Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Nauka

Groźba atomowa. Katastrofa, której nie było, tragedia, która trwa

Rosyjski żołnierz na tle elektrowni w Czarnobylu. Rosyjski żołnierz na tle elektrowni w Czarnobylu. Russian Defence Ministry / TASS / Forum
Czy alarm wszczęty przez Ukrainę po ataku rosyjskich wojsk na elektrownię atomową w Zaporożu był nieuzasadniony, a straszenie przez Wołodymyra Zełenskiego, że Europie grozi nuklearna apokalipsa, przesadne?

Bezpieczeństwo radiacyjne w Zaporoskiej Elektrowni Atomowej (ZEA) nie zostało naruszone, zgodnie potwierdzają eksperci i dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA). Elektrownia w Czarnobylu także nie stwarza zagrożenia. Nic się nie stało?

Czytaj też: Tydzień dziwnej wojny. Dlaczego rosyjska ofensywa utknęła

Wojna to ryzyko

Głosu ekspertów w dziedzinie bezpieczeństwa jądrowego należy wysłuchać, bo rzeczywiście uleganie nieuzasadnionej panice w czasach, gdy nie brakuje powodów do niepokoju, nie pomaga. Głos ten przedstawił kompetentnie Karol Jałochowski w artykule „Nie ma zagrożenia nuklearnego. Rosjanie z dala od reaktorów”. Elektrownia nie jest obiektem, który można łatwo wybić z reżimu bezpieczeństwa, nawet gdy się bardzo chce. Dotychczasowe katastrofy w Three Miles Island, Czarnobylu, Fukuszimie miały charakter wypadków, a nie zaplanowanych ataków.

To stwierdzenie prowadzi jednak do pytania: czy nawet jeśli trudno sobie wyobrazić doprowadzenie do awarii reaktorów wskutek np. ostrzału artyleryjskiego lub nawet ataku lotniczego, to trwająca wojna nie zwiększa zagrożenia systemowego i ryzyka niechcianego wypadku? Zaporoska Elektrownia Atomowa jest, owszem, bezpieczna, choć warto wczytać się w komunikat dyrektora generalnego IAEA. Dowiadujemy się zeń, że w pierwszym reaktorze trwają prace konserwacyjne, drugi i trzeci zostały wyłączone w sposób kontrolowany, czwarty pracuje na 60 proc. mocy, piąty i szósty utrzymywane są w rezerwie i pracują z niską mocą.

Tę informację uzupełnia komunikat ukraińskiego Inspektoratu Państwowego Regulatora Jądrowego, że wyłączone i włączane reaktory są schładzane i na razie systemy działają w sposób bezpieczny. Ewentualna „utrata możliwości chłodzenia paliwa jądrowego doprowadzi do znaczących emisji radioaktywnych do środowiska. W konsekwencji takie wydarzenie może przekroczyć skalą wcześniejsze wypadki w elektrowniach atomowych, włączając wypadek w Czarnobylu i wypadek w Fukuszimie-Daichi”. Nic więc dziwnego – tu powrót do komunikatu dyrektora generalnego IAEA – że warunkiem bezpieczeństwa ZEA jest zapewnienie stałego zasilania systemów chłodzących i funkcjonowania personelu.

Czytaj też: Fronty wojny. Plan Putina zaczyna się sypać

Jest bezpiecznie czy nie jest bezpiecznie?

O stanie personelu dowiadujemy się z ostatniego komunikatu ukraińskiego Inspektoratu: w ataku nikt nie został zabity ani ranny, załoga musiała pracować ponad 24 godziny, kilku osobom trzeba było udzielić pomocy lekarskiej ze względu na stres. Reaktor drugi pracuje z mocą potrzebną do zapewnienia potrzeb kompleksu elektrowni, a więc także systemów bezpieczeństwa, a reaktor czwarty zwiększył produkcję energii do sieci do 825 MW. W końcu też można przeczytać podsumowanie ostrzału – dotyczył nie tylko budynku ośrodka szkoleniowego, ale także pomieszczeń związanych z pierwszym reaktorem, dwa pociski trafiły obszar składowania suchych pozostałości wykorzystanego paliwa jądrowego.

Jest więc bezpiecznie czy nie jest bezpiecznie? Odpowiedź jest bardzo prosta i wykracza poza kwestię bezpieczeństwa technicznego reaktorów. Bezpieczeństwo systemowe zostało naruszone w chwili, gdy Rosjanie zdecydowali o napaści na Ukrainę i rozpoczęli agresję, a jej elementem uczynili także elementy infrastruktury energetycznej, zwłaszcza elektrownie jądrowe, mimo że strona ukraińska i międzynarodowe grona eksperckie domagały się wyłączenia takich obiektów z celów działań wojennych.

W Czarnobylu Ukraińcy ustąpili bez walki, choć jak pokazuje doświadczenie z innych odcinków frontu, walczą do końca, nie licząc się z własnymi stratami i zadając dotkliwe straty przeciwnikowi. Czy to Rosjanie zachowali się odpowiedzialnie, że nie strzelali w Czarnobylu, czy raczej Ukraińcy, odstępując od zbrojnego oporu i podejmując współpracę z okupantem przy utrzymaniu jednostki w ruchu?

Czytaj też: Czy Ukraina wystarczy Putinowi?

Argument racjonalnego bandyty

Atak na elektrownię w Zaporożu nie był już taki niewinny i mimo że nie naruszał bezpieczeństwa samych reaktorów, to rosyjski ostrzał groził życiu i zdrowiu ludzi i naruszał podstawową zasadę bezpieczeństwa, mówiącą, że „fizyczna integralność instalacji jądrowych musi być utrzymywana i zachowana w bezpieczeństwie przez cały czas” (to słowa dyrektora generalnego IAEA). To znaczy, że bezpieczeństwo zostało naruszone i można oczywiście ten fakt bagatelizować stwierdzeniem, że nie doszło do zagrożenia technicznego. Sam ostrzał był zapewne wyrazem żołnierskiej fantazji, jak mówi ekspert – formą pozostawienia znaku „tu byłem”, by rozliczyć zadanie. Sami dowodzący wojną zachowują się jednak „racjonalnie i odpowiedzialnie”, bo celowo bombardują tylko bezbronne szpitale, żłobki, szkoły i budynki mieszkalne, a nie reaktory jądrowe.

Argument racjonalnego i odpowiedzialnego bandyty jest jednak wątpliwy, bo wynikałoby z niego, że najlepiej się stanie, gdy Ukraińcy oddadzą bez walki w ręce rosyjskiego agresora wszystkie swoje reaktory, a wówczas świat będzie bezpieczny. Nie, świat przestał być bezpieczny już w 2014 r., gdy jądrowe mocarstwo zaatakowało sąsiadujące suwerenne państwo i dokonało aneksji części jego terytorium, a po ośmiu latach rozpoczęło pełnowymiarową inwazję.

Atak na Zaporoską Elektrownię Atomową w nocy z 3 na 4 marca ustanowił nową cezurę w tej wojnie. Nawet jeśli bezpieczeństwo jądrowe nie zostało zagrożone w sensie technicznym, to jednak stało się ono, w wymiarze zarówno cywilnym, jak i militarnym, zakładnikiem zbrodniczej polityki rosyjskiego agresora. Rosjanie naruszyli Kartę Narodów, prawo międzynarodowe oraz Statut Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, tak bowiem stanowi rezolucja Konferencji Generalnej IAEA z 2009 r.

Dlatego Wołodymyr Zełenski miał pełne prawo bić na alarm, nawet jeśli używał apokaliptycznej retoryki. W Ukrainie apokalipsa już się zaczęła i nie zmieni tego fakt, że w okupowanych elektrowniach pracownicy mogą korzystać ze stołówki.

Czytaj też: Co teraz? To może być długa wojna na wyczerpanie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną