Rynek

Opóźnienie jak na Chopinie

Lotniska w Europie zakorkowane jak autostrady. Okęcie w czołówce

Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina Kuba Bożanowski / Flickr CC by 2.0
Stołeczne lotnisko należy do najbardziej niepunktualnych w Europie, a i nasz narodowy przewoźnik nie ma się czym chwalić. Infrastruktura nie nadążą za ekspansją linii lotniczych.

Według danych serwisu Flightstats w czerwcu i lipcu aż połowa lotów w największym polskim porcie była opóźniona. To jeden z najgorszych wyników w całej Europie. W przypadku Lotu opóźnienia dotykają prawie 40 proc. rejsów i marne to pocieszenie, że niektóre linie na naszym kontynencie mają jeszcze gorsze statystyki. Sierpień zapewne poprawy nie przyniesie, a wyniki polepszą się dopiero na jesieni, gdy na europejskich lotniskach zrobi się odrobinę luźniej.

Czytaj także: Za 10 lat lotnisko Chopina będzie zamknięte dla pasażerów

Opóźnione samoloty głównie przez wzrost ruchu, braki kadrowe, upały i burze

Kto jest winnym? Powodów wymienić można bardzo wiele. Kolejne lotniska nie radzą sobie z gwałtownym wzrostem ruchu. To przypadek m.in. portu Chopina, gdzie przepustowość w niektórych godzinach jest już wyczerpana, a alternatywne lotnisko w Modlinie z powodu braku rozbudowy też jest zatkane. W Europie Zachodniej główny problem to już nawet nie strajki, a po prostu braki kadrowe wśród kontrolerów ruchu lotniczego. Najgorsze są we Francji, kraju kluczowym dla europejskich połączeń z powodu swojej wielkości i położenia. Do tego dodajmy jeszcze przybierające na sile strajki w Ryanairze oraz falę upałów i związane z nimi burze, utrudniające pracę zwłaszcza portom w Wielkiej Brytanii. I tak oto otrzymujemy receptę na lotniczy chaos.

Przewoźnicy padają ofiarą własnej ekspansji

Opóźnienia w jednych regionach natychmiast rozlewają się na inne, bo przy napiętych rozkładach i przeciążonych lotniskach linie nie są w stanie ich redukować. Przewoźnicy padli w dużej mierze ofiarą własnej ekspansji. Szereg europejskich linii rośnie w tempie kilkunastu procent rocznie (Lot nawet szybciej), tymczasem przepustowość lotnisk zwiększa się dużo wolniej. Do tego europejska przestrzeń powietrzna jest już bardzo zatłoczona i bez radykalnych inwestycji dokonywanych przez agencje żeglugi powietrznej problemy będą coraz większe. Powiedzmy jasno: takiej lotniczej ekspansji infrastruktura nie tylko w Polsce, ale i w wielu innych krajach na dłuższą metę po prostu nie wytrzyma.

Tłok na niebie przez coraz większe floty i pazerne porty

Tymczasem flota – zwłaszcza przewoźników niskokosztowych jak Ryanair, Norwegian, easyJet czy Wizz Air – ma dalej rosnąć w imponującym tempie. Aż strach pomyśleć, jakie opóźnienia czekają nas zatem następnego lata. Pomóc mogłyby tylko kroki radykalne jak stworzenie jednolitej europejskiej przestrzeni powietrznej i odebranie poszczególnym krajom ich narodowych uprawnień. Jednak na taki krok nie chcą się oczywiście zgodzić kontrolerzy lotów, bo wówczas ich lokalne akcje protestacyjne znacznie straciłyby na znaczeniu. Winne są też porty lotnicze, które zamiast podnieść opłaty, dalej w wielu przypadkach o przewoźników walczą rabatami i ulgami. Oczywiście zwykły pasażer najpierw się cieszy, rezerwując tanie bilety. Ale im więcej opóźnień i odwołanych lotów, tym mniejsza radość z takiego urlopu. Lotniska się po prostu zakorkowały jak autostrady i szans na ratunek nie widać.

Czytaj zawsze: Drugim lotniskiem stolicy ma być odległy Radom, a nie Modlin

Reklama

Czytaj także

Kraj

Kiedy lekarze podlegają karze

Lekarze do więzień za błędy medyczne? Co jest zagrożeniem dla zdrowia: kadra medyczna czy polityczna?

Ewa Siedlecka
11.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną