Czy tania ropa zatopi firmy inwestujące w łupki?
Spadające ceny surowca to problem nie tylko dla budżetu Rosji czy Wenezueli. Jest przyczyną kłopotów wielu zajmujących się wydobyciem ropy z łupków i piasków.
Mike Fuentes/The New York Times/EAST NEWS

OF/•

Łupkowy boom zbiegł się w czasie ze spadkiem stóp procentowych i wzrostem cen ropy. Swój rozwój firmy finansowały więc tanim długiem, w tym obligacjami śmieciowymi. Skala wzrostu rynku emitowanych przez (m.in. naftowe) spółki energetyczne obligacji o nieinwestycyjnym ratingu jest olbrzymia. Według danych Bank of America Merrill Lynch w 2007 roku amerykański rynek takich papierów wart był 67 mld dol., zaś w marcu 2015 roku ponad 200 mld dol. Szacuje się, że obligacje spółek energetycznych mają około 14 proc. udziału w rynku amerykańskich obligacji wysokiego ryzyka.

Spadek cen ropy sprawił, że rośnie ryzyko problemów emitentów z obsługą długu. Skala problemu może być duża. Nie wszyscy zapewne popadną kłopoty, bo spółki mają różny próg wytrzymałości. Są takie, które utrzymają rentowność nawet wtedy, gdy ropa będzie kosztować 30 dol. za baryłkę, ale są też takie, które aby wywiązywać się z zobowiązań, muszą uzyskiwać ponad dwa razy wyższą cenę. Eksperci szacują, że dopiero cena na poziomie ponad 80 dol. za baryłkę ropy pozwala pokryć wszystkie koszty wydobycia ropy z typowego łupkowego złoża w USA – w tym inwestycji związanych z zakupem i przygotowaniami do eksploatacji.

Pierwsze ofiary śmieciowego długu

Pierwszą w 2015 roku firmą wydobywającą ropę z łupków, która poprosiła sąd o ochronę przed wierzycielami, był WBH Energy. Stało się to na początku stycznia. Na przełomie lutego i marca kilka firm (w tym American Eagle Energy, BPZ Resources, Dune Energy i Quicksilver Resources) nie wypłaciło odsetek od obligacji i rozpoczęło z wierzycielami negocjacje w sprawie ewentualnej restrukturyzacji długu.

BPZ Resources, Dune Energy i Quicksilver Resources nie dogadały się z obligatariuszami. Nie udało im się także znaleźć ewentualnego nabywcy. Ogłosiły więc bankructwo, składając w sądzie wniosek o ochronę przed wierzycielami. Daje im to dodatkowy czas na szukanie sposobu na restrukturyzację długu. American Eagle w końcu marca nadal starał się porozumieć z obligatariuszami.

O tym, że inwestorzy finansowi liczą się z bankructwami kolejnych firm, najlepiej świadczy to, jak zachowują się ceny obligacji śmieciowych emitowanych przez amerykańskie spółki naftowe – idą w dół, a oprocentowanie nowych emisji rośnie.

Spadki są szczególnie bolesne, gdy dotyczą papierów, które są w obrocie ledwie od kilku tygodni, tak jak to miało miejsce w przypadku Energy XXI Ltd. W marcu, w ciągu niespełna dwóch tygodni od emisji przez spółkę długu wartego 1,45 mld dol., jego cena spadła o 10 proc. (poniżej 90 proc. wartości nominalnej).

Spółka, która w latach 2010–2011 uplasowała na rynku niezabezpieczone obligacje (ich cena w końcu marca wynosiła około 50 centów za 1 dol.), tym razem zmuszona była wyemitować obligacje zabezpieczone, by spłacić kredyty bankowe. Oprocentowanie obligacji wynosiło 11 proc., a rentowność ich zakupu w emisji 12 proc. Rentowność była niemal dwa razy wyższa niż średnia rynkowa dla emitowanych w tym czasie na amerykańskim rynku obligacji wysokiego ryzyka.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną