Rynek

Na kłopoty Gowin? Przedsiębiorcy chyba w to nie uwierzą

Konferencja prasowa Jarosława Gowina, 30 listopada 2020 r. Konferencja prasowa Jarosława Gowina, 30 listopada 2020 r. Hubert Mathis / Zuma Press / Forum
Zadowolony wicepremier nie szczędził sobie komplementów i można odnieść wrażenie, że nieco ironicznie odniósł się do dawnych planów swojego szefa: Mateusza Morawieckiego.

Wicepremier i minister rozwoju pracy i technologii Jarosław Gowin ogłosił swój „Plan dla pracy i rozwoju”. Ma się składać, jak wyjaśnił autor, z trzech filarów. Pierwszy to bezpośrednia pomoc firmom zagrożonym pandemią. Drugi nazywa się dość enigmatycznie „nowym kierunkiem”. „To pakiet działań wspierających firmy zmuszone do transformacji i dostosowania się do zmienionych potrzeb rynku” – wyjaśnił wicepremier. Czyli szkolenie, wsparcie na przebranżowienie, jeśli dotychczasowy biznes nie rokuje. Trzeci filar nazywa się „nowy start”. To wsparcie na ponowne uruchomienie działalności w nowych realiach.

Plan Gowina mają wspierać: tarcza prawna, cyfryzacja, bardziej przyjazne prawo zamówień publicznych. Słowem: bajka. Zadowolony wicepremier nie szczędził sobie komplementów i można odnieść wrażenie, że nieco ironicznie odniósł się do dawnych planów swojego szefa, czyli Planu Morawieckiego. Tamten to były marzenia, a ten to twarde konkrety.

Czytaj też: Serial Gowina z zamykaniem sklepów meblowych

Resztka pieniędzy dla 40 branż

„Polacy potrzebują konkretnego planu, nie ogólnych wizji i idei – mówił Gowin. – Planu rozpisanego na działania, bo tylko konkrety dają poczucie bezpieczeństwa w trudnym czasie. Przygotowaliśmy taki plan. W czasach kryzysu przede wszystkim musimy zapewnić byt polskim rodzinom i przetrwanie polskim firmom. Rozwój, bo kryzys i pandemia kiedyś miną, musimy myśleć o jak najszybszym powrocie naszej gospodarki na ścieżkę wzrostu”.

Przedsiębiorcy usłyszeli, że resort Gowina stanie na wysokości zadania, lepiej niż za czasów jego poprzedniczki. „O ile wiosną tarcza była adresowana bardzo szeroko i kosztowała nas ok. 150 mld zł, o tyle obecnie nie ma takiego uzasadnienia. To jest dług, który każdy z nas będzie musiał w przyszłości spłacać. Tym razem pomoc adresowana jest bardzo precyzyjnie, określiliśmy ok. 40 branż, ale nie wykluczamy ich rozszerzenia” – przekonywał. Czyli będzie mniej pieniędzy, ale mimo to lepiej. Bo do wydania jest już resztka pieniędzy z tych, które zaplanowano wiosną.

Czytaj też: Przemysł spotkań w zapaści

PiS przedsiębiorców nie lubi

A czy lepiej? Tu pojawiają się wątpliwości. Bo oczywiście można przedsiębiorców przekonywać o tym, jak państwo będzie ich wspierać. Tyle że oni mają już wiele bolesnych doświadczeń. Dotyczą zaskakiwania decyzjami z dnia na dzień, jak ta o listopadowym zamrożeniu gastronomii i sporej części handlu. Także system przyznawania pomocy na podstawie kodów PKD, co sprawiło, że firmy, które oberwały w wyniku covidowych obostrzeń, nie mogły dostać pieniędzy, bo miały niewłaściwe kody. Nowe podatki (np. od spółek komandytowych), rosnące koszty działania (np. wzrost cen energii) itd. Tę listę można ciągnąć długo.

Przedsiębiorcy dobrze też wiedzą, że polityczna pozycja Gowina w strukturze władzy nie jest najmocniejsza, więc jego dumny plan, mimo niewątpliwie dobrych intencji, może zostać na papierze. Bo los przedsiębiorców zależy również od resortu Zbigniewa Ziobry, który za nimi nie przepada i ma masę pomysłów, jak im przykręcić śrubę. Na przykład stosując konfiskatę rozszerzoną czy przewlekając postępowania sądowe.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku ministra finansów i aparatu skarbowego, który gotów jest każdego puścić w skarpetkach. Tych punktów zapalnych jest coraz więcej, bo PiS – mówiąc najłagodniej – za prywatnymi przedsiębiorcami nie przepada. Woli rozbudowywać gospodarkę państwową.

Czytaj też: Gastrokryzys i wielka improwizacja rządu

Skończy się i praca, i rozwój

Na dodatek Plan Gowina ufundowany ma być w dużym stopniu z pieniędzy Krajowego Planu Odbudowy pochodzących z unijnego Funduszu Odbudowy dla Europy. I tu mamy problem, bo jeśli Polska zablokuje uchwalenie budżetu UE, to tych pieniędzy nie dostaniemy. I tak skończy się i praca, i rozwój.

„Zamierzamy działać nie tylko tu i teraz, ale budujemy też fundamenty na przyszłość. Na tarczę branżową i elementy tarczy finansowej przeznaczymy ok. 40 mld zł. Uruchamiamy instrumenty znane już wiosną” – dodał. W ramach „Planu dla pracy i rozwoju” każda umowa o pracę i umowa zlecenie może być dofinansowana kwotą do 2 tys. zł. Wiosenne subwencje z PFR zostaną w 100 proc. umorzone” – zaznaczył.

Czytaj też: Kogo dusi lockdown?

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Marcel Andino Velez o trudnej sztuce opieki nad niesamodzielnymi rodzicami

Marcel Andino Velez, założyciel opiekuńczej organizacji Młodszy Brat, o tym, dlaczego dom rodzinny jest ważny dla rodziców w jesieni życia i co należy wiedzieć, decydując się na opiekę nad nimi w domu.

Teresa Olszak
25.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną