Drugim lotniskiem stolicy ma być odległy Radom, a nie Modlin

Radom – lotnisko wbrew branży
Porty Lotnicze mogą wydać nawet kilkaset milionów złotych na rozbudowę lotniska w Radomiu, choć nie wiadomo, jak skłonić linie do latania stamtąd.
Decyzja Portów Lotniczych o rozwoju Radomia ma być ucieczką z modlińskiego pata.
Dariusz Lewandowski/Forum

Decyzja Portów Lotniczych o rozwoju Radomia ma być ucieczką z modlińskiego pata.

Przedsiębiorstwo państwowe „Porty Lotnicze”, zarządzające lotniskami w Warszawie i Zielonej Górze i z udziałami w większości pozostałych, podpisuje list intencyjny z władzami Radomia w sprawie rozbudowy tamtejszego lotniska. Ma ono zastąpić Modlin, zbudowany przez koalicję PO-PSL jako port zapasowy dla zapychającego się Lotniska Chopina i przejąć linie niskokosztowe oraz czarterowe.

Szczegóły dotyczące inwestycji oraz przekształceń własnościowych radomskiego lotniska będą znane po zakończeniu kolejnych analiz. Jednak zakres niezbędnych prac oznacza niemal budowę portu od nowa. Potrzeba dłuższego pasa startowego, nowego terminala, nowej płyty postojowej, pomocy nawigacyjnych, dróg kołowania, a także poprawy dojazdu, szczególnie doprowadzenia do lotniska linii kolejowej.

Upór władz Radomia, Portów Lotniczych oraz wiodących polityków PiS, aby ożywić lotnisko, nie spotyka się jednak z odzewem branży. Linie nie chcą z Radomia latać, a nasi rozmówcy jednoznacznie mówią – to nie kwestia braku infrastruktury, tylko braku popytu.

Inwestycje są potrzebne

Jakkolwiek pomysł inwestowania kilkuset milionów złotych w lotniska obsługujące szeroko rozumiane okolice Warszawy może wydawać się bezsensowny w kontekście planowanej budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, to wcale taki nie jest.

CPK, wierząc w optymistyczny harmonogram prezentowany przez obecny rząd, ruszy najwcześniej w 2027 roku. Tymczasem już teraz lotniska w rejonie Warszawy się zapychają. Lotnisko Chopina ma problemy szczególnie z obsługą rejsów dalekodystansowych w godzinach szczytu, co ogranicza możliwości rozwoju LOT. Terminal jest zbyt mały, brakuje odpowiednich stanowisk postojowych, a rejsów nie można przenieść na inną godzinę, bo zdemolowałoby to koncepcję budowy hubu przesiadkowego w Warszawie.

Zapchany jest też Modlin. Choć lata z niego tylko Ryanair, to ruch na poziomie trzech mln pasażerów rocznie niemal wyczerpuje możliwości terminala. Bez rozbudowy nie ma szans na istotny rozwój.

Z obydwu lotnisk da się jeszcze trochę wycisnąć, ale już teraz nie są one efektywne, a za trzy–cztery lata będą całkowicie zablokowane. Brak rozbudowy do 2027 roku spowoduje, że Warszawa utraci swą pozycję na rzecz konkurencyjnych hubów.

Nie ma mowy też o tanich, punktowych inwestycjach. Na Lotnisku Chopina potrzeba powiększenia terminala, w Modlinie poza pilną rozbudową terminala w perspektywie kilku lat konieczny będzie też gruntowny remont drogi startowej lub budowa nowej. Zwłaszcza w przypadku Modlina szacunki kosztów są rozbieżne i wariantowe, ale potrzeba kilkaset milionów złotych na każdy z portów.

Lotnisko Chopina zostanie rozbudowane, bo szef Portów Lotniczych Mariusz Szpikowski rozumie, że to niezbędne do czasu uruchomienia CPK. Plany są wprawdzie blokowane przez MON, ale to spór czysto terytorialny, związany z propozycją przeniesienia części bazy wojskowej. Środki na inwestycje są i szybko się zwrócą – Porty Lotnicze w samym 2017 roku do listopada zarobiły ponad 300 mln zł netto.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj