Projekt Izera zamieni się w „hub elektromobilności” (cokolwiek to znaczy) i zostanie zasilony kwotą 4,5 mld zł z KPO, bo Bruksela zatwierdziła nam wydatki na działania E3.1.1, czyli „wsparcie dla gospodarki niskoemisyjnej”, więc za jednym zamachem wykreślimy sobie z rozdzielnika niemal całą przydzieloną kwotę – bez męczenia się z mniej widowiskowymi zadaniami. Bo w Jaworznie las już został wycięty i wszystko jest już przygotowane pod budowę fabryki, więc wybudujmy ją i zaprośmy chiński koncern Geely, by tam produkował elektryki. Do Izery, tej, której nadwozia pokazano latem 2020 r., nie za bardzo jest jak wrócić, bo tamte projekty to prehistoria. Ale może jakoś uda się zaadaptować któryś z modeli Geely, by mógł występować pod polską marką. Chińczycy byli nawet zainteresowani takim scenariuszem, bo Europa jest dla nich dziś ziemią obiecaną. Tylko tu mogą rozwinąć swe motoryzacyjne skrzydła, nieśmiało tylko podcięte przez Brukselę cłami wyrównawczymi. Bo rynek amerykański mają zamknięty, a rynki południowo-wschodniej Azji to już nie to. Chińczycy chcą w Europie produkować swoje auta, dlatego szukają przyczółków.
Czytaj także: „To prawdziwy blitzkrieg”. Chińskie auta szturmują Polskę
Zwrot akcji
I znów zaskoczenie: jak ustalił Business Insider, Geely stracił cierpliwość i uznał, że ElectroMobility Poland (EMP), państwowa spółka odpowiedzialna za realizację projektu, gra na czas i nic z tego nie będzie. W tej sytuacji EMP znalazła sobie szybko dwóch innych partnerów z Chin. Pierwszy to firma Chery Automobile, znany chiński koncern samochodowy, ale głównie za sprawą aut spalinowych, nie elektryków. Druga firma to Li Auto, założona przez chińskiego biznesmena Li Xianga w 2015 r., czyli zaledwie rok przed powołaniem ElectroMobility Poland. Samochody produkuje już od 2018, a od 2020 r. jest notowana na nowojorskiej giełdzie.
Czytaj także: Izera zmartwychwstaje. Ale wszystkie jej projekty poszły do kosza. Polak nie potrafi?
Jak w kiepskiej telenoweli
EMP aplikuje o te 4,5 mld zł z KPO i ponoć wszyscy są za, ale ciągle pojawiają się jakieś przeszkody. Problem polega jednak na tym, że spółka musi podpisać umowę joint venture z partnerem branżowym, ponownie aneksować umowę pożyczki uzyskanej od Agencji Rozwoju Przemysłu na zakup działki pod budowę fabryki, a także zapewnić 15 proc. kapitału. Pieniądze musi przyznać Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) odpowiadający za tę część funduszy z KPO, ale fundusz nie wyłonił niezależnego doradcy prawnego, bez którego nie uda się podpisać umowy, i jest kłopot. A Bruksela wymaga, by do końca roku sprawa została sfinalizowana. „Toczą się negocjacje. Jesteśmy mocno zdeterminowani, aby zakończyć je sukcesem” – mówił minister aktywów państwowych Wojciech Balczun w rozmowie z Money.pl.
Czytaj także: Jak polska Izera stała się legendą i odjechała do muzeum
W przyszłym roku będziemy świętować dziesięciolecie projektu Izera, który nie wyszedł poza gadanie, mrzonki i przepalanie kolejnych milionów publicznych pieniędzy. W tym czasie nowopowstała firma Li Auto zdołała wyprodukować już 1,3 mln aut.