Polityczna wojna wokół lotnisk. Czy wybory samorządowe przyniosą rozstrzygnięcie?

Lotnicze wybory
Chaos z lotniskami na Mazowszu to nie tylko przykład szkodliwych politycznych gier. To także marny prognostyk przed budową Centralnego Portu Komunikacyjnego.
Lotnisko w Modlinie
Panek/Wikipedia

Lotnisko w Modlinie

Tegoroczne wybory samorządowe będą miały, z oczywistych powodów, bardzo duże znaczenie dla naszego kraju. Jednak do urn pewnie pójdzie znowu mniej niż połowa uprawnionych. Tymczasem na Mazowszu batalia powinna zainteresować wszystkich, którzy choć od czasu do czasu korzystają z samolotów. Wybory są bowiem jedyną nadzieją, aby przerwać absurdalny polityczny konflikt, którego ofiarami padły lotniska zarówno w Modlinie, jak i w Warszawie.

Lotnisko w Modlinie w politycznym klinczu

Z jednej strony mamy władze samorządowe Mazowsza, czyli koalicję PSL-PO, której oczkiem w głowie jest lotnisko w Modlinie. Po drugiej stronie barykady zaś Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze” (w skrócie PPL), zarządzające stołecznym lotniskiem Chopina. Kłopot w tym, że PPL jest też jednym z czterech udziałowców Modlina (obok mazowieckiego samorządu, Agencji Mienia Wojskowego i gminy Nowy Dwór Mazowiecki). PPL podlega oczywiście rządowi, czyli PiS. Kluczowe decyzje w Modlinie, takie jak zaciągnięcie kredytu na rozbudowę, można podjąć tylko jednomyślnie.

Samorząd Mazowsza kontra PPL

Tymczasem PPL oraz Urząd Marszałkowski na Mazowszu są ze sobą w ostrym konflikcie. Teoretycznie powinno im zależeć na porozumieniu. PPL chce przecież, żeby część linii wyniosła się z zapchanego lotniska Chopina, a Modlin byłby dla nich najlepszą opcją, bo nie jest zbyt odległy od Warszawy, a do tego oferuje niższe opłaty lotniskowe. Z kolei mazowiecki samorząd chce Modlin rozwijać, skoro zainwestował tam już sporo pieniędzy. W tej chwili z portu w Modlinie korzysta tylko Ryanair, mały terminal jest już bardzo zapchany (obsługuje 3 mln pasażerów rocznie), a lotów przestało przybywać.

Niestety, polityka bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. PPL chciałby przejąć nad Modlinem kontrolę, ale swoich udziałów sprzedawać nie zamierza mazowiecki marszałek. Ten oczywiście najchętniej pozbyłby się PPL, jednak trudno sobie wyobrazić, żeby skonfliktowane strony dogadały się co do warunków takiej transakcji. PPL Modlina nie tylko nie zamierza dofinansować, ale nie godzi się nawet na zaciągnięcie kredytu, bo twierdzi, że zbyt dobre warunki ma w porcie Ryanair. Z kolei dla samorządu Ryanair to najważniejszy klient i partner, więc lokalni politycy boją się go zdenerwować, podnosząc opłaty.

Polityczna wojna wokół Modlina i Radomia

Efektem tego klinczu jest ostatnia „wojna raportowa”, gdy obie strony przerzucają się na konferencjach prasowych własnymi raportami i analizami. PPL twierdzi, że taniej i szybciej jest rozbudować lotnisko w Radomiu niż w Modlinie, chociaż wiadomo, że za tym pierwszym ostro lobbuje szereg polityków PiS z Adamem Bielanem na czele. Władze Mazowsza raport przygotowany dla PPL wyśmiewają i przekonują, że na rozbudowę Modlina nie potrzeba wcale miliarda złotych, a tylko jedną piątą tej kwoty. Do wyborów samorządowych na kompromis nie możemy liczyć. A potem?

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj