Rosyjska waluta na wymarciu

Krótka historia rubla
Skoro Władimir Putin twierdzi, że Rosja jest światowym mocarstwem, to dlaczego nikt dziś nie chce używać rosyjskiego rubla, a już tym bardziej traktować go jako światowej waluty rezerwowej?
Mimo błyskawicznego spadku siły rubla obywatele Rosji po raz pierwszy od 80 lat dostali do ręki przyzwoity pieniądz.
Marek Sobczak/Polityka

Mimo błyskawicznego spadku siły rubla obywatele Rosji po raz pierwszy od 80 lat dostali do ręki przyzwoity pieniądz.

materiały prasowe

Rubel jest walutą bardzo starą, używaną od kilkuset lat. Etymolodzy twierdzą, że jego nazwa pochodzi od „rąbania” na części sztabki srebra.

Marne tradycje

Prawda czy nie, przez większość swojej historii rubel był walutą raczej kiepską. W czasach carskich tylko przez kilkanaście lat był pieniądzem solidnym, opartym na złocie (cudu tego dokonał w 1897 r. minister finansów Siergiej Witte, ale już w roku 1914 r. wymienialność rubla na złoto zawieszono).

Potem było już tylko gorzej. Po zdobyciu władzy bolszewicy dobrali się do mennicy i zaczęli drukować ruble w tempie, które szybko doprowadziło do wybuchu hiperinflacji. Przez kilka lat, w czasach NEP, komunistyczni władcy eksperymentowali też z równoległym emitowaniem niewiele wartego papierowego rubla (do użytku krajowego) oraz opartego na złocie czerwońca (głównie dla potrzeb handlu zagranicznego). Szybko jednak doszli do wniosku, że to zbędny wysiłek. W warunkach ścisłej kontroli cen oraz stałych niedoborów towarów pieniądz odgrywał rolę tak małą, że w gruncie rzeczy było wszystko jedno, ile jest go na rynku. Radziecki rubel stał się więc swoistym bonem towarowym, bez pokrycia nie tylko w złocie, ale nawet w dostępnych na rynku towarach, a do transakcji z zagranicą trzeba było używać walut obcych. Prawomyślni obywatele radzieccy musieli zdawać posiadaną walutę do banku (jeśli tego nie zrobili, narażali się na nieprzyjemności – jak prezes Nikanor Bosy z „Mistrza i Małgorzaty”).

Trzeba jednak przyznać, że rządzącym na Kremlu zawsze dopisywał dobry humor. Choć rubla nie można było wymieniać na obce waluty, formalnie pozostawał potężny. Był pieniądzem nie tylko niepodgryzanym przez inflację (której – według statystyk – w ZSRR nie było), ale stale rosnącym w siłę: jego fikcyjny kurs umocnił się z 90 kopiejek za dolara w latach 1961–72 do 55 kopiejek za dolara w 1990 r.

Postkomunistyczny chaos

Wszystko to zmieniło się wraz z upadkiem komunistycznego ZSRR. Pierwszym symptomem zmian było uwolnienie cen, a potem gwałtowny wzrost inflacji we wszystkich krajach postsowieckich, które odziedziczyły rubla. Brak doświadczenia w prowadzeniu polityki pieniężnej, w połączeniu z dramatycznymi kłopotami gospodarczymi i ogromnymi deficytami budżetowymi, doprowadziło szybko do wybuchu hiperinflacji. W Rosji wzrost cen wyniósł w 1992 r. aż 1500 proc., a i tak Rosji daleko było do rekordzistów: na Białorusi odnotowano inflację 2200 proc., a na Ukrainie – 5400 proc. Łącznie w latach 1991–96 poziom cen wzrósł w Rosji 5500 razy, a zaufanie do stabilności krajowej waluty spadło w okolice zera.

Paradoksalnie, mimo błyskawicznego spadku siły rubla obywatele Rosji po raz pierwszy od 80 lat dostali do ręki przyzwoity pieniądz. Po reformach Jegora Gajdara w 1992 r. (rosyjski odpowiednik reform Leszka Balcerowicza, przeprowadzonych jednak później i z mniejszą konsekwencją) półki sklepowe zapełniły się, a za ruble wreszcie można było wszystko kupić. Jednocześnie wprowadzono ograniczoną, wewnętrzną wymienialność rubla. Wobec utrzymującej się silnej presji inflacyjnej nie udało się ustabilizować kursu rubla wobec dolara – wzrósł on z fikcyjnych 60 kopiejek w 1990 r. do 5000 rubli w 1996 r.

Jednak mimo wszystko reformy z czasem przyniosły owoce. W 1997 r. gospodarka rosyjska zaczęła wreszcie powoli rosnąć, inflacja spadła w okolice 10 proc., a kurs zaczął się w końcu stabilizować. Centralny Bank Rosji, któremu w ramach reform przyznano też konstytucyjną niezależność, uznał, że wielka bitwa o stabilność rubla została wygrana. I aby to przypieczętować, przeprowadził 1 stycznia 1998 r. operację denominacji, wymieniając 1000 starych rubli na jeden nowy. Dolar wart był 6 nowych rubli – i tak miało długo pozostać.

Rosjanom nie dane było jednak nacieszyć się nowym, silnym i stabilnym rublem. Gwałtowny spadek cen ropy naftowej w 1998 r. (a w konsekwencji innych surowców energetycznych zapewniających lwią część dochodów eksportowych Rosji) doprowadził latem kraj do bankructwa. Kurs rubla w ciągu kilku dni poszybował powyżej 20 rubli za dolara. Ponownie wybuchła inflacja, wzrastając do 86 proc., a z trudem odbudowane zaufanie do krajowego pieniądza wyparowało.

Waluta Putina

Władimir Putin miał dużo szczęścia – przejął władzę w momencie, gdy rosyjska gospodarka i rosyjski rubel znajdowały się na samym dnie, a całą poprawę sytuacji Rosjanie przypisali właśnie jemu.

Odpowiedź na pytanie o źródła tego sukcesu jest bardzo prosta. W ciągu ponad dwóch dekad transformacji gospodarczej Rosja przeżyła niezwykłą i jedyną w swoim rodzaju przemianę struktury gospodarczej. Z kraju przemysłowego zmieniła się w kraj, którego gospodarka oparta jest na wydobyciu i eksporcie surowców naturalnych. Sprzedaż surowców energetycznych zapewnia dwie trzecie całych wpływów eksportowych (łącznie surowce i półprodukty stanowią 94 proc. eksportu), a opodatkowanie tego eksportu przynosi kluczową część dochodów państwa. Przeciętny Rosjanin z tego bogactwa korzysta zresztą tylko nieznacznie, bowiem skutkiem złodziejskiej prywatyzacji z lat 90. własność bogactw narodowych została podzielona pomiędzy grupę bajecznie bogatych oligarchów. Kiedy jednak dochody z eksportu surowców energetycznych są wysokie, rosyjska gospodarka kwitnie, a rubel się wzmacnia.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną