Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Receptomaty, czyli boty od brudnej roboty. Wyręczają system, ale zagrażają życiu i zdrowiu

E-recepta na telefonie E-recepta na telefonie Kamil Gozdan / Agencja Wyborcza.pl
Ministerstwo Zdrowia przekazało Naczelnej Izbie Lekarskiej dane kilkunastu lekarzy, których nazwiska firmowały hurtowo wystawiane przez automaty recepty bez badania pacjentów. Grozi im utrata prawa wykonywania zawodu, jeśli wyrazili na to zgodę świadomie, dla pieniędzy.

Sprawami nieuczciwych lekarzy zajmą się teraz rzecznicy odpowiedzialności zawodowej. Wcześniej byli bezsilni, informacje na temat skali oraz nazwisk lekarzy hurtowników są w posiadaniu Ministerstwa Zdrowia, do NIL przysłało je po raz pierwszy. Teraz może mówić, że rozwiązanie problemu zależy od sprawności działania samorządu lekarskiego.

Izba, po dokładnym zbadaniu zarzutów, jest władna pozbawić nieuczciwe osoby prawa wykonywania zawodu. Odium pazerności i braku odpowiedzialności za beztroskie wypisywanie recept, szkodzących zdrowiu zainteresowanych, spada bowiem na całe środowisko. Ministerstwo Zdrowia zbyt długo nie zauważało problemu. Kiedy go już wreszcie zobaczyło – nie bardzo wie, jak go rozwiązać.

Czytaj także: Prozac, xanax, valium, fentanyl, viagra. Polacy nadużywają leków

Recepty na życzenie

Najczęściej recepty wystawiane są na silne leki psychotropowe, odurzające czy przeciwbólowe, opioidy. Ale także na polecany przez niektóre siłownie testosteron czy specyfiki na potencję lub popularny specyfik na cukrzycę, kupowany też jako skuteczny środek odchudzający. Potencjalnymi pacjentami takich internetowych przychodni są więc osoby, które recepty na te środki od prawdziwego lekarza prawdopodobnie by nie otrzymały, mogą im bowiem zaszkodzić. Ale klientami wirtualnych przychodni stają się też osoby, o zdrowie których państwo się nie troszczy. Wystawienia recepty lekarz może odmówić również z powodów ideologicznych, żeby się nie narażać – jak w przypadku tabletki „dzień po”, co z dobrem pacjentki naprawdę nie ma nic wspólnego. Wtedy nie ma innego wyjścia, trzeba receptę kupić w automacie.

Musi kupić, żeby nie przerywać leczenia

Inną grupą klientów internetowych przychodni są osoby przewlekle chore, które mają coraz większe problemy z kupieniem leków, które muszą zażywać permanentnie. – Alfadiolu, czyli leku umożliwiającego przyswajanie wapnia osobom, których organizmy nie są w stanie tego robić samodzielnie, nie ma w aptekach od połowy ubiegłego roku. Na zastępnik, Alpha D3, trzeba polować, bywa w niewielu aptekach. W dodatku w bardzo małych dawkach, po 0,25 mg, podczas gdy ja potrzebują codziennie 1,5 mg – skarży się pacjentka. – Jak uda mi się kupić na receptę dwa opakowania w jednej aptece, co wystarcza na 20 dni, to do innej, w drugiej części miasta, już muszę mieć nową receptę. Więc czasem jestem zmuszona korzystać z płatnego receptomatu.

Osób, które zmuszone są kupować recepty, żeby zrobić mały zapas i nie narażać się na przerwy w leczeniu, jest dużo więcej. Polacy od lat są krajem, w którym – według OECD – za leki częściowo refundowane przez państwo pacjenci płacą najwięcej, ok. 65 proc. ich wartości. Więcej od nas płacą tylko Rosjanie i mieszkańcy Kostaryki. Coraz dłuższa lista leków deficytowych powoduje konieczność robienia zapasów i płacenia nie tylko za lek, ale także za receptę.

Czytaj także: Polacy lubią brać leki. Ale od nadmiaru zdrowia nie przybywa

Rocznie liczba takich recept wystawianych w internecie przez boty sięga już setek tysięcy, a interes kręci się coraz szybciej, więc wirtualnych przychodni przybywa. Za wystawienie recepty przez automat trzeba wprawdzie zapłacić, od 30 do 70 zł, ale e-receptę uzyskuje się nawet po kilku minutach. W przychodniach, które są w posiadaniu naszej karty zdrowia, gdzie odnotowane są wszystkie nasze choroby przewlekłe, a lekarz rodzinny orientuje się w stanie naszego zdrowia, trwa to zwykle dłużej. Tylko że lekarz rodzinny wie, co i dlaczego nam wypisuje, nawet jeśli nie za każdym razem nas bada. I nawet jeśli również wystawia e-receptę. Telemedycyna ma bowiem uzupełniać leczenie w realu, nie powinna natomiast go zastępować. Praktyki hurtowego wypisywania recept na życzenie nie można jednak nazwać telemedycyną.

To nie leczenie, to dilerka

Albowiem bot nie ma pojęcia, z kim rozmawia, i pytań, które nam zadaje, żadną miarą nie można nazwać badaniem. Tym bardziej pseudoankiety, w której mamy krótko opisać, co nam dolega, albo po prostu – nazwać lek, na który chcemy „kupić” receptę. Trudno więc nie zgodzić się z Markiem Tomkowem z Naczelnej Izby Aptekarskiej, że taka praktyka podważa samą ideę wystawiania recept, która służyć ma leczeniu, ale też blokowaniu łatwego dostępu do leków, które mogą zaszkodzić. Brudna robota, jaką wykonują boty, bardziej przypomina dilerkę, bo leczeniem na pewno nie jest. Proceder po prostu nabija kasę właścicielom firm, zatrudniającym boty i płacącym lekarzom za odpłatne udostępnienie swego nazwiska. Okazuje się, że takie wirtualne przychodnie, które w ogóle nie zatrudniają prawdziwych lekarzy ani nigdy nie miały do czynienia z żywym pacjentem, funkcjonują jednak bez przeszkód. Chociaż wiadomo, że – choć wystawiają hurtem setki i tysiące recept – nigdy nikogo wcześniej nie zbadały. Proponowane przez Ministerstwo Zdrowia limity wystawiania leków hurtem tego problemu nie rozwiąże.

Czytaj także: Lekomania staje się coraz poważniejszym problemem w USA

Ofiary recept z automatu już są

Są też już ofiary tego dziwacznego stanu rzeczy. To dwie kobiety, które otrzymały bez przeszkód od bota recepty na silne leki psychotropowe, obie już nie żyją. Tymczasem rynek recept od botów sięga już 1 mld zł i ciągle rośnie. Chętnych do leczenia na skróty przybywa wraz z wydłużaniem się kolejek do prawdziwych lekarzy. Wielu wcześniej skorzystało z porad dr. Google’a i nie są świadomi konsekwencji swego postepowania.

Automaty miały umożliwić chorym otrzymanie recepty w szczycie pandemii bez wizyty u lekarza. Stały się biznesem groźnym dla pacjentów, polegającym na wypisywaniu recept za pieniądze. Bez badania. Na wszystko. Tylko nie na coraz gorszy stan publicznej ochrony zdrowia.

Czytaj także: Serotonina i filary psychiatrii. Leki na depresję nie działają?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Łomot, wrzaski i deskorolkowcy. Czasem pijani. Hałas może zrujnować życie

Hałas z plenerowych obiektów sportowych może zrujnować życie ludzi mieszkających obok. Sprawom sądowym, kończącym się likwidacją boiska czy skateparku, mogłaby zapobiec wcześniejsza analiza akustyczna planowanych inwestycji.

Agnieszka Kantaruk
23.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną