Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Nauka

Lekarze sprzeciwiają się nowej strategii walki z Covid-19

Lekarze rodzinni sprzeciwiają się nowej strategii walki z pandemią. Lekarze rodzinni sprzeciwiają się nowej strategii walki z pandemią. AlexLipa / PantherMedia
To na lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej spadnie teraz cały ciężar diagnozowania przypadków zakażeń SARS-CoV-2. Czy minister Adam Niedzielski wysłucha ich racji?

Gdy kilka dni temu minister zdrowia Adam Niedzielski przedstawił jesienną strategię walki z Covid-19, napisałem, że prezentuje się na pierwszy rzut oka rozsądnie, ale diabeł tkwi w szczegółach i wielu rzeczy nie da się w ochronie zdrowia zadekretować.

Nie trzeba było długo czekać, by na te właśnie szczegóły – nieuwzględnione w strategii – zwrócili uwagę lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. To na nich spadnie teraz, zgodnie z przyjętymi pomysłami, cały ciężar diagnozowania przypadków zakażeń SARS-CoV-2 (do tej pory robili to pośrednio, o paradoksie, konsultanci pracujący przy zapchanych liniach telefonicznych sanepidu oraz lekarze SOR, nie tylko w szpitalach zakaźnych i jednoimiennych). Teraz to lekarz rodzinny będzie musiał różnicować przeziębienie od covidu, zlecać test i dbać o to, by pacjent, który zgłosi się na badanie, nie pozakażał wszystkich w przychodni.

Dziś w resorcie zdrowia silna reprezentacja medyków z podstawowej opieki zdrowotnej będzie starała się wyperswadować ministrowi zapowiedziane rozwiązania i przedstawi swoje racje. Jest ich wiele. Czy zostaną wysłuchani?

Czytaj też: Nowe zasady kwarantanny. Lepiej późno niż wcale

Co na to krajowa konsultant ds. medycyny rodzinnej?

Zarząd Porozumienia Zielonogórskiego oraz Kolegium Lekarzy Rodzinnych twierdzą, że przedstawione w jesiennej strategii propozycje nie były z nimi konsultowane. Sprzeciwiają się zwłaszcza konieczności bezpośredniego zbadania pacjenta z objawami infekcji trzy–pięć dni po teleporadzie, ale jeszcze przed decyzją o wykonaniu testu potwierdzającego lub wykluczającego zakażenie koronawirusem. Lekarze słusznie wskazują, że objawy Covid-19 są często nie do odróżnienia przez telefon ani przy bezpośrednim badaniu i tylko test jest tu rozstrzygający – ich zdaniem powinno się na niego kierować chorego z każdą infekcją, a więc już po zakończeniu samej teleporady, bez wzywania po trzech–pięciu dniach na osobiste badanie.

Przypomnijmy, że zmiana została przyjęta w oparciu o stanowisko zespołu doradczego, na który powołał się minister Niedzielski i w którego wypracowaniu – na co zwrócił szczególną uwagę podczas wspomnianej prezentacji 3 września – brała udział krajowa konsultant ds. medycyny rodzinnej dr hab. Agnieszka Mastalerz-Migas. Czy była w zespole listkiem figowym, by odeprzeć atak lekarzy rodzinnych, że nic „nie było z nimi konsultowane” przed przyjęciem strategii?

Zapytałem o to dziś rano panią konsultant, która przyznała, że uczestniczyła w pracach zespołu, jednak jej głos – jako jedynej reprezentantki lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej – nie został wzięty pod uwagę. Mówiąc wprost: została przegłosowana.

Nie jestem przeciwna badaniom osobistym pacjentów w POZ, gdyż są one konieczne w przypadku wątpliwości – mówi „Polityce” dr hab. Mastalerz-Migas. – Ale jeśli ma to być badanie obligatoryjne, aby móc zlecić test na SARS-CoV-2, gdy objawy są ewidentne, to pomysł chybiony, związany z niepotrzebnym narażaniem innych na zakażenie.

Czytaj też: Czego się spodziewać po nowym ministrze zdrowia?

Koronawirus w gabinecie lekarskim

Najprawdopodobniej inne zdanie w tej kwestii ma krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych, czyli prof. Andrzej Horban. To on stał u boku ministra, gdy w ubiegłym tygodniu prezentowano strategię, i on wygłosił opinię, że w zakres kompetencji lekarza rodzinnego musi wchodzić różnicowanie infekcji na podstawie objawów (grypa, zwykłe przeziębienie, koronawirus?). „A jeśli ktoś się tego boi, to czy powinien być lekarzem?” – wszyscy usłyszeli na konferencji prasowej.

Jak wskazują rozmowy z członkami zespołu, prof. Horban uznał, że teleporada nie wystarczy do zlecenia testu, gdyż „pacjenci mogą kłamać w sprawie zgłaszanych objawów”, i dlatego konieczne jest osobiste zgłoszenie się do gabinetu lekarza rodzinnego. To prawda, że przy dzisiejszej psychozie każdy katar i chrypka mogą być brane za objaw covidu – pytanie, czy zawsze słusznie? – ale skoro można już zdejmować izolację u chorych bez objawów właśnie na podstawie rozmowy telefonicznej, to czy wtedy nikt nie oszuka lekarza, chcąc wreszcie wyjść z domu?

W opinii medyków rodzinnych zmuszanie pacjentów trzeciego–piątego dnia trwania infekcji do przyjścia do poradni POZ naraża nie tylko personel na zakażenie (jeśli później potwierdzi się ono w teście), ale pośrednio także innych chorych. Bo można sobie wyobrazić, że ten sam lekarz rodzinny, który będzie badał osobę z podejrzeniem Covid-19, przyjmie potem pacjenta do szczepienia lub innego, którym bezwiednie przekaże infekcję. Lekarze rodzinni muszą oczywiście respektować zalecenia sanitarne i pracować w warunkach nadzwyczajnego reżimu higienicznego, ale nie będą przez cały dzień przyjmować w gabinetach w kombinezonach, które mają lekarze chorób zakaźnych.

Czytaj też: Już brakuje na leczenie, a będzie jeszcze gorzej

Infekcja „podobna do grypy” czy nie?

Cała ta dyskusja i kontrowersje biorą się z różnego podejścia do koronawirusa SARS-CoV-2 oraz niewystarczającej wciąż liczby przesłanek naukowych, w jakim stopniu mamy do czynienia z infekcją „podobną do grypy”. Strategia jesienna, przyjęta w formule zaaprobowanej przez ministra (najpewniej za radą prof. Horbana), zdejmuje z covidu odium szczególnie niebezpiecznego zakażenia. W myśl tej koncepcji nie będziemy już testować osób bezobjawowych ani utrzymywać dla chorych jednoimiennych szpitali.

Dlatego zrównanie covidu z grypą pociąga za sobą oczekiwanie, że specjaliści medycyny rodzinnej też będą zajmowali się tymi pacjentami do momentu postawienia ostatecznej diagnozy na podstawie testu tak, jak czynią to z dotychczasowymi infekcjami. Ale lekarze patrzą na Covid-19 inaczej – ich zdaniem to prosta droga do częstszego zakażania personelu poradni POZ i wkrótce wszyscy pójdą tam na kwarantannę.

Czytaj też: Wszyscy pójdziemy na kwarantannę?

Minister szuka oszczędności

Różnicowanie covidu od innych przeziębień na podstawie samych objawów jest rzeczywiście karkołomne, jeśli w ogóle możliwe. Główne dolegliwości, które pojawiają się u osób zainfekowanych SARS-CoV-2, to: na początku utrata węchu i smaku, następnie wysoka gorączka, duszność i kaszel. Katar – klasyczny objaw przeziębień – w tym oficjalnym zestawie się nie pojawia, ale medycyna to nie jest proste równanie matematyczne zakończone zawsze tym samym wynikiem – wielu chorych z covidem może mieć i katar. Oraz niższą temperaturę. Najwyraźniej krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych, a wraz z nim nowy minister zdrowia, patrzący na wydatki NFZ ze szczególną uwagą (jest wszak ekonomistą, a nie lekarzem), nie chcą dopuścić do sytuacji, by każdego zakatarzonego pacjenta kierować na wykonanie testu. Chodzi więc o oszczędności i o przytomne różnicowanie zagrożenia związanego z covidem.

Po pół roku epidemii nadal specjaliści nie potrafią tego robić i szczerze mówiąc, nie wiadomo, czy kiedyś się tego nauczą. Medycyna nie jest nauką ścisłą i trzeba pogodzić się z tym, że zawsze będzie w niej mnóstwo wyjątków. A kto weźmie za nie odpowiedzialność – minister?

Czytaj też: Przed nami jesień z Covid-19. Na co i kiedy się szczepić?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Samotność noblistki. Jak nas podzieliła Olga Tokarczuk

Wydłużony miesiąc miodowy w kontaktach Polaków i laureatki najwyraźniej się skończył. Przy okazji okazało się, że Olga Tokarczuk, autorka koncepcji „czułego narratora”, ma bardzo wyczulonego czytelnika.

Bartek Chaciński, Aleksandra Żelazińska
12.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną