Czy samochodowe Veturilo podbije polskie miasta? Ten eksperyment budzi wątpliwości
Warszawa to kolejne (po Wrocławiu i Krakowie) polskie miasto, które przymierza się do stworzenia miejskiej sieci wypożyczania samochodów.
Flickr CC by 2.0

Warszawa to kolejne (po Wrocławiu i Krakowie) polskie miasto, które przymierza się do stworzenia miejskiej sieci wypożyczania samochodów. Pomysł brzmi oczywiście dumnie i nowocześnie. Pobrzmiewają w nim echa modnych ostatnio koncepcji inteligentnego miasta, zrównoważonego rozwoju czy ekonomii współdzielenia. Trzeba jednak pamiętać, że proste powtórzenie niewątpliwego sukcesu sieci miejskich rowerów nie będzie w tym wypadku możliwe. Powody są trzy.

Po pierwsze, chodzi o model współpracy miasta i prywatnego (wyłonionego w konkursie) inwestora, na którym oprze się system miejskich aut. Pamiętajmy, że sam carsharing już dawno zatracił swą niewinność. Miał ją może w czasach, gdy dzielenie się samochodami było oddolną i niekomercyjną inicjatywą mieszkańców kilku szwajcarskich i angielskich miast, którzy uznali, że nie ma sensu, by każdy z osobna kupował sobie auto, po czym ładował się nim do centrum, tworząc korki, zanieczyszczenie i klnąc, na czym świat stoi, w trakcie poszukiwania miejsca parkingowego.

Przynajmniej od półtorej dekady carsharing to potężny i pełnoprawny biznes pełen dużych graczy: od starych wypożyczalni aut, przez samych producentów, po młodych internetowych wilków działających w oparciu o mobilne aplikacje i systemy peer to peer, którzy polskiemu (wciąż w miarę dziewiczemu) rynkowi przyglądają się od dawna. I o tym władza publiczna musi pamiętać. Głównie dlatego, że swoją decyzją o wyborze operatora systemu ustawi rynek na lata, tworząc na nim sytuację bliską monopolowi.

Z pierwszych informacji wynika, że warszawski ZDM (część stołecznej administracji, która zawiaduje całym procesem) planuje zawrzeć z inwestorem następujący układ: prywatny kapitał stawia cały system na nogi za swoje środki, a potem czerpie z niego zyski. Można i tak. Czy nie byłoby jednak lepszym rozwiązaniem, by kilka największych polskich metropolii (a wiemy, że podobne zamiary ogłosiły już Wrocław i Kraków) wybrało jednego dostawcę, wykorzystując mocniejszą pozycję przetargową?

A może warto włączyć do gry środki publiczne i zagwarantować w umowie możliwość dzielenia się takim systemem między różnymi polskimi miastami? Pozwoliłoby to uniknąć sytuacji, w której każde kolejne miasto musi kupować system na nowo, płacąc ze wspólnej kasy za de facto to samo, co już inna jednostka samorządu kupiła.

Po drugie, skala przedsięwzięcia. Z pierwszych informacji wynika, że warszawski ZDM ma dość sztywną koncepcję funkcjonowania miejskiej wypożyczalni aut. Opłata będzie więc pobierana za godzinę działania, a nie za przejechane kilometry. System ma być też ograniczony do ścisłego centrum miasta. Oczywiście ZDM przedstawia racjonalne argumenty za obranym przez siebie modelem. To ich ostentacyjne trochę jednak niepokoi.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną