Rynek

Czech ma kupować czeskie

Czesi znów straszą embargiem na „polską żywność niskiej jakości”

Polskie jabłka nie spełniają – według Czechów –wymogów jakościowych. Polskie jabłka nie spełniają – według Czechów –wymogów jakościowych. Joanna Nix / Unsplash
Walka czeskich władz z polską żywnością nie ustaje. Czy nasz rząd weźmie w obronę polskich producentów?

Scenariusz jest zawsze ten sam. Czesi z triumfem ogłaszają, że wykryli w produkcie polskiego pochodzenia niedozwolone substancje, przypominają szereg podobnych skandali z przeszłości (na czele z solą wypadową w jedzeniu) i grożą wysokimi karami. Teraz wpadli na dodatkowy pomysł. Czeski minister rolnictwa chce karać polskich producentów żółtymi i czerwonymi kartkami. Recydywiści mieliby otrzymywać zakaz eksportu do Czech. To zagrożenie poważne, skoro polskie firmy sprzedają do południowego sąsiada produkty warte ponad miliard euro rocznie.

Czeska nagonka na polską żywność

Oczywiście takie groźby stoją w całkowitej sprzeczności z prawem unijnym, ale kogo to obchodzi w naszej części Europy? Czeski rząd, podobnie jak polski, do Unii podchodzi z przymrużeniem oka. Premier Andrej Babiš co prawda nie poszedł na wojnę z sędziami, ale chciałby dużo większej swobody od wspólnotowych regulacji – na przykład dotyczącej tego, co wolno, a czego nie wolno sprowadzać do Czech. Przez lata to on jako szef holdingu żywnościowego Agrofert był naczelnym wrogiem polskiego jedzenia. Dziś formalnie swojego koncernu nie kontroluje, ale w rzeczywistości walka z polską żywnością wciąż ma dla niego priorytetowy charakter. Zachęca obywateli, aby kupowali produkty lokalne, czyli czeskie, a nie importowane – w domyśle polskie.

Czytaj także: Czechy mają nowego premiera. Ale nie wiadomo, czy to dobrze

Służby kontrolują, Czesi kupują – mimo „niskiej jakości”

Nasi producenci przyzwyczaili się już do ciągłych kontroli, wytykania palcami i odgrywania roli chłopców do bicia. Co ciekawe, czeskie sieci handlowe mimo tej nagonki nadal chętnie sprowadzają od nas wiele towarów i zlecają produkcję w Polsce wielu marek własnych. Czesi opinię o polskim jedzeniu mają generalnie złą, czemu trudno się dziwić przy nieustannej medialnej ofensywie, ale nadal polskie produkty kupują, zwłaszcza mięso i nabiał. A to oznacza, że czeskie służby kontrolne pozostają w stanie najwyższej gotowości bojowej. Cel jest jasny: nadal udowadniać, że polskie jedzenie jest nie tylko marnej jakości, ale wręcz niebezpieczne dla zdrowia czeskiego obywatela.

Czytaj także: Nie Polska czy Węgry, ale Czechy są najbliżej wyjścia z Unii

Czy rząd odeprze czeskie ataki na polską żywność i system kontroli jej jakości?

A przecież Czechy to podobno nasz sojusznik, członek Grupy Wyszehradzkiej. Ramię w ramię walczymy na forum unijnym, aby przypadkiem nie przyjąć jakiegoś uchodźcy. Gdy jednak chodzi o pieniądze, nagle sojusz polsko-czeski się rozpada, a polski rząd okazuje się całkowicie bezradny wobec czeskiej nagonki na polską żywność. Dlaczego nie potrafimy bronić jednej z najważniejszych dla polskiego eksportu branż przed nieustannymi atakami? Dlaczego PiS godzi się, by nasz podobno bliski partner traktował „Made in Poland” jako synonim wszelkiego zła? Tymczasem Czesi atakują już nie tylko naszych producentów, ale też cały system kontroli jakości jedzenia w Polsce, uważając go za całkowicie nieefektywny, a nawet kwestionując jego niezależność. A polski rząd, zamiast wreszcie zacząć skutecznie walczyć z Czechami, wykorzystując do tego instytucje unijne, udaje, że problemu nie widzi.

Czytaj także: Ta sama marka, inny skład. Dlaczego żywność w UE różni się jakością?

Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę?

Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Ewa Wilk
05.04.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną