Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Atomowy Duda. Jak prezydent chce pilnować wielkich jądrowych inwestycji

Prezydent Andrzej Duda ogląda elektrownię atomową im. Alvina W. Vogtle’a w Waynesboro, w stanie Georgia, gdzie właśnie uruchomiono dwa nowo wybudowane reaktory AP1000. 14 marca 2024 r. Prezydent Andrzej Duda ogląda elektrownię atomową im. Alvina W. Vogtle’a w Waynesboro, w stanie Georgia, gdzie właśnie uruchomiono dwa nowo wybudowane reaktory AP1000. 14 marca 2024 r. Kancelaria Prezydenta RP / Twitter
Duda widzi się w roli strażnika obiecywanych przez PiS wielkich inwestycji, choć polityka energetyczna nie należy do jego kompetencji. Tworzy atmosferę zagrożenia wokół projektu jądrowego i deklaruje, że będzie pilnował jak najszybszej budowy reaktorów.

Ubiegłotygodniowa symultaniczna wizyta prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Donalda Tuska w USA obok świętowania ćwierćwiecza polskiej obecności w NATO miała dwa cele praktyczne: uzgodnienie działań związanych z bezpieczeństwem militarnym oraz energetycznym naszego kraju. W obu sprawach liczymy na Amerykanów. Chcemy, by nam na kredyt sprzedali 96 śmigłowców bojowych Apache, a także by nam wybudowali elektrownię atomową, również na kredyt. A potem może jeszcze jedną. Jak przebiegały rozmowy i co ustalono – tu komentatorzy gubią się w domysłach. Okazuje się, że te śmigłowce, co je mamy mieć, to na razie nic pewnego, bo rząd amerykański dał nam jedynie zielone światło dla zakupu i obiecał 2 mld dol. pożyczki, ale Polska jeszcze niczego nie zamówiła, choć o tej sprawie mówi się od czasów ministra Błaszczaka.

Podobnie rzecz wygląda z elektrownią jądrową. Wprawdzie już kilka lat temu rząd PiS podpisał międzyrządową umowę z Amerykanami, a potem podjął decyzję o wyborze firm Westinghouse i Bechtel jako wykonawców elektrowni jądrowej w Lubiatowie-Kopalinie nad Bałtykiem, kontrakt wciąż jednak nie jest podpisany. Na razie dogadaliśmy się w sprawie przygotowania inwestycji, a rozmowy na temat warunków finansowych samej budowy elektrowni mają się odbyć dopiero za rok.

Czytaj także: Atomówka w każdej gminie. Nikt nam tyle nie da, ile nam PiS obieca

Strażnik wielkich inwestycji

Obecny koalicyjny rząd nie kwestionuje potrzeby budowy elektrowni jądrowej ani nie ma zamiaru podważać podjętych przez rząd PiS decyzji o wyborze Westinghouse’a jako dostawcy technologii reaktorów AP1000. Mimo to prezydent Duda tworzy atmosferę zagrożenia wokół projektu jądrowego i deklaruje, że będzie pilnował, by budowa była realizowana jak najszybciej. Chce w tej sprawie zwoływać kolejne rady gabinetowe (jedna już była) i poganiać rząd. Aby dać dowód swojego zaangażowania, na zakończenie wizyty w USA odwiedził elektrownię atomową im. Alvina W. Vogtle’a w Waynesboro, w stanie Georgia, gdzie właśnie uruchomiono dwa nowo wybudowane reaktory AP1000. Obejrzał je i ocenił, że „są bardzo bezpieczne, mają wielokrotne zabezpieczenia przed jakąkolwiek awarią”. I w ogóle cieszy się, „iż takie właśnie najnowocześniejsze reaktory AP1000 firma Westinghouse już wkrótce zainstaluje w Polsce”.

Andrzej Duda widzi się wciąż w roli strażnika wielkich obiecywanych przez PiS inwestycji w gospodarce, choć polityka energetyczna nie należy do jego kompetencji. Poza tym – jak będzie pilnował tej budowy? Może na emeryturze planuje osiąść w gminie Choczewo i śledzić prace? W chwili gdy w 2025 r. będzie opuszczał Pałac Prezydencki, prace budowlane jeszcze się nie zaczną. A kiedy skończą? Zakładaną datę ukończenia inwestycji w roku 2033 można między bajki włożyć. Sam Duda w USA wspominał o 2035 r. jako bardziej realnym terminie. Ale ja i w to nie wierzę. Dwa nowe bloki jądrowe AP1000 w elektrowni Vogtle powstały z siedmioletnim opóźnieniem i znacznym przekroczeniem budżetu. Przekraczanie terminów i budżetu to zmora inwestycji jądrowych, dotykająca wszystkich inwestorów i wykonawców. Także firmy Westinghouse, która w efekcie niedotrzymanych terminów znalazła się w upadłości i w 2017 r. musiała być ratowana przez amerykański rząd.

Czytaj także: Polska elektrownia jądrowa w ciągu zaledwie roku podrożała o 80 mld zł

Westinghouse chce kasę do ręki

Nasz pomysł na energetykę jądrową jest taki, że Westinghouse będzie nie tylko wykonawcą elektrowni, ale także inwestorem, i jako współwłaściciel, zarabiając na sprzedaży prądu, odzyska sporą część wydanych na budowę pieniędzy. Amerykanom to się nie uśmiecha, chcą kasę do ręki. Nie wiadomo, czy w czasie wizyty w USA prezydentowi i premierowi udało się coś w tej sprawie załatwić. Biały Dom jest zainteresowany ekspansją swojego atomowego producenta, ale zmusić go do niczego nie może. Westinghouse liczy na kolejne kontrakty w UE, która – jak się wydaje – przeprosiła się z energetyką jądrową. Dlatego amerykańska rządowa agencja wspierania eksportu EXIM Bank jest gotowa pożyczyć nam część pieniędzy na tę pierwszą elektrownię i mające w niej powstać trzy reaktory. Westinghouse ma nadzieję na zdobycie kolejnego kontraktu na drugą elektrownię jądrową, którą planuje polski rząd. Jest też plan trzeciej elektrowni jądrowej w Pątnowie, tę chcą postawić ZE PAK kontrolowany przez Zygmunta Solorza i państwowa PGE. Tu dostawcą technologii jądrowej ma być koreański koncern KHNP. Polska wyrasta na atomowe mocarstwo, które będzie miało potężną branżę energetyki jądrowej. Szkoda, że wciąż tylko na papierze. Ale za to z jakim strażnikiem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Nauka

Za dużo leków, diagnoz depresji, autyzmu i ADHD? Wielki spór w psychiatrii

Narasta sprzeciw wobec tradycyjnej psychiatrii. Zamiast u lekarzy pomocy szukamy w aplikacjach i poradnikach. Dwie książki próbują uporządkować ten chaos. Z różnym skutkiem.

Paweł Walewski
12.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną