Byłam kurierką
Byłam kurierką. Kulisy pracy z algorytmem. „Żadna opowieść nie odda tego, jak fizycznie jest to trudne”
NATALIA SAWKA: – Uber wchodził na rynek z hasłem: „Bądź swoim własnym szefem”. Pani zdaniem lepszym szefem jest człowiek czy algorytm?
KATARZYNA DUDA: – Wielu kurierów mówiło mi, że nie ma kogoś, kto rano zleca im zadania, stoi nad głową i ocenia efekty pracy. Łatwo więc uwierzyć, że nikt tobą nie zarządza. Tymczasem ktoś nadal decyduje o stawkach, ustala zasady tej pracy i sposób przydzielania zleceń, a na końcu czerpie z tego zyski. Może i szef zniknął z pola widzenia, ale nie zniknęło zarządzanie pracą. W tym systemie właściwie wszyscy znikają sobie z oczu. Klient nie ma kontaktu z restauracją i kurierem, a kurier ma coraz mniej kontaktu z kimkolwiek. Technologia bardzo ułatwia więc podtrzymywanie narracji, że jesteś wolny, bo nie masz szefa.
Czyli Michael Scott z „The Office” ze swoimi dziwactwami i żartami byłby lepszym szefem niż algorytm?
Na pewno platformy nie pozwalają sobie na otwarcie aroganckie czy chamskie komunikaty, które można spotkać na naszym rynku pracy. Dla wielu kurierów, szczególnie tych, którzy wcześniej pracowali w gastronomii i zetknęli się z takim „januszowym” modelem zarządzania, może to być wręcz lepsze doświadczenie. Aplikacje nieźle potrafią „w marketing”. Oferty pracy są kolorowe, lekkie i zabawne. Jest mowa o elastyczności, nagrodach i zarabianiu po swojemu. Nie ma zmęczenia, złej pogody, stresu ani trudnych warunków pracy. Praca jest prosta i przyjemna. To pudrowanie rzeczywistości.
Praca, w której pracownik gra z algorytmem?
Im bardziej zaawansowany system zarządza pracą kuriera, tym trudniej zrozumieć, na jakich zasadach on działa. Kurier zaczyna więc uczyć się tego algorytmu metodą prób i błędów: tanie zlecenia odrzuca i czeka na lepsze, więc w pewnym sensie zaczyna grać z aplikacją, która organizuje jego pracę i decyduje o jego zarobkach.