Społeczeństwo

Szpetni dwudziestoletni

Dlaczego młodzi Polacy się radykalizują?

Klasa wojskowa w liceum w Lublińcu Klasa wojskowa w liceum w Lublińcu Daniel Dmitriew / Forum
„Chcemy męszczyzn a nie ciot” – głosił rozpaczliwie transparent młodych nacjonalistów. Wzrost szowinizmu, ksenofobii to efekt frustracji młodych mężczyzn wychowywanych nie do tej rzeczywistości.
„Suwałki Niezłomnym”, bieg ku czci pamięci żołnierzy niepodległościowego i antykomunistycznego podziemia, luty 2017 r.Andrzej Sidor/Forum „Suwałki Niezłomnym”, bieg ku czci pamięci żołnierzy niepodległościowego i antykomunistycznego podziemia, luty 2017 r.
Politycy prawicy, głosząc mantrę: Polacy, Polakom, dla Polaków, tylko utwierdzają chłopców w przekonaniu, że jako Polakom należy się im więcej niż nie-Polakom.Igor Morski Politycy prawicy, głosząc mantrę: Polacy, Polakom, dla Polaków, tylko utwierdzają chłopców w przekonaniu, że jako Polakom należy się im więcej niż nie-Polakom.

Artykuł w wersji audio

Drogi młodych kobiet i młodych mężczyzn coraz bardziej się rozchodzą. Do tej pory badano ideowe i polityczne przekonania tych grup razem z ogółem społeczeństwa. Wychodziło, że młodzi ostro skręcają w prawo. Ale próbki były zbyt małe, by uchwycić różnice wewnątrz tej grupy. Instytut Spraw Publicznych opublikował właśnie wyniki sondażu, którym objęto tylko młodych. – To pierwsze takie badania na dużej grupie młodych Polaków, z podziałem na płeć – mówi dr Jacek Kucharczyk, szef Instytutu Spraw Publicznych. – Pokazały znaczące różnice statystyczne między kobietami i mężczyznami. Za wyraźny prawicowy przechył wśród młodych odpowiadają głównie młodzi mężczyźni z małych miasteczek.

Lewica ma wśród młodych kobiet i mężczyzn takie samo poparcie, na poziomie 8 proc. Różnice zaczynają się przy deklaracji poglądów centrowych (ponad połowa kobiet i 38 proc. mężczyzn). Dalej pęknięcie jest jeszcze bardziej wyraźne. Jako zwolenników skrajnej prawicy określa się aż 30 proc. mężczyzn. Wśród kobiet ten odsetek wynosi 13 proc. Ten podział przekłada się na odpowiedzi dotyczące integracji europejskiej i szacunek dla demokratycznych wartości. Badanych poproszono, by odnieśli się do stwierdzenia: to bez znaczenia, czy rząd jest demokratyczny czy nie. Zgodziło się z nim 7 proc. kobiet i 17 proc. mężczyzn. Przecząco odpowiedziało 75 proc. kobiet i 68 proc. mężczyzn. – Płeć to była jedyna statystycznie znacząca różnica w tej grupie – tłumaczy dr Kucharczyk. – Miejsce zamieszkania, takie jak wieś, małe czy wielkie miasto, oraz region geograficzny miały mniejsze znaczenie. Płeć przekłada się także na preferencje partyjne.

Kobiety znacznie rzadziej wykluczają głosowanie na takie partie, jak Razem, Nowoczesna czy PO. Z kolei elektorat takich partii, jak Kukiz’15 czy Korwin, to przede wszystkim młodzi mężczyźni. Z sondażu IPSOS dla OKO.press wynika, że w Polsce na Donalda Trumpa zagłosowałoby 26 proc. mężczyzn i tylko 7 proc. kobiet.

Różnice pogłębiają się także w innych sferach. Rośnie przewaga kobiet, jeśli chodzi o wyższe wykształcenie. Większy odsetek deklaruje znajomość języków obcych. Według Diagnozy Społecznej 2015 w grupie 20–24 lata kobiety zdecydowanie częściej dokształcają się i podnoszą kwalifikacje, podczas gdy aktywność edukacyjna młodych mężczyzn spada. Według cyklicznych badań czytelnictwa dla Biblioteki Narodowej najsilniej dominującą zmienną, która przekłada się na liczbę przeczytanych książek, jest oczywiście wykształcenie, ale drugą – płeć. Wygląda na to, że młode kobiety łatwiej radzą sobie ze współczesnością.

To widać już na poziomie liceum. Dziewczyny dostały nowe wzorce, kupiły równościowy dyskurs, dorastają w poczuciu własnej wartości, akceptują swoją płeć i są przekonane, że nie ustępują w niczym mężczyznom. Chłopcy dramatycznie miotają się w poszukiwaniu tożsamości. Potrafią w ciągu tygodnia przeistoczyć się z antyklerykalnego anarchisty w katolickiego naziola. Coś starego się kończy, a nie dano im niczego nowego w zamian.

Młodzi mężczyźni funkcjonują pośród wielu różnych modeli męskich zachowań. To nie jest prosta alternatywa: partnerski kontra patriarchalny – twierdzi dr hab. Wojciech Śmieja z Instytutu Nauk o Literaturze Uniwersytetu Śląskiego, który bada wzorce męskości w kulturze. – Możemy mówić o „męskościach hybrydycznych”, w których elementy modelu partnerskiego, podglądanego choćby w serialach z życia wielkomiejskiej klasy średniej, mieszają się z modelem patriarchalnym, o którym tak ładnie naucza katecheta w szkole i proboszcz w niedzielę. Chłopcy dostają sprzeczne bodźce, nie potrafią nad tą nieznośną „hybrydycznością” zapanować. Nikt się nie kwapi, by im pomóc w budowaniu własnej męskości. Nie dziwmy się, że sięgają po najprymitywniejsze recepty, takie jak nacjonalizm czy militarne ciągoty.

Niezależne córki, sfrustrowani synowie

Z badania „Nowa Matka Polka”, przeprowadzonego przez Katarzynę Pawlikowską, ekspertkę w dziedzinie motywacji kobiecych, wyraźnie wynika, że rewolucja obyczajowa w Polsce objęła przede wszystkim jedną płeć. Kobiety od pokoleń wdrukowywały córkom, że ich podstawowa rola to bycie żoną i matką, która poświęca się dla rodziny. Aż w ostatnim pokoleniu coś się zacięło. Nastąpił cichy przełom. 64 proc. młodych kobiet deklaruje, że matki wspierały je w rozwoju osobistych pasji i planów zawodowych. I nie dotyczy to wcale wyłącznie dużych miast, ale w tym samym stopniu wsi i małych miasteczek. Nowa Matka Polka przerwała generacyjny łańcuch samopoświęcenia i wychowała córkę na niezależną kobietę. Ale syna wychowała tradycyjnie. Ankietowane przez Katarzynę Pawlikowską kobiety deklarowały, że obsługiwały swoich synów tak samo jak ich matki, babki i prababki, nie uczyły partnerstwa, podziału obowiązków. Ci chłopcy, wchodząc w dorosłość, trafiają na rówieśniczki, które nie zamierzają już ich obsługiwać. Stracili premię za męskość, którą dawał im dawny podział ról: „patriarchalną dywidendę”, jak to nazywa dr Śmieja. To rodzi konserwatywne tęsknoty, żeby było jak dawniej.

„Chcemy męszczyzn a nie ciot” – głosił transparent trzymany przez młodych nacjonalistów kontestujących Paradę Równości w 2013 r. przed kościołem Trzech Krzyży. – Można by uznać, że to po prostu błąd ortograficzny, wynikający z gorszego wykształcenia, ale przyszło mi do głowy, że to słowo dobrze opisuje model męskości, w którym dorastali – opowiada Krzysztof Pacewicz, filozof, publicysta, wykładowca na wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego. – „Męszczyźni” nie pochodzą wyłącznie z marginesu społecznego. To młodzi ludzie, którzy czują się ograbieni z pewnej pozycji, bo wychowywali się na przecięciu trzech patriarchalnych kultur, które połączyły się, tworząc folwarczny model nacjonalisty – kowboja – biznesmena.

Chłopcom sprzedano nie tylko prosty, anachroniczny model rodziny, według którego równouprawnienie to lewacka ekstrawagancja ze zgniłego Zachodu. Stąd nagła popularność pielgrzymek i mszy wśród środowisk młodych nacjonalistów. Kupili kościelny przekaz, że stary, dobry porządek, zapewniający im „dywidendę od męskości”, żyrowany jest przez samego Pana Boga. Chłopcom sprzedano także anachroniczny model patriotyzmu, militarno-heroiczny, oparty na kulcie poległych bohaterów. A rzeczywistość nie odpowiada zapotrzebowaniem na agresywnych wojowników, walczących do końca, z bronią w ręku. Zgromadzona energia nie znajduje naturalnego ujścia i rodzi frustrację. – Zdesperowani chłopcy są gotowi brać udział w najbardziej karykaturalnych spektaklach, odtwarzają sytuacje zbiorowej przemocy, by choć przez chwilę poczuć się mężczyznami, którzy o coś walczą – mówi Krzysztof Pacewicz.

Według niego klasyczne przykłady „maskarad męskości” to wojenki kibiców czy grupy rekonstruktorów toczące inscenizowane bitwy, listopadowe marsze niepodległości.

Patriotyczny Disneyland

Problem w tym, że władza na niespotykaną do tej pory skalę podsyca te nastroje. Coraz bardziej namolny przekaz o Żołnierzach Wyklętych stał się kultem państwowym, z marszami i akademiami ku czci. Ministerstwo Rolnictwa obiecuje pieniądze na obozy dla dzieci rolników, pod warunkiem że będą zorganizowane „śladami Żołnierzy Wyklętych”. Grupa Rekonstrukcji Historycznych Narodowych Sił Zbrojnych bierze udział w państwowych uroczystościach i obchodach. W państwowej propagandzie wojna to nie piekło ludności cywilnej, ale heroiczna przygoda hartująca charakter, co pokazuje choćby spór o Muzeum II Wojny Światowej. Władza popularyzuje także klasy militarne. W ostatnim czasie ich liczba podwoiła się do 2 tys., a program szkolenia opracował Sztab Generalny. Kandydatów nie brakuje – przeciwnie: jest po kilku na jedno miejsce. Podobnie jak do tworzonych przez ministra Antoniego Macierewicza Wojsk Obrony Terytorialnej. – To dla „męszczyzn” wymarzony prezent – twierdzi Pacewicz. – Dostaną prawdziwe mundury, broń i 500 zł żołdu. Męskość 500 plus. I dzięki temu patriotycznemu Disneylandowi na jakiś czas uda się im ochronić chłopięce marzenie o byciu prawdziwym mężczyzną.

Pokoleniu ich rodziców, którzy gremialnie załatwiali sobie u psychiatrów tzw. żółte papiery, żeby nie iść do wojska, ten pęd za mundurem i tęsknota za unifikacją z trudem mieszczą się w głowie. Marzenie o dyscyplinie w pozbawionym jasnych reguł świecie? Desperackie szukanie jakiejkolwiek tożsamości? Ucieczka od wolności? – Pytanie, czym ta wolność jest. Wolność ekonomiczna nie przydaje się na wiele chłopcom pozbawionym kapitału materialnego, społecznego i kulturowego. Wolność rozumiana jako idea polityczna chyba nie stanowi dla nich istotnej wartości, bo przebywają w wirtualnej rzeczywistości, a tam polityka – na razie! – nie sięga. A wolność kulturowa? Ależ to ona właśnie doprowadziła ich do nieznośnej „hybrydyzacji”, z którą sobie nie potrafią poradzić – tłumaczy dr Wojciech Śmieja. – Socjologowie nieraz dowodzili, że wzrost męskiej agresywności połączony jest z poczuciem społecznej i ekonomicznej bezradności.

Dzisiejszą sytuację w Polsce, gdzie zastępy rekonstruktorów przelewają ketchup, a klasy militarne mnożą się jak grzyby po deszczu, dr Śmieja porównuje do Niemiec po pierwszej wojnie światowej, gdzie bardzo silny kryzys męskości spowodował wysyp organizacji opętanych militaryzmem. W ich środowisku narodził się i urósł w siłę faszyzm. Męskie wzmożenie było odpowiedzią na ówczesny kryzys ekonomiczny, społeczny, normatywny, który dziś znów jest wyraźny. – Nie jest powiedziane, że historia się powtórzy. Na pewno jednak państwo, które stawia na tworzenie paramilitarnych, patriarchalnych, mizoginicznych męskich tożsamości, sprzyja ich umacnianiu się. One z kolei umacniają takie państwo. I to sprzężenie zwrotne staje się na dłuższą metę tendencją niebezpieczną – mówi dr Śmieja.

Supermen na maskaradzie

Kolejne elementy folwarczno-patriarchalnej układanki, w której dorastali chłopcy, to według Krzysztofa Pacewicza kultura hollywoodzka z idiotyczną wizją supermena dzięki odwadze i sile ratującego świat oraz neoliberalny indywidualizm z przesłaniem, że każdy walczy o siebie, miarą wartości jest sukces finansowy, a przegrani są sami sobie winni. I tu znów rzeczywistość chłopców zawodzi. Dorastają i okazuje się, że nie do tego rynku pracy ich wychowano. – Branże typowo „męskie”, wymagające siły, odwagi, wytrzymałości, raczej się zwijają albo mężczyzn zastępują w nich maszyny; dokładniejsze, tańsze i niepijące w godzinach pracy. Rynek oczekuje ludzi wykształconych, a gdy dziewczyny się edukowały, chłopcy chodzili na mecze – przekonuje Pacewicz. – Według ekspertów branże, które będą dominować w XXI w., to – uważane za stereotypowo kobiece – edukacja i opieka zdrowotna, które trudno zrobotyzować. Tu się liczy empatia, cierpliwość, umiejętność komunikacji i współpracy, czyli wszystkie te rzeczy, których chłopców nie uczono, a którymi oni wręcz pogardzają jako oznaką słabości. I nagle okazuje się, że rynek pracy tego właśnie od nich oczekuje, a najlepsze, co mogą dostać, to praca w call center, serwisach gwarancyjnych czy przy wciskaniu ludziom polis ubezpieczeniowych. W miejscach, gdzie sukces zależy od tego, czy wypadną na miłych, kulturalnych i komunikatywnych.

Call center to raczej nie jest robota dla supermena i to także rodzi frustrację, która przeradza się w agresję. Ktoś musi być temu wszystkiemu winny. Ostatnio są to uchodźcy, którzy przybywają, żeby zabrać chłopcom pracę i gwałcić „ich” kobiety. Ale tę rolę może objąć ktokolwiek: Żyd, lewak, Ruski, Ukrainiec, feministka czy gej. „Maskarady męskości”, takie jak marsz niepodległości, są po to, by rozładować frustrację i agresję. Narodowcy szarpiący się z drzewkiem są groteskową ilustracją tego mechanizmu. „Maskarady” zapewniają im także potrzebę zbiorowych przeżyć i poczucia wspólnoty, która jest naturalną ludzką potrzebą. Tylko że w tym wydaniu poszukiwanie wspólnoty osuwa się szybko w prymitywny nacjonalizm ze sztywnym podziałem: my – dobrzy, bohaterscy, zawsze niewinni i niesprawiedliwie uciemiężeni, kontra obcy, zagrażający, z definicji podejrzani. W psychologii społecznej – pisali o tym m.in. prof. Krystyna Skarżyńska i prof. Mirosław Kofta – określa się to mianem narcyzmu kolektywnego czy narodowego, z którym nieodłącznie związana jest gotowość do wrogości. To rozdęte narodowe ego jest w gruncie rzeczy kruche i niepewne siebie, dlatego stale oczekuje potwierdzenia własnej niezwykłości od innych, a na cień krytyki reaguje agresją. Chłopcy, głoszący hasło: „Śmierć wrogom ojczyzny”, wrogów potrafią odnaleźć wszędzie, a „broniąc” ojczyzny, w istocie bronią podszytego niepewnością poczucia męskości. Wychowani na utopijnych, anachronicznych fantazmatach boleśnie zderzają się z rzeczywistością i na rynku matrymonialnym, i na rynku pracy. Chłopcy nie mają skąd czerpać poczucia własnej wartości. I wtedy narodowy narcyzm podsuwa im darmowy powód do dumy i poczucia wyższości: „jesteście Polakami”. Premia za urodzenie. A politycy prawicy, głosząc mantrę: Polacy, Polakom, dla Polaków, tylko utwierdzają chłopców w przekonaniu, że jako Polakom należy się im więcej niż nie-Polakom.

W poszukiwaniu nowej męskości

Kto zawalił przy wychowaniu „męszczyzn”? Wszyscy po kolei. Ich ojcowie dorastali w tym samym patriarchalnym folwarku, specjalnie się od nich nie różnią, tyle że wchodzili w dorosłość w mniej frustrujących czasach, gdy łatwiej było o sukces. Matki, które zamiast przygotować do partnerstwa, obsługiwały ich, przekazując niewerbalny komunikat, że kobieta do tego służy. Kościół, który za jedną ze swoich misji uznał zahibernowanie tradycyjnego wzorca rodziny. Szkoła przesiąknięta Sienkiewiczem i narodową martyrologią, która nie nauczyła ich nowoczesnego, otwartego patriotyzmu. Wreszcie politycy. – Ich winię najbardziej – deklaruje Krzysztof Pacewicz. – Zwłaszcza liderów Solidarności i kolejne rządy po 1989 r. Miały możliwość stworzenia polityki edukacyjnej wspierającej tolerancję, współpracę, równouprawnienie, promującej wizję męskości otwartej i dopasowanej do współczesności. Zamiast tego bezmyślnie oddały pole kształtowania postaw patriotycznych Kościołowi i zapatrzonym w przeszłość nacjonalistom. Na to nałożył się globalny kryzys, bo wzrost postaw ksenofobicznych i nacjonalistycznych obserwujemy nie tylko w Polsce. Mężczyźni, gdy standard życia nie spełnia ich oczekiwań, reagują agresją i potrafią wywrócić politykę do góry nogami, głosując na podobnych sobie frustratów. Ostatecznie to biali mężczyźni wybrali Donalda Trumpa, przyłożyli się do Brexitu i zagrażają stabilności innych państw europejskich.

Co robić, by nie reprodukować „męszczyzny” w kolejnych pokoleniach? Jak powinna wyglądać nowa męskość? Według Krzysztofa Pacewicza powinna być bardziej kobieca. Problem w tym, że to w Polsce kulturowe tabu. Z niemęskim mężczyzną jest coś nie w porządku. Zdaniem dr. Śmiei właściwą drogą do wyzwolenia z tradycyjnej męskości jest nie tyle „przekobiecenie”, ile rozwijanie tych elementów męskiej osobowości, które w mężczyznach są, ale w tradycyjnej kulturze były niedowartościowane. Może wydobędą je z „męszczyzn” młode kobiety, które szukając partnerów, będą chciały ich zmienić. Może nowe ojcostwo, o wiele bardziej emocjonalnie zaangażowane niż kiedyś?

Kluczowa byłaby także edukacja równościowa i seksualna w szkołach, czyli pokazywanie, że normy płciowe w ogromnym stopniu kształtowane są przez kulturę, a nie przez biologię – twierdzi dr Śmieja. Trudno jednak sobie dziś wyobrazić, że polska edukacja pójdzie w tym kierunku. Ze szkół rugowane są właśnie wszelkie elementy edukacji seksualnej i genderowej. Wkrótce może to objąć także wyższe uczelnie. Dla rządzącej prawicy gender to zjawisko z piekła rodem, które sprowadza się do chłopca w sukience i masturbacji trzylatków. Homofobia i szowinizm, z którymi kiedyś wypadało się jednak trochę hamować, weszły do centrum publicznego dyskursu. Tolerancja i równouprawnienie stały się z gruntu podejrzane. Polska, a wraz z nią „męszczyźni”, szybko maszerują w przeciwnym kierunku.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną