Autobusy zarabiają na kolei

Przesiadka
Na kłopotach PKP postanowili zarobić konkurenci. Właściciele busów, liczne PKS, a ostatnio także PolskiBus i Eurolot zachęcają do porzucenia pociągu. Czy w sierpniu czeka nas wielki strajk na kolei?
Na długich trasach Polacy pociąg wybierają coraz rzadziej, a trwające w całym kraju remonty stanowią dodatkowy problem.
Grzegorz Jakubowski/PAP

Na długich trasach Polacy pociąg wybierają coraz rzadziej, a trwające w całym kraju remonty stanowią dodatkowy problem.

Jeśli kolej przetrwa trudny okres, to perspektywy ma jednak niezłe.
Piotr Męcik/Forum

Jeśli kolej przetrwa trudny okres, to perspektywy ma jednak niezłe.

W połowie czerwca na polskie drogi wyruszyły czerwone autokary pod marką PolskiBus.
Jacek Szydłowski/Forum

W połowie czerwca na polskie drogi wyruszyły czerwone autokary pod marką PolskiBus.

PKP mają jeden atut, którego brak kolejom francuskim, włoskim, niemieckim, a ostatnio także czeskim. W ostatnich latach naszych pasażerów oszczędzała plaga strajków, która często dezorganizuje życie korzystającym z usług kolei w innych krajach. Także i w Polsce spółki tego sektora to bastion związków zawodowych. Ale poza pojedynczymi, krótkimi akcjami protestacyjnymi nie wyrażały one swojego niezadowolenia zbyt drastycznie.

Niestety, nawet tak skromnego atutu wkrótce może nie być. Pracownicy największego przewoźnika, Przewozów Regionalnych, są tak oburzeni brakiem podwyżek przez ostatnich kilka lat, że mimo tragicznej sytuacji swojej firmy grożą strajkiem generalnym. Jeśli nie powiodą się negocjacje z zarządem, dojdzie do niego w jeszcze w tym miesiącu. I będzie to kolejny powód do radości dla tych, którzy na kłopotach polskiej kolei próbują zarobić. Starają się przekonać do siebie przede wszystkim lepszą jakością usług, a często także niższą ceną.

Konkurenci zaatakowali równocześnie z dwóch różnych stron. W połowie czerwca na polskie drogi wyruszyły czerwone autokary pod marką PolskiBus. O firmie wielu usłyszało, jeszcze zanim zaczęła wozić pasażerów, bo start jej strony internetowej okazał się tak wielkim sukcesem, że wielu chętnych nie mogło kupić biletów. W ten sposób PolskiBus zapewnił sobie darmową reklamę, a system rezerwacyjny w kolejnych dniach szturmowali chętni do podróży za złotówkę.

Za umiarkowaną cenę

Nie tak widowiskowo, ale za to znacznie sprawniej wprowadziły nową ofertę linie lotnicze Eurolot. Postanowiły one, mimo wcześniejszych niepowodzeń innych przewoźników, zaproponować Polakom bezpośrednie loty po kraju z pominięciem Warszawy i za umiarkowaną cenę. Oficjalnie zarówno PolskiBus jak i Eurolot zaprzeczają, że chcą wykorzystać ogromne kłopoty kolei, i twierdzą, że ich głównym konkurentem są samochody osobowe, a nie inni przewoźnicy. Ale w rzeczywistości obie oferty kuszą czymś, czego pasażerowie oczekiwaliby po podróży pociągiem.

PolskiBus wbrew swojej nazwie to inwestycja zagraniczna. Właścicielem marki jest Szkot Bryan Souter, który na znacznie większą skalę wozi pasażerów w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. W Polsce firma ma na razie 18 autobusów, choć, jak zapewniają jej przedstawiciele, za kilka lat ma być ich nawet 100. PolskiBus skupia się na połączeniach między dużymi miastami z niewielką liczbą przystanków pośrednich. Aby obniżyć koszty, bilety sprzedaje wyłącznie przez Internet i często zamiast z dworców autobusowych korzysta z przystanków komunikacji miejskiej. Może się to za to pochwalić nowymi autokarami, w których czas ma płynąć szybciej dzięki bezpłatnemu dostępowi do Internetu.

Ale podstawowy atut przewoźnika to niska cena biletów – na każdy kurs kilka pierwszych miejsc jest sprzedawanych za złotówkę. Potem cena rośnie, ale nawet ostatnie bilety nie kosztują więcej niż w przypadku najtańszych pociągów na tej samej trasie. Jak długo PolskiBus będzie w stanie tak funkcjonować? – Zawsze, bo nie mamy żadnych zbędnych kosztów. Nie prowadzimy kas ani nie otwieramy niepotrzebnych biur. Poza tym nasze autobusy są bardzo ekonomiczne w eksploatacji. Zabierają aż 70 osób, a spalają tyle paliwa co znacznie mniejsze pojazdy. Do tego są cały czas w ruchu – mówi Piotr Bezulski, dyrektor zarządzający PolskiBus.com.

Sądząc po licznych wypowiedziach na profilu firmy na Facebooku, zdecydowana większość pasażerów po pierwszej podróży jest zadowolona. Chwali sobie nie tylko niską cenę, ale też komfortowe pojazdy. Na razie PolskiBus nie jest przez kolej traktowany jako poważne wyzwanie, ale jeśli zrealizuje swoje plany rozwoju, szybko może się to zmienić. Nie jest w stanie konkurować czasem przejazdu z pociągiem między Warszawą a Poznaniem czy Krakowem, ale już do Gdańska ze stolicy jedzie krócej niż ekspres, jeśli nie natrafi na duży korek. Siatka połączeń sugeruje, że przewoźnik może stać się zagrożeniem zwłaszcza dla spółki PKP Intercity. Zapewne nie odbierze jej klientów biznesowych, ale osoby niezadowolone z pociągów TLK mogą przesiąść się na wygodniejszy autobus.

Projekt długofalowy

Czy opłaca się latać z miasta do miasta samolotem? Największym atutem nowej oferty Eurolotu jest oczywiście czas. Przez wiele lat ta linia funkcjonowała jako spółka-córka Lotu i latała na jego zlecenie. Teraz jest już pod kontrolą Skarbu Państwa i choć nadal głównie świadczy usługi dla Lotu, postanowiła sama powalczyć o klienta. Od początku lipca oferuje bezpośrednie połączenia z Gdańska do Wrocławia i Poznania. W półtorej godziny można pokonać trasę, która pokonana zarówno samochodem, jak i pociągiem oznacza zmarnowanie całego dnia lub nocy. Eurolot zapewnia, że to projekt długofalowy, a nie tylko wakacyjny. – Na razie jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników sprzedaży. Do Krakowa w weekendy bilety w okresie wakacji są już praktycznie wyprzedane. Połączenie do Wrocławia z każdym dniem zyskuje na popularności. Planujemy zacząć latać z Rzeszowa do Szczecina i Wrocławia – mówi Jacek Balcer, dyrektor marketingu w Eurolocie.

Na razie to inicjatywa na zbyt małą skalę, aby mocno zaszkodzić kolei. Samoloty latają bowiem tylko raz lub dwa dziennie, a na pokład zabierają niespełna 50 osób. Ale początki są zachęcające, bo Eurolot celuje w klasę średnią, która skłonna jest zapłacić nieco więcej za szybką podróż. Ceny biletów są oczywiście wyższe niż w przypadku autobusów czy tańszych pociągów, ale konkurencyjne wobec składów Express InterCity (EIC). Dostępna jest spora pula miejsc za ok. 200 zł, dzieci latają za pół ceny, a najdroższe bilety, kupowane tuż przed odlotem, nie będą kosztować więcej niż 450 zł. Taka oferta na pewno może zainteresować w sezonie wakacyjnym bogatsze rodziny, a w innych miesiącach biznesmenów. Balcer twierdzi, że znaczna część pasażerów, którzy wybrali te połączenia, dotąd w ogóle nie latała po kraju samolotem, przekonana, że to zbyt droga atrakcja.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną