Rynek

Samorządy jawnie sabotują rozwój kolei, choć przyjmują dotacje

Gdy jedne województwa starają się dobrze wykorzystywać unijne pieniądze, inne najchętniej kolej w ogóle by zlikwidowały. Gdy jedne województwa starają się dobrze wykorzystywać unijne pieniądze, inne najchętniej kolej w ogóle by zlikwidowały. Phil Richards / Flickr
Podczas gdy jedne województwa starają się dobrze wykorzystywać unijne pieniądze, inne najchętniej kolej w ogóle by zlikwidowały. Mistrzem marnotrawstwa w nowym rozkładzie jazdy jest warmińsko-mazurskie.

Prawie 300 mln zł kosztował remont malowniczej, ale też bardzo ważnej linii z Ełku do Olsztyna przez Pisz i Szczytno. Nie tylko wymieniono tory, ale także zbudowano liczne nowe przystanki. To linia, która dla wielu małych miejscowości mogłaby okazać się lekiem na transportowe wykluczenie. Niestety, samorząd województwa warmińsko-mazurskiego przygotował ofertę, jaka na pewno mieszkańców nie zadowoli.

Na pełnej trasie z Ełku do Olsztyna przez Pisz jeżdżą zaledwie dwie pary pociągów dziennie. Z Piszu do Olsztyna dochodzi jeszcze trzecia para, a nieco więcej połączeń jest dostępnych wyłącznie ze Szczytna do stolicy województwa. Ogromne pieniądze wydane na remont linii mogą zostać w ten sposób zmarnowane.

Czytaj także: Z Krakowa do Trójmiasta w trzy godziny. Czy mamy takie możliwości?

Regiony antykolejowe

Kompromitacja warmińsko-mazurskiego samorządu to kolejny dowód na to, że są w Polsce województwa, które mimo ogromnych unijnych dotacji kolej traktują jako wcielone zło, uruchamiają symboliczną liczbę pociągów i robią to tylko po to, żeby mieć alibi. W Niemczech przed laty pojawiło się nawet określenie Alibi-Zug, czyli pociąg widmo – śladowa liczba połączeń, w godzinach najczęściej nieatrakcyjnych dla pasażerów, stanowiąca świetną wymówkę dla lokalnych władz. Nie ma pociągów? Przecież są! A dlaczego nie ma ich więcej? Bo tymi, które są, przecież nikt nie jeździ! I tak koło się zamyka, a politycy mają święty spokój.

Warmińsko-mazurskie nie jest oczywiście osamotnione w swojej antykolejowej polityce. Na drugim krańcu Polski województwo podkarpackie, bastion PiS, od dawna stara się zniechęcać, jak może, swoich mieszkańców do kolei. W nowym, obowiązującym od niedzieli rozkładzie jazdy połączeń jeszcze ubyło, np. na linii do Zagórza, a do Komańczy już żadne składy nie dotrą. Podobno dlatego, że mało kto z nich korzystał. Zamiast ofertę poprawić, łatwiej ją po prostu zlikwidować.

Czytaj także: PKP zmodernizuje dworce w całym kraju. Ale czy zrobi to z głową?

Łódź i Poznań mogą inaczej

Także województwo podlaskie nie rozpieszcza mieszkańców. Tam trwa remont wielu linii kolejowych, ale zapewne ich potencjał będzie tak samo niewykorzystany jak połączenia z Ełku do Olsztyna. A przecież można inaczej. W województwie dolnośląskim przywrócono do ruchu w niedzielę kolejne odcinki – pociągi dotarły do Bielawy, wróciły także na trasę z Lubina do Głogowa. W planie są następne reaktywacje. Wielkopolska rozwija kolej metropolitalną wokół Poznania, a region łódzki inwestuje w Łódzką Kolej Aglomeracyjną.

Czytaj także: Czy PKP Intercity zrezygnuje ze sprzedaży biletów bez wskazania miejsca?

Czy Unia pomoże w walce z niegospodarnymi samorządami?

Niestety, nie ma żadnych prawnych możliwości, aby zdyscyplinować te samorządy, które rozwój kolei jawnie sabotują. Pomóc może chyba tylko Unia Europejska, bo wydanie dużych pieniędzy na remont linii, a potem uruchomienie na niej śladowej liczby pociągów – to podręcznikowy przykład niegospodarności. Dotacje powinny być przyznawane tylko pod warunkiem zobowiązania się regionu do stworzenia oferty naprawdę przyjaznej dla pasażera. Jeśli tego nie zrobi, niech zwraca dofinansowanie.

Standardy zostały już dawno ustalone w innych krajach. W przypadku linii bardzo peryferyjnych minimum przyzwoitości to pociąg co dwie godziny od rana do wieczora, ale standardem powinien być tzw. takt godzinny. Udało się to np. na linii ze Słupska do Ustki w województwie pomorskim. Może marszałek warmińsko-mazurski powinien odwiedzić swojego sąsiada i sprawdzić, jak należy układać rozkład jazdy.

Czytaj także: Bezkonkurencyjne PKP, bo wspierane przez PiS

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną