Nauka

Czy, kiedy i jak plastik zniknie z krajów Unii Europejskiej?

Czy, kiedy i jak plastik zniknie z krajów Unii Europejskiej?

Prohibicja obejmie m.in. jednorazowe słomki. Prohibicja obejmie m.in. jednorazowe słomki. Pixabay
Unia Europejska przyjęła tzw. dyrektywę plastikową. Za jej pomocą chce ograniczyć negatywny wpływ niektórych jednorazowych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko. Jak i co konkretnie się zmieni?

Dlaczego trzeba się pozbyć plastiku?

Szykuje się spora rewolucja, bo część przedmiotów zostanie objęta zakazami, część będzie poddana ograniczeniom, które sprawią, że będziemy ich rzadziej używać. Na wielu znajdą się informacje o tym, jak się ich pozbyć w sposób możliwie przyjazny naturze. Producenci jeszcze innych przedmiotów będą ponosić koszty ich utylizacji i sprzątania. Dorzucą się też do akcji informacyjnych o niekorzystnym wpływie swoich wyrobów.

Nowe przepisy wzięły się z zaniepokojenia rozmiarem zanieczyszczenia wód. Rzecz nie jest jedynie kwestią estetyki. Przedmioty z tworzyw sztucznych łatwo przedostają się do mórz, spływają do nich np. rzekami, co zdarza się w krajach nawet tak uporządkowanych jak Japonia. Ilość plastikowych odpadów w morzach i oceanach rośnie, śmieci wędrują na dystanse mierzone w tysiącach kilometrów, opadają nawet na dno Rowu Mariańskiego.

Pod wpływem ruchów wody morskiej przedmioty wykonane z plastiku rozpadają się na mniejsze części. Takie małe drobinki plastiku wnikają we wszelkie zakątki podmorskiego ekosystemu, znajdowano je choćby w bałtyckich śledziach. Naukowcy wciąż nie potrafią określić, jak obecność plastiku w morskich stworzeniach wpływa na zdrowie zjadających je ludzi. Wiadomo za to zbyt dobrze, że większe plastikowe elementy są zabójcze dla połykających je żółwi, waleni i ptaków.

Głównym sposobem szacowania poziomu zanieczyszczenia w morzach są oględziny brzegów. Od 80 do 85 proc. wszystkich odpadów znajdowanych na europejskich plażach wytworzonych jest z tworzyw sztucznych. Mniej więcej jedna czwarta z nich to narzędzia połowowe, np. porzucone lub zgubione sieci rybackie. 43 proc. to jednorazowe przedmioty codziennego użytku, zazwyczaj używane poza domem, w ulicznej czy szybkiej gastronomii. Większość z nich jest w polu zainteresowania dyrektywy.

Nowe reguły zaczną obowiązywać od wiosny 2021 r. Do tego czasu państwa członkowskie, w tym Polska, mają czas na jej obowiązkowe wdrożenie.

Czytaj także: Łososie umierają, płynąc

Prohibicja plastikowa: „nie” dla słomek, patyczków, kubków ze styropianu

Listę przedmiotów zakazanych – tu państwa członkowskie migać się nie mogą, zakaz muszą wprowadzić – otwierają plastikowe patyczki higieniczne. Prohibicja obejmie jednorazowe słomki i mieszadełka do napojów, sztućce, czyli widelce, noże, łyżki, łyżeczki i bardzo popularne w Europie pałeczki, a także talerze i patyczki do balonów.

Dyrektywa rozszerza zakaz na wszystkie produkty, do wytworzenia których wykorzystano plastik oksy-degradowany, reklamowany jako tworzywo ulegające łatwiej rozkładowi pod wpływem m.in. promieni słonecznych. W rzeczywistości jedynie szybciej rozpada się on na drobny pył, mający taki sam skład jak wyjściowy przedmiot, a jego prawidłowa utylizacja jest kłopotliwa i kosztowna. Wyrok zapadł też na kubki, pojemniki do żywności i napojów wykonanych ze styropianu.

Przedmiotów objętych zakazem nie będzie można legalnie kupić w żadnym państwie Unii Europejskiej. Kto nie wyobraża sobie życia bez np. jednorazowych plastikowych łyżek, niech zacznie robić zapasy. Po wiośnie 2021 r. zostanie wtórny rynek, import własny z krajów spoza Unii albo sprzedaż spod lady, o ile znajdą się sprzedawcy gotowi ryzykować kary za wprowadzanie zakazanych towarów do obrotu.

Czytaj także: Ocean Cleanup rozprawi się z Wielką Pacyficzną Plamą Śmieci

Ograniczenie zużycia plastiku

Władze krajowe będą miały więcej do powiedzenia w kwestii kolejnej grupy produktów. Dyrektywa nakazuje, aby jednorazowe pojemniki na żywność i kubki były rzadziej używane. To do rządów państw członkowskich będzie należał wybór metod zmierzających do redukcji użycia tych przedmiotów, mogą to osiągnąć np. przez wyznaczenie celów segregacji albo ustalenie opłaty za plastikowe jednorazówki. Rozwiązania wprowadzane przez rządy mają być „ambitne” i „trwałe”, ale właśnie ta część dyrektywy jest najbardziej krytykowana przez pozarządowe organizacje ekologiczne, głównie przez brak unijnego jednolitego celu redukcji.

Czytaj także: Zaleje nas ocean plastikowych toreb

Butelki, nakrętki, chusteczki, podpaski

Poważnym problemem są zakrętki od butelek. Tylko nieliczne trafiają do selektywnej zbiórki, większość ląduje nieprzetworzona albo na wysypiskach, albo – świadczy o tym wygląd m.in. plaż – w środowisku. Stąd przekonanie, że nakrętka powinna jak najdłużej pozostawać przy butelce, co powinno ułatwić selektywną zbiórkę obu elementów. Wielu producentów napojów w różnych krajach już połączenia takie stosuje. W zeszłym roku bezskutecznie próbowano wprowadzić taki wymóg w Kalifornii. W Unii ma obowiązywać od 2022 r. Pokrywki lub wieczka pojemników na napoje, w praktyce przede wszystkim zakrętki butelek, będą musiały być przytwierdzone do tegoż pojemnika przez zamierzony czas korzystania z produktu.

Od 2025 r. jednorazowe butelki plastikowe będą w jednej czwartej musiały składać się z przetworzonego plastiku, od 2030 r. poziom ten podniesie się do jednej trzeciej. Dzięki temu wzrośnie zapotrzebowanie na odzyskiwanie plastiku i bardziej wydajną selektywną zbiórkę. Dyrektywa wyznacza konkretne cele. W 2025 r. do selektywnej zbiórki musi trafić 77 proc. butelek, od 2029 już 90 proc. Państwa członkowskie mogą wybrać metodę zachęt, np. wprowadzić system kaucyjny. W Polsce zapowiedział go minister środowiska Henryk Kowalczyk, podając orientacyjną cenę 10 gr za oddaną do skupu butelkę.

Zmiany czekają wyroby tytoniowe z filtrem, kubki na napoje, nawilżane chusteczki i podpaski. Na ich opakowaniach (a w przypadku kubków – bezpośrednio na nich) znajdą się dobrze widoczne i ujednolicone informacje o tym, jak te produkty unieszkodliwiać, jakie skutki powoduje porzucanie ich w środowisku, i o tym, że zawierają tworzywa sztuczne.

Producenci mający w ofercie pojemniki na żywność i napoje, butelki, kubki, opakowania i owijki, lekkie torby plastikowe i wyroby tytoniowe z filtrem zostaną obciążeni kosztami zbierania odpadów złożonych z tych produktów, ich transportu i przetwarzania, uprzątnięcia i upowszechniania wiedzy o metodach ich utylizacji. Sprzęt połowowy zostanie objęty podobnymi regulacjami, producenci będą ponosić koszty sprzątania, za pośrednictwem specjalnych funduszy pieniądze z opłat powinny spływać np. do gmin, zajmujących się utrzymaniem czystości na swoim terenie.

Rzecz jasna producenci nie są organizacjami charytatywnymi, przerzucają koszty takich opłat na konsumentów, ale dzięki temu za sprzątanie np. niedopałków papierosów płacą tylko ci, którzy papierosy kupują.

Czytaj także: Jak żyć „zero waste”?

Kto zbierze cały nasz plastik?

Sam recykling nie jest w stanie rozwiązać problemów związanych z używaniem plastiku. Aby mógł trafić do przetworzenia, musi być zebrany, a z tym są – m.in. w Polsce – poważne problemy. Organizacje pozarządowe zajmujące się ochroną środowiska apelują, by włączyć je w proces dostosowania polskich przepisów do potrzeb dyrektywy. To od działaczy europejskich NGS′ów wyszły postulaty przyjęte w dyrektywie, ich stanowisko będzie przeciwwagą bądź uzupełnieniem dla postulatów przedstawicieli przemysłu i firm przetwarzających odpady. Ich zdaniem nacisk musi być położony na prewencję, ograniczenie zużycia plastikowych jednorazówek i ponowne użycie, co nie jest w interesie producentów. Ale tylko takie rozwiązania przyniosą rzeczywiste skutki zanieczyszczenia plastikiem.

Dlatego – mówią działacze – trzeba decydować się na systemy kaucyjne i wymagania o zawartości plastiku pochodzącego z recyklingu w nowych produktach z tworzyw sztucznych, aby podnieść popyt na materiał pochodzący z recyklingu. Jednorazowość nie może być tania. Trzeba też wyrównać szanse między jednorazówkami a rozwiązaniami wielorazowymi. Stąd konieczność rozwiązań fiskalnych, głównie dodatkowych opłat nakładanych na jednorazowe produkty plastikowe.

Można wzorować się na pionierach: Portugalii, Hiszpanii i Szkocji, które nie czekają na terminy wyznaczone w dyrektywie, Portugalia wyprzedza je o rok. Jesienią tamtejszy rząd zakazał podległym mu instytucjom korzystania z plastikowych butelek, toreb i naczyń, nakazał też zmniejszyć zużycie papieru o jedną czwartą.

Czytaj także: Koniec świata jednorazowych przedmiotów!

Polskie zużycie

Z szacunków publikowanych przez organizację Seas at Risk wynika, że w 2017 r. (ostatnie dostępne dane) zużyliśmy w Unii 46 mld butelek plastikowych, 16 mld jednorazowych kubków, 580 mld papierosów, 2,5 mld opakowań na wynos i 36,4 mld słomek do picia. W Polsce przeciętne roczne zużycie na mieszkańca to 33 butelki, 26 kubków, 1,4 tys. papierosów, 62 opakowania i 3 słomki.

Co zmieni dyrektywa plastikowa

Laikom efekty działania dyrektywy łatwo będzie ocenić podczas oględzin śmieci na nadmorskich plażach.

Byłoby najlepiej, gdyby jednorazówki zostały zastąpione rozwiązaniami wielorazowymi. To w świecie idealnym. Spodziewać się raczej należy, że pozostaniemy przy jednorazowych zamiennikach z innych materiałów, np. papieru, otrębów lub bambusa. Ten ostatni staje się nadzieją światowego przemysłu, od mebli po szczoteczki do zębów i dziecięce pieluchy. Producenci kierujący swoją ofertę do klientów o podwyższonej wrażliwości społecznej i środowiskowej lubią zwracać uwagę, że uprawą bambusa mogą zajmować się np. w Indiach drobni rolnicy, dysponujący już niewielkim kawałkiem ziemi. Nie trzeba do zarabiania na bambusie rozległych plantacji, niosących ryzyko niszczenia ekosystemów cennych przyrodniczo.

W każdym razie zmiana powinna być odczuwalna. Unia odgrywa tu także rolę wyznacznika globalnego standardu. W ostatnich miesiącach wiele firm o światowym zasięgu działania zadeklarowało dobrowolne korekty, np. najbardziej znana sieć kawiarni zapowiada rezygnację z plastikowych słomek, choć dla równowagi nadal będzie oferować jednorazowe kubki, trudne do przetworzenia, bo papier pokryty jest tam warstwą tworzyw sztucznych.

Czytaj także: Sprawdź, jaki ślad węglowy zostawiasz

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną