Nauka

Zdążymy przed katastrofą? Trwa Szczyt Klimatyczny COP25

Szczyt Klimatyczny COP25 w Madrycie Szczyt Klimatyczny COP25 w Madrycie SUSANA VERA / Forum
Ludzkość stanęła na rozdrożu i ma do wyboru dwie drogi. Jedna prowadzi do punktu przełomu – utraty kontroli nad zmianami klimatycznymi i braku możliwości powrotu na bezpieczne tory. Ciągle jednak możemy wybrać ścieżkę nadziei.

W Madrycie rozpoczął się w tym tygodniu szczyt klimatyczny ONZ COP25, czyli Konferencja Stron Ramowej Konwencji ds. Zmian Klimatycznych. Biorą w niej udział przedstawiciele blisko 200 krajów. Niestety, jest równie wielka, co nieskuteczna w walce z kryzysem i globalnym ociepleniem. Od czasu jej powołania w 1992 r. podczas Szczytu Ziemi w Rio temperatura atmosfery systematycznie rośnie, bo rośnie główna przyczyna ocieplenia – emisja gazów cieplarnianych.

Ziemia płonie na rozdrożu

Czas, jaki upłynął od szczytu w Rio, to okres dynamicznego rozwoju nowych gospodarek, zwłaszcza Chin i Indii. Owszem, setki milionów ludzi wyzwoliły się ze skrajnej biedy, ale kosztem gwałtownego zużycia energii i paliw kopalnych. Ten trend się nie zmienia, choć wydawało się, że zarówno w Indiach, jak i w Chinach emisje gazów cieplarnianych osiągnęły maksimum kilka lat temu. Tymczasem jeszcze w 2018 r. Chiny zwiększyły „produkcję” dwutlenku węgla o 3,5 proc., a w 2019 wzrost ten może osiągnąć 4 proc. Co gorsza, zniosły zakaz budowy elektrowni węglowych i przed rokiem rozpoczęły budowę nowych (w sumie Chińczycy mają dziś w budowie 245 gigawatów mocy węglowych).

Ta ilustracja pozwala zrozumieć tragiczny paradoks, który opisał sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres, otwierając COP25. Mówił, że ludzkość stanęła na rozdrożu i ma do wyboru dwie drogi. Jedna prowadzi do punktu przełomu – czyli utraty kontroli nad zmianami klimatycznymi i braku możliwości powrotu na bezpieczne tory. Ciągle jednak możemy wybrać ścieżkę nadziei – bo mamy niezbędne narzędzia techniczne i zasoby, by katastrofy uniknąć. Ale brakuje woli politycznej. Guterres apelował, by uczestnicy szczytu nie przeszli do historii jako ci, którzy chowają głowę w piasek, gdy Ziemia płonie. Za wzór podawał młodzież, która od miesięcy na całym świecie upomina się o rzeczywistą walkę z zagrożeniem, czyli po prostu robienie tego, co podpowiadają naukowcy.

Czy jest już za późno?

Gdybyśmy posłuchali ich rad i zaczęli działać 10 lat temu (podczas niesławnego, zakończonego fiaskiem szczytu klimatycznego w Kopenhadze), to wystarczyłoby redukować emisję o 3,3 proc. rocznie, by uzyskać tzw. efekt stabilizacji wzrostu temperatury na poziomie 1,5 st. C powyżej okresu przedprzemysłowego. Niestety, dziś tempo redukcji musi być już dwukrotnie większe – 7,6 proc. rocznie. Madrycki szczyt nie zakończy się tak ambitnymi deklaracjami, ma techniczny charakter i poświęcony będzie „dogadywaniu” spraw, których nie rozstrzygnięto przed rokiem na szczycie w Katowicach.

Kluczową sprawą na COP25 jest uruchomienie globalnego rynku emisji gazów cieplarnianych. Ich wycena jest jednym ze sposobów wywierania ekonomicznej presji na odchodzenie od paliw kopalnych i rozwój nieemisyjnych technologii. Rynek ma też umożliwić handel prawami do emisji, by kraje lepiej sobie radzące z modernizacją mogły je odsprzedawać tym, które nie są w stanie tak szybko się przestawić. Szczyt zajmie się sprawą funduszu pomocy dla krajów rozwijających się, które są najbardziej zagrożone zmianami klimatycznymi i jednocześnie nie stać ich na dekarbonizację gospodarki. A także problemami wylesiania, ochroną praw ludności rdzennej oraz kwestią proklimatycznej polityki miejskiej.

Jednak kluczem do ewentualnego sukcesu jest skłonienie państw do złożenia ambitniejszych deklaracji redukcji emisji. Propozycje przedstawione po COP21 we Francji, kiedy zostało przyjęte tzw. porozumienie paryskie, to dziś zaledwie jedna trzecia wysiłku, jaki musimy wnieść. Ujmując rzecz inaczej – realizacja obecnych zobowiązań prowadzi do świata, w którym wzrost temperatury atmosfery pod koniec stulecia przekroczy 3 st. C.

Czytaj też: Z Kanału Panamskiego znika woda, a z nią pieniądze

Polska wetowała, ale zmienia strategię

Ważne, by tak ambitny plan móc przedstawić podczas następnego szczytu klimatycznego – COP26 w Glasgow. Na razie się na to nie zanosi. Dlaczego?

Najważniejsi gracze, Chiny i Indie, mówią co najwyżej o zmniejszeniu intensywności węglowej gospodarek, a USA w listopadzie rozpoczęły wycofywanie się z porozumienia paryskiego – choć akurat one, niezależnie od stanowiska Donalda Trumpa, systematycznie zmniejszają emisję gazów cieplarnianych, co jest zasługą amerykańskich miast i przedsiębiorstw oraz upowszechnienia się gazu z łupków jako głównego paliwa. Niechętne mocniejszemu zaciskaniu „węglowego pasa” są także Japonia i Australia, a Rosja zachowuje się, jakby do porozumienia paryskiego w ogóle nie przystąpiła.

W tej sytuacji do roli lidera zmian na rzecz klimatu wraca Unia Europejska, odpowiedzialna za 10 proc. globalnych emisji. Podczas posiedzenia Rady Europejskiej 12 i 13 grudnia, a więc w czasie, gdy będzie kończył się madrycki szczyt, ma przyjąć Europejski Zielony Ład (strategię modernizacji Unii Europejskiej), którego efekt jest obliczony na osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. z redukcją emisji o 55 proc. do 2030 r. Ale i tu idzie jak po grudzie. Taka deklaracja miała być przyjęta przez UE w czerwcu, ale została zawetowana przez Polskę wspieraną przez Węgry, Czechy i Estonię.

Tym razem polski rząd daje sygnał, że nie chce blokować strategii, ale walczy o większe wsparcie dla transformacji naszej gospodarki. Mówił o tym premier Mateusz Morawiecki podczas otwarcia COP25. Na szczyt przyjechał zresztą niemal prosto ze spotkania z górnikami, których tradycyjnie zapewnił, że węgiel jest podstawą bezpieczeństwa energetycznego Polski, więc świetlana przed nimi przyszłość.

Chile w kryzysie rezygnuje ze szczytu

Na otwarciu w Madrycie zabrakło Grety Thunberg, ikony młodzieżowego ruchu klimatycznego. Nie lata samolotem, więc musiała pokonać Atlantyk jachtem, bo wybrała się we wrześniu do Ameryki, by w Waszyngtonie uczestniczyć w Szczycie Klimatycznym Sekretarza Generalnego ONZ, a następnie chciała przyjechać do Chile, gdzie zgodnie z planem miał się odbywać COP25. Niestety, z powodu kryzysu społecznego w tym kraju zrezygnowano z organizacji dużego wydarzenia. Inicjatywę przejęła Hiszpania. To zamieszanie – zresztą nie pierwsze, bo pierwotnie COP25 miał się odbywać w Brazylii – dobrze obrazuje atmosferę, jaka towarzyszy negocjacjom klimatycznym na świecie.

Adam Bodnar dla „Polityki”: Mamy prawo żyć w czystym środowisku

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną