Wielka Pacyficzna Plama Śmieci jest większa, niż przypuszczano. I rośnie
Wielka Pacyficzna Plama Śmieci na Oceanie Spokojnym jest trzykrotnie większa niż Francja. To tylko jeden z objawów choroby, która zabija morza i oceany.
Każdy śmieć wyrzucony na plaży lub brzegu rzeki prędzej czy później trafi do morza.
Julia Wheeler/Forum

Każdy śmieć wyrzucony na plaży lub brzegu rzeki prędzej czy później trafi do morza.

Ocean Spokojny to największy i najgłębszy zbiornik wodny na świecie. Jest przedstawiany jako dziewicze wodne pustkowie rozciągające się na powierzchni 30 proc. naszej planety. Niestety – mocno zaśmiecone.

Czym jest Wielka Pacyficzna Plama Śmieci?

Wielka Pacyficzna Plama Śmieci jest gigantycznym, dryfującym skupiskiem odpadów, które wskutek działania prądów morskich zatrzymują się w północnej części oceanu, między Kalifornią a Hawajami. Wiadomo o niej od dawna. Już w 1997 roku, gdy oceanograf Charles Moore wracał do południowej Kalifornii po wyścigu żeglarskim Los Angeles–Hawaje, jego oczom ukazała się plama śmieci. Moore skontaktował się wówczas z oceanografem Curtisem Ebbesmeyerem, który ochrzcił nowe znalezisko. Jednak pierwsze doniesienia naukowców na temat ogromnego skupiska odpadów pochodzą już z 1988 roku. Od tamtej pory plama tylko rośnie.

Przez ostatnie trzy lata wysypisko było badane przez międzynarodowy zespół naukowców. Ich ustalenia są zatrważające – to aż 87 tys. ton plastiku, który zajmuje 4–16 razy większą powierzchnię, niż wcześniej przypuszczano. W większości (46 proc.) są to rybackie sieci i odpady z tworzyw sztucznych większych niż 5 cm. Pływają tu folie, butelki, ale też zabawki, a nawet deski klozetowe. To śmieci pochodzące głównie z naszych domów. Jak trafiły do oceanu?

Od zakrętki i butelki po oceaniczne plamy śmieci

Badacze ustalili, że około 20 proc. tworzyw sztucznych przedostało się do oceanu – i stworzyło Wielką Pacyficzną Plamę Śmieci – w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w Japonii (2011). Ale reszta to wynik zwykłego śmiecenia.

Każdy śmieć wyrzucony na plaży albo brzegu rzeki prędzej czy później trafi bowiem z jej prądem do morza. Skala zjawiska jest ogromna. Naukowcy i fundacje zajmujące się ochroną przyrody uznają zanieczyszczenie plastikiem za największe zagrożenie dla morskich ekosystemów. Zwykła butelka PET rozkłada się od stu do tysiąca lat. W morzach i oceanach pływają więc nawet odpady wyrzucone przez dawno nieżyjące już osoby. W Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci naukowcy zidentyfikowali przedmioty z lat 70.

Mikro- i makrozanieczyszczenia wód wpływają na cały ekosystem

Zagrożeń jest więcej. Ptaki biorą niewielkie plastikowe śmieci, np. zakrętki od butelek, za pokarm i giną. Foki, orki i inne stworzenia plączą się w rybackich sieciach. Jak ocenia WWF, w samych polskich wodach terytorialnych może zalegać 810 ton zagubionych sieci, które cały czas odławiają ryby!

Dużym zagrożeniem są też mikrocząsteczki plastiku, przenikające do wody w procesie rozkładu tworzyw sztucznych, czasem razem z kosmetykami, które dodaje się, by poprawić ich konsystencję. Jedzą je ryby, a potem my. – Ostatnie badania szwedzkich naukowców potwierdziły obecność mikrocząsteczek plastiku w rybach, które później trafiają na nasz stół. Śmieci jest tak dużo, że nie dysponujemy technologią, która pozwoliłaby efektywnie oczyścić morza i oceany zarówno z mikro-, jak i makrozanieczyszczeń – tłumaczy Marta Kalinowska z WWF.

Czytaj także: Na powierzchni oceanów dryfuje prawie 270 tys. ton plastiku

Morza i oceany są poważnie zagrożone

Co prawda polskie śmieci raczej nie mają szans dotrzeć do Pacyfiku. Docierają za to do Bałtyku, jednego z najbardziej zanieczyszczonych mórz świata. Już teraz 14 proc. jego powierzchni to tzw. pustynie tlenowe, gdzie zamarło wszelkie życie.

Szacuje się, że do 2025 roku w oceanach na trzy tony ryb przypadnie tona plastiku. Do 2050 roku tworzywa sztuczne będą już w przewadze.

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj