Panel obywatelski to dziwna na pierwszy rzut oka instytucja. Tworzą go „przypadkowi”, bo wyłonieni drogą losowania obywatele i obywatelki. Przypadkowość ograniczają założenia, by końcowy skład jak najlepiej odzwierciedlał społeczeństwo pod względem struktury wiekowej, płciowej, wykształcenia, zamieszkania. Panel francuski liczył 150 osób w wieku od 16 lat. Miały odpowiedzieć na pytanie: „jak do 2030 r. zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych co najmniej o 40 proc. w stosunku roku 1990?”.
Czytaj też: Emisje gazów cieplarnianych rosną. A z nimi zagrożenie i wściekłość
Klimat. Bez obywateli się nie da
Paneliści do swojej dyspozycji mieli moderatorów pomagających w debacie i mogli zapraszać ekspertów, by sięgnąć po konkretną wiedzę. Do tego dostali zapewnienie prezydenta Emmanuela Macrona, że potraktuje ich pracę poważnie, przedstawiając ustalenia „bez żadnych filtrów” do dalszego, demokratycznego procedowania. Tak więc propozycje wymagające referendum mają być przedmiotem powszechnego głosowania, inne staną się podstawą prac legislacyjnych lub posłużą przygotowaniu rozporządzeń.
Po co jednak dodatkowe, „amatorskie” ciało, skoro już istnieją rząd, specjalistyczne agencje, parlament dysponujący konstytucyjnym mandatem, by zajmować się rządzeniem i rozwiązywaniem problemów państwa, społeczeństwa, a więc także środowiska i klimatu? To pytanie podnosili nieustannie krytycy „pospolitego losowego ruszenia”, podkreślając, że brakuje mu właśnie demokratycznej legitymacji.