu wyborów i nie w swojej komisji – mówi dr Gendźwiłł. Efektem innej zmiany prawa jest to, że komisje wyborcze w większym niż dotychczas stopniu zostaną obsadzone przez członków partii politycznych. Jednak jeśli członek komisji przypnie sobie znaczek z logo swojego ugrupowania, zostanie to jednoznacznie zakwalifikowane jako agitacja.

W przypadku wyborów samorządowych nie ma centralnego momentu stwierdzania ważności, to sądy lokalne są uprawnione do rozstrzygania w tych kwestiach. Protestów wyborczych zawsze jest sporo i mają one szczególne znaczenie: o zwycięstwie decydują tu niewielkie liczby głosów. Bywa że – szczególnie w małych gminach – kandydat wygrywa przewagą jednego lub dwóch.

5.

Element walki ogólnokrajowej będzie bardzo mocno obecny w tych wyborach – mówi dr Gendźwiłł. – Chociaż przekonanie polityków ze szczebla centralnego, że są one papierkiem lakmusowym preferencji politycznych, jest złudne. Badania pokazują, że po pierwsze, uczestniczą w nich nieco inni wyborcy niż w wyborach parlamentarnych, po drugie, ci sami wyborcy mogą mieć inne preferencje przy głosowaniu na lokalne władze. Mogą przecież uważać, że to ugrupowanie, które jest lepsze w ich samorządzie, nie nadaje się do reprezentowania ich na szczeblu parlamentarnym.

***

Autorka jest dziennikarką POLITYKI.

Reklama

Czytaj także

Kultura

Podróże z Leonardem da Vinci

500 lat temu zmarł Leonardo da Vinci. Takiej rocznicy świat przegapić nie może, wyścig świętujących zaczął się wcześnie – i wybuchowo.

Piotr Sarzyński
16.04.2019
Reklama