Banda Zondy
Banda Zondy. Z wierzchu blichtr, w środku pusta kasa. Klienci stracili resztki złudzeń
Z zewnątrz był blichtr i krzykliwe bogactwo. Prezes kryptogiełdy Przemysław Kral rezydował na co dzień w Monako, gdzie firma urządzała wystawne eventy biznesowe. Dowodem jej sukcesu miała być ofensywa marketingowa dzięki reklamom z udziałem znanych sportowców i aktorów (Katarzyna Niewiadoma, Wojciech Szczęsny, Janusz Chabior, Borys Szyc) oraz sponsorowaniu futbolu z wysokiej półki (Juventus Turyn, Atalanta Bergamo). Skapnęło zarówno kilku klubom z Ekstraklasy, jak i Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu. Zondacrypto podratowała w ten sposób pustą kasę instytucji kierowanej przez Radosława Piesiewicza, znanego z nieprzejrzystości w wydatkowaniu kilkudziesięciu milionów złotych, otrzymanych przez PKOl od spółek Skarbu Państwa dzięki umowom zawartym w czasach rządów PiS.
Ale od ponad dwóch tygodni klienci Zondacrypto miotają się w bezsilnej złości, gdyż nie mogą wypłacić środków ze swoich portfeli kryptowalutowych. Kłopoty, które według Krala miały być przejściowe i spowodowane wdrażaniem nowych rozwiązań usprawniających bezpieczeństwo oraz wymuszających indywidualną obsługę transakcji, trwają. Kral wyznaczył deadline przywrócenia płynności na 12 kwietnia, ale się nie wywiązał.
Na Facebooku powstał profil poszkodowanych przez Zondacrypto. Pod koniec pierwszego tygodnia kwietnia liczył około stu członków, w ciągu kilku kolejnych dni ich liczba wzrosła sześciokrotnie i przybywa kolejnych. Ich relacje się pokrywają: wsparcie techniczne Zondacrypto zapewniało, że wkrótce wypłaty wrócą do normy i trzeba uzbroić się w cierpliwość. A poza tym należy powstrzymać się od wysyłania kolejnych monitów, gdyż opóźnia to transfer środków. Innymi słowy: właściciele portfeli na Zondacrypto, zgłaszając problemy i upominając się o swoje kryptowaluty, działają na własną szkodę.