Dach bez głowy
Mamy kryzys mieszkaniowy. Domy niszczeją, najmu nie lubimy. Demografia tego nie rozwiąże
Demografia kryzysu nie rozwiąże. Seniorzy opuszczają lokale nie tam, gdzie chcielibyśmy mieszkać, i nie takie, w których chcielibyśmy mieszkać. Najszybciej wyludniają się małe miasta, rekordzistami są Władysławowo, Hel i Jastarnia, które straciły już jedną trzecią mieszkańców. Młodzi nie chcą mieszkać w Wałbrzychu, Zabrzu, a nawet w Katowicach, nie mówiąc o Częstochowie, w której liczba mieszkańców stopniała o 18 proc. Skurczyła się liczba ludności w 61 z 66 powiatów, najbardziej w tych źle skomunikowanych z dużymi miastami, niedających perspektyw na dobrą pracę. Trwa wielka ucieczka z powiatu krasnostawskiego i hrubieszowskiego, a także z Podlasia, ale nadal przyciąga Rzeszów.
Z dużych miast najszybciej ubywa młodych w Łodzi, w ciągu ostatnich 20 lat liczba mieszkańców zmalała aż o 130 tys. osób, z 785 tys. do zaledwie 665 tys. Nie są w stanie ich zatrzymać nawet dużo niższe niż w pobliskiej stolicy ceny mieszkań. Podczas gdy w Warszawie przeciętna cena metra kwadratowego wynosi aż 19,5 tys. zł, w Łodzi jest niższa o 8 tys. zł, a nowe lokum można kupić od ręki. Brakuje chętnych. Domy stare, bez wygód, są sukcesywnie wyburzane. Stare mieszkania, a zwłaszcza domy, nie zawsze znajdują nowych właścicieli czy lokatorów. Często po prostu niszczeją, gdy rozrzuceni po świecie krewni uznają, że postępowanie spadkowe byłoby bardziej kosztowne niż ewentualny zysk ze sprzedaży.
Czytaj też: Mieszkania komunalne: za mało, w złym stanie, bez toalet. I nie wiadomo, komu się należą
Wymieranie, wyniszczanie
Brak atrakcyjności okolicy i miejsca, gdzie stoją opuszczone domy, zwiększa nieatrakcyjność samych budynków.