Kto się zajmie najmem
Boom na apartamenty dla turystów. Czy regulacje ograniczą najem krótkoterminowy?
Ile ich jest, nikt w Polsce dokładnie nie wie. Teoretycznie trzeba je rejestrować w urzędzie gminy, ale wielu właścicieli tego nie robi, a część samorządów takich danych nawet nie zbiera. Mieszkania przeznaczone na najem krótkoterminowy wywołują ogromne emocje.
Bo z jednej strony jako turyści lubimy z nich korzystać – są znacznie wygodniejsze od hotelowych pokoi, lepiej wyposażone, a przy tym często tańsze. Jednak jako mieszkańcy nie chcemy takich lokali na swojej klatce, zwłaszcza gdy wynajmujący je nie przejmują się ciszą nocną ani przepisami porządkowymi. – Oceniamy, że w całej Polsce na najem krótkoterminowy przeznaczonych jest ok. 85 tys. obiektów. Z tego 50 tys. to mieszkania, a na resztę składają się domy jednorodzinne, aparthotele i miejsca mniej standardowe, jak barki czy łodzie. Wśród 50 tys. mieszkań ok. 60 proc. jest w szarej strefie. Ich właściciele najczęściej udają, że prowadzą zwykły najem, a nie usługę hotelarską. Tymczasem najem krótkoterminowy jest właśnie taką usługą – podkreśla Grzegorz Żurawski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego.
Czytaj też: Miejscowi się wynieśli, zanikły ciche rozmowy. Jeśli nic się nie zmieni, Gdańsk może upaść
Skrytki i chaos na rynku
Symbolem tego zjawiska są małe skrytki instalowane przy wejściach do budynków albo na drzwiach mieszkań. Po ich liczbie widać, jak bardzo taka forma najmu zyskała na znaczeniu. Zazwyczaj przekazanie kluczy do apartamentu odbywa się zdalnie – turysta po zapłaceniu za pobyt na portalu rezerwacyjnym dostaje kod, dzięki któremu otwiera skrytkę i zabiera klucze.