Rynek

Gastrokryzys i wielka improwizacja rządu

Restauracja Habana w Rzeszowie. Zdjęcie z maja 2020 r. Restauracja Habana w Rzeszowie. Zdjęcie z maja 2020 r. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
Przedsiębiorcy są wkurzeni, bo nie pozbierali się jeszcze po poprzednim zamknięciu, a od soboty znów muszą się zmagać z koronakryzysem.

„Idziemy wąską ścieżką między niekontrolowanym wybuchem epidemii a bardzo trudnymi wyborami gospodarczymi, zapaścią gospodarczą, długotrwałymi kłopotami. Znalezienie właściwej ścieżki pośrodku jest kluczem do szybkiego odbicia gospodarczego w najbliższej przyszłości” – powiedział premier Mateusz Morawiecki, ogłaszając wprowadzenie kolejnej tarczy mającej ratować branże, które znów objęto lockdownem: gastronomię, sektor fitness i rozrywkę.

Czytaj też: Nie będzie lockdownu, będzie breakdown

Złość i zmarnowane jedzenie

Jeśli idziemy wąską ścieżką – pytają przedsiębiorcy – to dlaczego jeszcze tak się zataczamy? Dlaczego nie ma przygotowanych scenariuszy kryzysowych, nikt nie rozmawia z nami, a jedyną formą reakcji jest zamykanie całych branż? Wszystko robi wrażenie improwizacji w stanie totalnej paniki, choć pandemia jest z nami już trzeci kwartał.

Przedsiębiorcy są wkurzeni, bo nie pozbierali się jeszcze po poprzednim zamknięciu, a od soboty znów muszą się zmagać z koronakryzysem. Powodem obostrzeń jest konieczność ograniczenia kontaktów społecznych w miejscach, gdzie zachowanie reguł pandemicznych było iluzoryczne. Przedstawiciele gastronomii nie kryją rozżalenia nie tylko samą decyzją, ale momentem i niespodziewanym trybem. Wszystko stało się w sobotę, gdy lokale zgromadziły już zapasy na weekend, bo wtedy gości jest najwięcej.

Masa jedzenia się zmarnowała, bo nie wszystkie lokale funkcjonują w systemie sprzedaży na wynos i z dowozem. Duże sieciowe restauracje sobie jakoś poradzą, ale tysiące małych knajpek, tworzonych przez młodych ludzi, padnie. Według wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska na początku roku działało ok. 70 tys. placówek gastronomicznych stałych i sezonowych, w ciągu dziewięciu miesięcy działalność zawiesiło 4,3 tys.

Czytaj też: Unieważnić kryzys. Dlaczego przedsiębiorcy żądają niemożliwego?

Czego chce branża gastro

Ogłoszona przez premiera tarcza oferuje branżom gastronomicznej, rozrywkowej, zajmującej się zdrowiem fizycznym (siłowniami, fitnessem, sportem), a także handlowi detalicznemu zwolnienie ze składek, postojowe, pięciotysięczne dotacje. Otrzymają je te firmy, których przychody zmniejszyły się o 40 proc. rok do roku. Na razie pomoc dotyczy listopada, ale może zostać rozszerzona na kolejne miesiące.

Branża gastronomiczna, która po poprzednim lockdownie zaczęła się organizować i w lipcu powołała Izbę Gospodarczą Gastronomii Polskiej, nie wydaje się usatysfakcjonowana nową tarczą. „Sztab Kryzysowy Gastronomii Polskiej” zaproponował dużo większy zestaw działań osłonowych, których oczekuje od rządu. To między innymi:

  • stworzenie Funduszu Gwarancyjnego dla Gastronomii Polskiej w ramach Tarczy dla wierzycieli czynszów najmu – w szczególności prywatnych właścicieli nieruchomości
  • uruchomienie programu redukcji czynszów najmu przez jednostki budżetowe w Polsce o 90 proc. i programu pomocowego refundacji czynszów najmu komercyjnych w tym samym zakresie od 1 listopada 2020 do 30 czerwca 2021 r.
  • gwarancje dla banków w celu uruchomienia nieoprocentowanych pożyczek dla gastronomii
  • gwarancje dla klientów dokonujących wpłat zaliczek na wydarzenia grupowe w obiektach
  • umorzenie obowiązku spłat dotacji z PFR
  • umorzenie składek ZUS dla branży gastronomicznej od 1 listopada 2020 do 30 czerwca 2021 r.
  • wprowadzenie „bonu gastronomicznego” na wzór „bonu turystycznego”.

Na fali wiosennego lockdownu powstało też wiele małych inicjatyw samoobrony gastronomii. Należy do nich akcja #wspieramgastro i wspólna platforma internetowa do zamawiania jedzenia. Dziś członkowie akcji znów się skrzykują, apelując do klientów, by nie porzucali knajp, które lubią, i zamawiali w nich jedzenie. „Jakie miejsca wspierać? Takie, które lubicie i w które wierzycie! W tej chwili nie ma tak, że małe restauracje mają gorzej, a doinwestowane miejsca lepiej. Nie. Jest różnie. Wielkie restauracje to ogromne koszty i problemy z nagłą zmianą profilu działalności. Małe to często prawdziwe życiowe dramaty ludzi o wielkim sercu. Wszyscy mają przeje...” – to jedna z porad na profilu.

Czytaj też: Poruszenie wśród handlarzy używanych aut

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Jak kwarantanna odbije się na naszym zdrowiu

Siedzimy na huśtawce społecznej i politycznej. Z jednej strony dyscyplina sanitarna, z drugiej masowe manifestacje oraz bandyckie rozróby na ulicach. Chaos, bezładne poczynania władzy, jak zapowiedź tzw. narodowej kwarantanny, wzmacniają nasz niepokój.

Martyna Bunda, Ewa Wilk
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną