Szał hal
Szał hal pod miastami. Polska stała się magazynowym hubem Europy. Mamy „efekt Trumpa”?
Na przedmieściach największych polskich miast połacie hal coraz mocniej dominują w krajobrazie. Warunki lokalizacyjne są dwa: autostrada, ewentualnie droga ekspresowa, najlepiej jak najbliżej miasta i koniecznie w bezpośrednim sąsiedztwie drogowego węzła. Mapa przebiegu nowych dróg, przede wszystkim szybkiego ruchu, jest dla logistyczno-magazynowej branży kluczowa. Kto dowie się o tym układzie odpowiednio wcześnie, zaoszczędzi na zakupie działek krocie.
W 2025 r. magazyny zajmowały w Polsce niemal 37 mln m kw. To ponad 5,1 tys. boisk piłkarskich. Branża chwali się, że polski rynek jest pod względem tempa wzrostu na drugim miejscu w Europie, w ciągu dekady urósł czterokrotnie. Ale rynek nazywany Wielką Piątką (Warszawa, Wrocław, Łódź, Poznań, aglomeracja Górnego Śląska) coraz mocniej się zapycha. Jeśli chodzi o Warszawę, mówi się, że dalej niż do węzła Mszczonów (ok. 60 km od stolicy) już się nie opłaca budować. Ale gdy powstanie (według planów w 2032 r.) Centralny Port Komunikacyjny, niedawno przemianowany na Port Polska, firmy budujące hale dostaną nowy impuls.
Magazynowy biznes musi się mieć świetnie, bo Robert Dobrzycki, właściciel europejskiej filii firmy Panattoni, największego gracza na polskim rynku hal, wcielił się w rolę mecenasa kultury (konkurs chopinowski, Literacka Nagroda Nike), a niedawno z rozmachem wszedł do światka futbolu. Został większościowym udziałowcem Widzewa Łódź i zapowiedział stworzenie z niego lokalnego potentata. Do celu prze metodą wielokrotnie już praktykowaną, choć niegwarantującą sukcesu, czyli szastając pieniędzmi. W ciągu niespełna roku wydał już na transfery ponad 80 mln zł, ale na razie trafia kulą w płot, gdyż Widzew po pierwszej kolejce rundy rewanżowej Ekstraklasy znalazł się w strefie spadkowej (zresztą w towarzystwie warszawskiej Legii, najbogatszego polskiego klubu, znajdującego się obecnie na prostej drodze do futbolowej Nagrody Darwina), a milioner tłumaczył w jednym z wywiadów, że nie toleruje dziadostwa, mając na myśli rzeczywistość zastaną w łódzkim klubie.